Widzew Łódź ogłosił, że jego dominujący akcjonariusz, Robert Dobrzycki, objął stanowisko prezesa zarządu. Co prawda tymczasowo, ale też nie podano, jak długo na tym stanowisku pozostanie. Zdarza się, że z pozoru prowizoryczne rozwiązania trwają dłużej, niż pierwotnie zakładano. Robert Dobrzycki dołączył tym samym do grona tych właścicieli, którzy wcześniej podjęli podobną decyzję i przejęli oficjalnie stery w swoich klubach. Tak jak: Dariusz Mioduski (Legia Warszawa), Alex Haditaghi (Pogoń Szczecin), Zbigniew Jakubas (Motor Lublin), Jarosław Królewski (Wisła Kraków), czy Grégoire Nitot (Polonia Warszawa). W Lechu Poznań wymienianych jest dwóch prezesów Piotr Rutkowski i Karol Klimczak. Nie wiemy jeszcze, jak zachowa się Lukas Podolski, który dopiero co przejął Górnik Zabrze. W zarządzie tego klubu na razie są dwie osoby na stanowiskach wiceprezesów.
Bezpośrednio w zarządzanie, a nawet nadzór, nie angażuje się Michał Świerczewski w Rakowie Częstochowa, który oficjalnie pozostaje jedynie właścicielem. Choć wiadomo, że jego wpływ na klub jest duży. Podobnie jak Robert Platek w Cracovii, czy Grzegorz Gilewski w Radomiaku, którzy również sami nie zasiadają w radach nadzorczych swoich klubów. Łukasz Maciejczyk w Koronie Kielce jest Przewodniczącym Rady Nadzorczej. Tak jak Wojciech Strzałkowski w Jagielloni Białystok. Członkiem Rady Nadzorczej Bruk-Bet Termaliki Nieciecza jest jej właściciel Krzysztof Witkowski, a Prezesem Zarządu jego żona Danuta Witkowska. Prezesem ŁKS-u jest Marcin Janicki, ale na czele Rady Nadzorczej stoi właściciel klubu Dariusz Melon. W wielu klubach właścicielami nie są osoby fizyczne, ale spółki Skarbu Państwa (Zagłębie Lubin), czy gminy (GKS Katowice, Wisła Płock, Piast Gliwice, Śląsk Wrocław). Tu siłą rzeczy prezesami zarządów są wybrani przez instytucjonalnych właścicieli menedżerowie.
Rozwiązanie, w którym właściciel klubu jest jego prezesem ma swoje zalety i wady. Na pewno dużą zaletą w przypadku Roberta Dobrzyckiego i Widzewa będzie koncentracja władzy i odpowiedzialności w rękach jednej osoby. W klubach piłkarskich dobrze jest, gdy piłkarze, pracownicy, kibice, media i inni interesariusze, czują i mają świadomość, kto jest najważniejszy. Zdarzało się przecież na przykład, że trener źle odbierał współpracę z prezesem i szedł z tym problemem do właściciela. Z punktu widzenia formalnego, to prezes odpowiada jednak za zarządzanie i jego wyniki. W klubach piłkarskich, które są „emocjonalnymi” organizacjami, czasami pojawia się dwuwładza i aktywny właściciel może chcieć silnie wpływać na klub, gdy rzeczywistą odpowiedzialność ponosi prezes. Często kończy się to konfliktem, rozchwianiem organizacji, czy ograniczeniem roli oraz autorytetu prezesa i bywa on szyderczo nazywany „długopisem”. Gdy prezesem jest właściciel, ten problem naturalnie nie istnieje, a wszyscy wiedzą, kto ma władzę i jest najważniejszy.
Kolejną zaletą powołania Roberta Dobrzyckiego będzie koncentracja na piłce nożnej w Widzewie. Dla właściciela łódzkiego klubu ta jest najważniejsza, co często podkreśla w wywiadach. Widzew ostatnio zaczął zajmować się wieloma sprawami społecznymi i marketingowymi. Wygrywa nawet rankingi społecznej odpowiedzialności. Jest to potrzebne, ale w łódzkim klubie urosło już do zbyt dużych rozmiarów w stosunku do podstawowej działalności. Widać to w rozrośniętej strukturze innych pionów niż sportowe. Wiele z tych działań już zostało na szczęście przeniesionych do Fundacji Widzewa, która jest osobną organizacją. W żadnym przedsiębiorstwie rozpraszanie uwagi nie kończy się dobrze. Widzew jest klubem piłkarskim i na piłce nożnej powinien się koncentrować. Gdy usłyszałem, że w sklepie klubowym pojawiło się masło orzechowe, przypomniał mi się napisany przez Brada Garlinghouse’a, menedżera z firmy Yahoo, „Manifest o maśle orzechowym”. Garlinghouse próbował ratować tracącą przewagę konkurencyjną spółkę, uważając, że „rozsmarowuje się jak masło orzechowe”. Angażuje w zbyt dużo projektów, rozprasza zasoby, brakuje jej koncentracji i działa dużo wolniej niż konkurenci. Argumentował przy tym, że Yahoo powinno określić priorytety, ograniczyć biurokrację, działać szybciej i jasno określić strategię. Widzew też rozrósł się, angażuje w wiele projektów poza piłkarskich i stał się sporą jak na polskie środowisko piłkarskie biurokratyczną strukturą, gdzie relacje tracą na znaczeniu. Przejęcie sterów przez Roberta Dobrzyckiego daje szanse na nowe spojrzenie na klub i ponowne jego przeorganizowanie. Priorytety dla niego wydają się być jasne. Ma też odpowiednio dużo władzy, by jasno określić i wdrażać swoją wizję rozwoju klubu. Teraz będzie na to większa szansa.
Oczywiście podzielam obawę, którą ma wielu kibiców, że doba Roberta Dobrzyckiego, jak i nas wszystkich, ma tyle samo godzin i zmienić się tu nic nie da. Oczywiście jedni ludzi są lepiej, inni gorzej zorganizowani. Tym bardziej, że już dziś właściciel Widzewa jest zaangażowany w pracę zarządów i rad nadzorczych wielu spółek. Brak czasu na wszystkie obowiązki będzie zawsze problemem. W efekcie i tak będzie musiał otoczyć się zaufanymi ludźmi, a jego podejście będzie ewentualnie bardziej nadzorczo-zarządcze, niż ściśle zarządcze. Inaczej niż prezesów klubów przez wiele ostatnich lat. Robert Dobrzycki, jakby chciał pozostać na dłużej na stanowisku prezesa, będzie zapewne potrzebował dyrektora zarządzającego. Kogoś, kto na co dzień będzie w klubie koordynował pracę różnych działów i realizował jego politykę. To jedna z możliwości, bo brak czasu, ale też być może chęć pozyskania do współpracy uznanego menedżera, może sprawić, że obecny właściciel Widzewa będzie faktycznie prezesem tymczasowo, a za jakiś czas stery w klubie w jego imieniu przejmie ktoś inny.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.