W Widzewie... zabrakło piłkarzy

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

W Widzewie... zabrakło piłkarzy - Zdjęcie główne
Autor: Marek Młynarczyk | Opis: Widzew Łódź - Cracovia

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaWidzewiacy w trudnych warunkach dzielnie walczyli z rywalami z Krakowa. Ale walka i zaangażowanie to absolutne minimum, nie ma sensu ich za to chwalić. Gorzej z grą w piłkę.
reklama

Podstawowym planem na dzisiejsze spotkanie była wola walki, zbieranie drugich piłek, walka i agresja. Tożsamość drużyny. I to pokazaliśmy. Pokazaliśmy „widzewski charakter”, co mnie cieszy i napawa dumą - mówił po meczu trener Igor Jovićević dodając, że jest progres w grze i on jest z tego dumny.

Rzeczywiście jego piłkarzom nie można zarzucić, że im się nie chciało, że nie walczyli. Warunki były trudne (boisko i temperatura), ale mimo to Widzewiacy byli zaangażowani, dużo biegali (może po to, by nie zmarznąć). Ale przecież nie będziemy ich za to przesadnie chwalić. To ich obowiązek, zwłaszcza że nie zarabiają mało.

Widzew jednak nie "odpalił"

reklama

Problem w tym, jak grali w piłkę, bo grali słabo. Po wzmocnieniu drużyny zimą za rekordowe kwoty i po dobrym meczu z Wisłą Płock w ostatniej kolejce można było liczyć na to, że zespół w końcu "odpalił", bo przecież wcześniej - z Jagiellonią Białystok i GKS-em Katowice - wypadł słabo. Niestety wygląda na to, że to jeszcze nie ten czas. Oczywiście - co też podkreślał trener Widzewa - warunki do gry kombinacyjnej nie są najlepsze, piłka nie porusza się po murawie, tak jak powinna. Ale czy "lagi" do przodu to najlepszy pomysł?

Co cieszy po meczu z Cracovią? Na pewno fakt, że Łodzianie drugi raz z rzędu zagrali na zero z tyłu. Goście oddali cztery celne strzały, żaden nie był na tyle groźny, by drżeć o utratę gola. Cieszy też, że jednak zapunktowali, po dwóch meczach przegranych, dwa kolejne przyniosły 4 punkty i w kwestii utrzymania (tak, to podstawowy cel zespołu) to sporo. Pewnie są i tacy kibice, którzy remis z Cracovią wzięliby w ciemno. To zespół, który cały czas jest blisko czołówki, do tego zalicza serię meczów bez przegranej - to już siedem kolejnych spotkań.

reklama

A indywidualnie? Najlepsi byli Mariusz Fornalczyk, chociaż znów bez liczb, oraz Lukas Lerager. To, że Widzew zagrał na zero z tyłu, to w dużej mierze zasługa Duńczyka, który czyścił przedpole. Dzięki niemu stoperzy nie mieli bardzo dużo pracy.

Więcej rzeczy jednak martwi. Trudno znów było dostrzec pomysł na grę, szczerze trzeba napisać, że to była raczej kopanina. Cracovia nie była wiele lepsza, od pewnego czasu było widać, że do Serca Łodzi przyjechała po punkt. Goście lepiej operowali piłką na małej przestrzeni, lepiej wychodzili spod pressingu. Gorzej szło im w decydującej fazie akcji, ale to już nie nasz problem.

Lepiej mądrze stać...

Jak pisaliśmy, Widzewiacy znów się ostro nabiegali, ale jak mawia klasyk: lepiej mądrze stać, niż głupio biegać. Pasuje to do Andiego Zeqiriego, który harował jak wół, biegał po całej połowie rywala, do tego obrońcy go nie oszczędzali. Szwajcar walczył o górne piłki i odbijał się od rywali, jakby odbijał się od betonowego muru. Piłkę przy nodze miał rzadko. Nie potrafił jej utrzymać, czy rozegrać kombinacyjną akcję, Kilka razy próbował, ale podawał niecelnie. Wydaje się, że dałby więcej drużynie, gdyby skupił się na grze w polu karnym czy w jego okolicy. Zeqiri (tak jak Sebastan Bergier) jest najgroźniejszy, gdy jest blisko bramki. Warunek - musi dostawać dobre podania.

reklama

A tych nie było. Na żenującym wręcz poziomie znów były dośrodkowania i to ze stojącej piłki. Juljan Shehu nie potrafił jej dokopać pod bramkę, zwykle trafiała w pierwszego rywala na krótkim słupku. Jeden z dziennikarzy spytał o to na konferencji prasowej, bo to nie pierwszy raz. Wcześniej tak samo było, gdy dośrodkowywał Bartłomiej Pawłowski i Fran Alvarez. Jovićević zgonił to na warunki, na złe boisko... Wydaje się, że dobre wykonanie stałych fragmentów na złej murawie to dodatkowy i oczywisty atut, bo przecież nie trzeba prowadzić piłki po ziemi.

W meczu z Cracovią nie zagrali Sebastian Bergier oraz kontuzjowany Angel Baena i... okazało się, że w Widzewie brakuje ofensywnych graczy. Na ławce byli tylko wspomniani Alvarez i Pawłowski. Obaj raczej bez formy. Może jednak warto wrócić do pomysłu sprowadzenia jeszcze jednego skrzydłowego? W kolejnym meczu nie zagra Fornalczyk, który musi pauzować za kartki. Jeśli Baena wciąż nie będzie gotowy, to będzie problem. Zostaną Osman Bukari i Pawłowski. Może nie trzeba było wypożyczać Samuela Akere, tym bardziej że nie wydaje się gorszy od Bukariego. Nigeryjczyk miał chyba nawet lepsze wejście od zawodnika z Ghany. Może przydałby się też Antoni Klukowski, który tak naprawdę nie dostał prawdziwej szansy?

reklama

Cały czas można też odnieść wrażenie, że tej drużynie brakuje prawdziwej "dziesiątki", kogoś, kto weźmie grę na siebie, przytrzyma piłkę, gdy trzeba, poda prostopadle, albo strzeli z dystansu. Próbuje nią być Shehu, ale to nie wychodzi.  

Podsumowując - fajnie, że Widzewiacy biegają, super, że drużyna zagrała na zero z tyłu i nie przegrała drugiego kolejnego meczu, ale jeśli chodzi o grę ofensywną, to wciąż jest duży problem. Oczywiście, że da się wygrać mecz, oddając jeden celny strzał, ale nie zdarza się to bardzo często. W piątek się nie udało.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo