Prawdziwy mecz o życie
Widzew przegrał z Koroną, przez co o utrzymanie będzie walczyć w ostatniej kolejce. Dzięki porażkom Piasta i Lechii, wszystko jest w rękach Łodzian. Jeśli zwyciężą to pozostaną w elicie. Ten sezon jest fatalny, obrzydliwy, żenujący. Ale mimo to, Widzewiacy mogą uniknąć spadku.
W Sercu Łodzi są mocni. "Vuko" jeszcze tu nie przegrał jako trener RTS-u. Raz tylko stracił punkty remisując z Górnikiem Zabrze. Jednak w sobotę presja na drużynie będzie gigantyczna. Choć Łodzianie mogą utrzymać się nawet nie wygrywając z Gliwiczanami (stanie się tak jeśli Lechia nie wygra z Termalicą) to przy Piłsudskiego nikt nie bierze pod uwagę takiego scenariusza. Musi być wygrana.
Widzew tylko w ostatnich 11 latach rozgrywał wiele szalenie ważnych dla historii klubu meczów. Były starcia o awans do II ligi, I ligi, Ekstraklasy. Dla wielu to pewnie właśnie mecz decydujący o awansie do elity jest tym najważniejszym rozgrywanym w tym tysiącleciu. Symbol odbudowy Widzewa. Jednak biorąc pod uwagę okoliczności, można przyjąć, że to spotkanie z Piastem będzie dla RTS-u najważniejsze w całym XXI. wieku.
Spadek wyhamuje rozwój klubu
Łodzianie od 2000 roku spadali z ligi kilkukrotnie. Nie tylko z Ekstraklasy. Jednak zawsze był to efekt fatalnego zarządzania, słabiutkiej kadry czy po prostu biedy, bo Łodzianie mieli wieczne problemy finansowe. Ewentualne utrzymanie byłoby w tamtych przypadkach podtrzymaniem przy życiu sportowego trupa i przesunięciem spadku o kolejny rok. Czasem lepiej spaść, uporządkować pewne sprawy na niższym poziomie i ponownie wejść do elity. Teraz sytuacja klubu jest inna.
Przy Piłsudskiego popełniono masę błędów. Przede wszystkim w Widzewie wszystko chcieli mieć "na już". Za szybko doszło do tak dużych zmian. Potrzebny jest pewien czas. To efekt działań Roberta Dobrzyckiego, który marzył o szybkim dołączeniu do czołówki. To jego pierwszy rok w roli właściciela. Nie zna tej branży, nie trafił z doborem doradców. Trudno, takie jest życie. Nie chciał źle, po prostu chciał zrobić z Widzewa czołowy klub w lidze w ciągu jednego sezonu. Dobrzycki to jednak człowiek, który wiele w życiu osiągnął i z pewnością szybko wyciąga wnioski. To, że widzi błędy, które popełniono w tym sezonie jest już jasne, bo w zasadzie przyznał to w rozmowie z Łukaszem Sosenkiewiczem z podcastu Rozmowy Tylko Sportowe.
Sezon jest dziwny i trudny. Oczekiwania były inne, nawet takie ogranicozne oczekiwania. Widać, że jednak potrzeba czasu. Klub to duża organizacja, którą trzeba ułożyć. To dla nas lekcja. Samymi transferami nie da się tego ułożyć. Niektóre kluby miały na to kilka, kilkanaście lat. My nie chcieliśmy zbudować tego w rok, ale chcieliśmy, by było to sprawnie i szybko. Nie wszystko działa. Mam nadzieję, że dobrniemy do końca sezonu pozytywnie i będziemy mogli ustawiać kolejny bez presji - stwierdził szef.
Widzew Dobrzyckiego ma wielkie możliwości finansowe. Stać go na to, by zatrudnić najlepszych fachowców, którzy może nie zrobią z RTS-u krajowej potęgi w jeden rok, ale w pięć prawdopodobnie już tak. Z tego choćby względu spadek w tym sezonie byłby olbrzymią katastrofą. To wyhamowałoby rozwój klubu. Na jak długo? W optymistycznym wariancie na rok. A w pesymistycznym? Przykład Wisły Kraków pokazuje, że powrót do Ekstraklasy nie jest łatwy. Wiślakom zajęło to aż cztery lata.
Widzew ma wszystko, by w kolejnym sezonie być lepszym zespołem. Trzeba wyciągnąć wnioski, być może dokonać jakichś zmian personalnych i...utrzymać się w Ekstraklasie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.