W obronie Dariusza Adamczuka. Widzew ciągle uczy się cierpliwości [KOMENTARZ]

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

W obronie Dariusza Adamczuka. Widzew ciągle uczy się cierpliwości [KOMENTARZ] - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaDariusz Adamczuk popełnił w Widzewie dwa bardzo duże błędy, z których na pewno wyciągnie wnioski. Zwalnianie go po niespełna roku pracy przy Piłsudskiego, w moim odczuciu, byłoby sporym błędem i kolejnym przykładem na to, że Widzew cały czas musi uczyć się cierpliwości.
reklama

Dwa grzechy główne Dariusza Adamczuka

Robert Dobrzycki w niemal każdym wywiadzie powtarzał, że jeśli coś nie działa, to trzeba to zmienić. I zgoda. Ale czy praca Dariusza Adamczuka faktycznie się nie broni?

Zacznijmy od błędów, bo tych oczywiście nie brakowało. Największym nieporozumieniem było zatrudnienie Igora Jovićevicia, choć przecież po ogłoszeniu tej decyzji, niemal całe widzewskie środowisko było zachwycone, że szkoleniowiec z takim międzynarodowym doświadczeniem pojawił się przy Piłsudskiego. Niestety okazało się, że skądinąd sympatyczny trener nie jest w stanie zaadoptować się do warunków polskiej ekstraklasy. Prawdopodobnie Jovićević spodziewał się, że z takim budżetem i takimi piłkarzami, ekstraklasa nie będzie wielkim wyzwaniem. Okazało się inaczej. Fatalnie punktujący Widzew był bliski spadku z ligi i śmiem twierdzić, że tylko zmiana trenera uratowała łódzki zespół przed tą kompromitacją.

reklama

Adamczukowi nie pomogła też wypowiedź byłego prezesa Widzewa, Michała Rydza, który dość jasno zakomunikował, że Widzew odpadł z pucharu Polski właśnie przez decyzję Dariusza Adamczuka i pozostawienie Igora Jovićevicia na stanowisku trenera na mecz z GKS-em Katowice. Przypomnijmy, że dopiero po tej przegranej miarka się przebrała i Chorwat został odsunięty od prowadzenia zespołu.

Drugi błąd to grudniowy wywiad w Widzew TV. Albo może nie tyle sam wywiad, co jego wydźwięk. Chodzi tu o brak wyczucia i pokory. Od Dariusza Adamczuka i Piotra Burlikowskiego biła tak ogromna pewność siebie, że w zestawieniu z późniejszymi beznadziejnymi wynikami sportowymi wyglądało to na przejaw buty i arogancji. Szkoda, bo obaj panowie, a przede wszystkim sam Adamczuk, był bardzo dobrze odbierany w widzewskim środowisku. Ten wywiad sprawił jednak, że jego pozytywny wizerunek kompletnie się posypał i trzeba go odbudowywać niemal od zera.

reklama

Transfery Widzewa. Adamczuk wcale nie jest taki zły

Rozliczenie pracy Dariusza Adamczuka nie może opierać się jednak na medialnym wizerunku, a na tym, za co Adamczuk w Widzewie odpowiada, czyli tworzenie pierwszego zespołu. Od lat powtarzam, że ocenianie pracy dyrektorów sportowych czy, w tym przypadku, pełnomocnika zarządu do spraw sportu, powinno mieć miejsce dopiero po roku od rozpoczęcia działań. W tym przypadku czas nagli, bo, jeśli wierzyć medialnym doniesieniom, posada Dariusza Adamczuka wisi na włosku.

W moim odczuciu, zimowe okienko transferowe było zdecydowanie lepsze od letniego. Prawdę mówiąc, zimą do Widzewa doszło wielku wartościowych piłkarzy, którzy dali łódzkiej drużynie utrzymanie w ekstraklasie. Christopher Cheng, Przemysław Wiśniewski, Steve Kapuadi, Bartłomiej Drągowski, Emil Kornvig czy Lukas Lerager to zawodnicy o ogromnej jakości, których sprowadzenie do Widzewa trzeba ocenić pozytywnie.

reklama

Mniej ciepłych słów można powiedzieć o Carlosie Isaaku, który jednak w końcu wywalczył miejsce w podstawowym składzie, co oznacza, że zdaniem Aleksandara Vukovicia był lepszy od młodzieżowego reprezentanta Polski, czyli Marcela Krajewskiego. Sprowadzenia Hiszpana nie można więc określić jako transferowy niewypał.

Na koniec zostawiłem Osmana Bukariego, którego nie można ocenić zerojedynkowo. Powiem nawet, że będę zaskoczony, jeśli Bukari nie „odpali” w nowym sezonie. Dla tego piłkarza przeprowadzka do Polski była bardzo trudna, ale pół roku powinno mu wystarczyć, by się zaaklimatyzować, więc nie skreślałbym go tak, jak to uczyniło już wiele osób. 

Warto też pamiętać, że zanim Adamczuk trafił na Piłsudskiego, spędził kilkanaście lat na różnych szczeblach zarządzania w Pogoni Szczecin. To on był jednym z architektów transformacji „Dumy Pomorza” – od odbudowy klubu po organizacyjnej katastrofie, aż do seryjnych awansów do TOP 4 ekstraklasy, finałów pucharu Polski i gry w europejskich pucharach. Zna realia polskiej ligi od podszewki. Twarde kompetencje zarządcze i rynkowe, jakie wnosi, to kapitał, którego nie powinno się marnować po zaledwie kilku miesiącach pracy w nowym środowisku.

reklama

Mimo niezaprzeczalnych błędów, Dariusz Adamczuk zasłużył na kredyt zaufania. Szczególnie, że czas będzie działał na korzyść Widzewa. Łódzki zespół nie potrzebuje już tak wielkiej kadrowej rewolucji, nie potrzebuje też nowego trenera. Przy Piłsudskiego trwa proces docierania się drużyny, a kolejne zmiany na ważnych stanowiskach mogą go tylko znacząco spowolnić. 

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo