Najpierw Chorwat, a potem Nigeryjczyk opuścili Widzew. Obu udało się po znajomości upchnąć w NK Osijek. Pracuje tam Żeljko Sopić. Były szkoleniowiec Widzewa namówił szefów chorwackiego klubu, by Akere i Teklicia wypożyczyć do końca sezonu z opcją wykupu latem. To pierwsi piłkarze, którzy zimą opuścili Widzew. Trener Igor Jovićević nie widzi ich w składzie na wiosnę, w klubie robią więc miejsce dla nowych.
Akere i Teklić przyszli do Widzewa ostatniego lata. Wtedy Mindaugas Nikolicius, ówczesny dyrektor sportowy, ściągnął aż 14 piłkarzy. Można napisać, że Niko szalał na rynku. Efekty są niestety mizerne, bo przecież drużyna zajmuje po jesieni 15. miejsce. Ma punkt przewagi nad strefą spadkową i zarazem punkt nad ostatnim miejscem w tabeli.
Zbigniew Boniek: Niko stworzył giełdę sprzedam/kupię
Kilka transferów Niko się oczywiście sprawdziło. Najlepiej wypadli Ricardo Visus, Sebastian Bergier i Angel Baena. Za nich Widzew zapłacił mało albo jak w przypadku dwóch ostatnich, nic. Po kilku innych, jak choćby Steliosie Andreou, Lindonie Selahim i Mariuszu Fornalczyku spodziewaliśmy się znacznie więcej. Chyba każdy liczył, że będą to piłkarze, którzy zrobią różnicę i wyniosą zespół na wyższy poziom. Tak się nie stało. Niezłe występy miał Dion Gallapeni, raczej słabo należy ocenić bramkarzy Macieja Kikolskiego i Veljko Ilicia. Na koniec jesieni obudził się Andi Zeqiri, ale i Szwajcar zawiódł, szczególnie że Widzew zapłacił za niego rekordowe 2 miliony euro. A już Pape Meissa Ba to kompletny zawód. Dobrze, że za niego nie trzeba było płacić, chociaż oczywiście nie był to transfer bezkosztowy. Zarobili Senegalczyk i jego agent.
Na pewno na pełną ocenę trzeba jeszcze poczekać, ale po pół roku transfery Niko trzeba ocenić jako... takie sobie, szczególnie w zestawieniu z rekordowymi kosztami, jakie poniósł klub, i miejscem w tabeli. I chyba nic dziwnego, że Litwin stracił pracę. Widocznie w Widzewie też nie byli zadowoleni.
- Błędem było danie tak dużej władzy dyrektorowi sportowemu Mindaugasowi Nikoliciusowi, który zamiast z głową budować drużynę, stworzył coś w rodzaju giełdy sprzedam/kupię. Jak widzę, kogo kupił, a kogo mógł kupić, to wiem na pewno, że popełnił błędy. Większość tych, którzy przyszli latem, nie podnieśli poziomu drużyny. I za te błędy Niko zapłacił, bo już go w klubie nie ma - mówił w rozmowie z Gazetą Wyborczą Zbigniew Boniek.
Teraz za transfery odpowiada głównie Dariusz Adamczuk i widać, że właśnie mamy do czynienia z porządkami po Niko. Stąd odejścia Akere i Teklicia. Pierwszy awizowany był jako nowa gwiazda polskiej piłki, Widzew wyciągając go za 700-750 tysięcy euro z Botewu Płowdiw, narracja była taka, że uprzedził inne kluby i to znane europejskie. - Znam go od dawna. Chciałem ściągnąć go do Hajduka Split, ale wtedy był dla nas zbyt drogi. Ciągle śledziłem jego losy i zgromadziłem na jego temat naprawdę dużo informacji. Wiedziałem, że w tym roku Botew Płowdiw przeżywa finansowe trudności. Skorzystałem z tej sytuacji i kupiliśmy go poniżej ceny. Nie miałem wątpliwości, że będzie gotowy - mówił Litwin w wywiadzie dla TVP Sport.
Akere gwiazdą, ani Widzewa, ani tym bardziej ligi, nie został. Europejskie kluby też jakoś nie wyrywają go z Widzewa. Poszedł na wypożyczenie do ostatniej drużyny chorwackiej ekstraklasy i to po znajomości. Brzydko starzeją się niektóre słowa...
Tonio Teklić nie był przygotowany
Sprowadzenie Teklicia z drugiej ligi tureckiej to już kompletne nieporozumienie. Niko szukał rozgrywającego, lewonożnego kreatywnego pomocnika, który napędzi ataki drużyny. To miał być przy okazji następca Sebastiana Kerka. Chorwat wypadł źle, nie przebił się do składu. Teraz - w rozmowie z oficjalną stroną NK Osijek - przyznał, że nie był przygotowany, przychodząc do Widzewa. Naprawdę łódzkiego klubu nie było latem stać na kogoś lepszego od Teklicia?
- Tonia znam z czasów gry w Hajduku Split. To bardzo wszechstronny zawodnik, który mocno się rozwinął i potwierdził swoją dojrzałość choćby w NK Varazdin. Teraz rozegrał też dobry sezon w Turcji. Jestem pewien, że podniesie poziom rywalizacji o miejsce w składzie wśród graczy ze środka pola i skrzydłowych - twierdził wtedy Niko. - Tonio jest niesamowicie inteligentny, ma doskonały ogląd sytuacji boiskowej, pełni kluczową rolę przy rozgrywaniu akcji i z łatwością radzi sobie pod presją. Nigdy nie miał problemów w relacjach z trenerami czy kolegami z drużyny. Do jego atutów z pewnością należy również gra lewą nogą. Wierzę w to, że bardzo dobrze zaadaptuje się w Polsce i w Widzewie, a dzięki temu sprawi radość naszym kibicom.
Nic z tego nie wyszło. Został kontrakt aż do 2029 roku. Może uda się go skrócić. Znów dzięki Sopiciowi, który wziął go do siebie na okres próbny.
WYBIERZ Z NAMI GOLA ROKU I WYDARZENIE ROKU 2025
To może nie być koniec odejść piłkarzy, którzy trafili do Widzewa ostatniego lata. Zupełnie niepotrzebny jest Pape Meissa Ba. Nie wiadomo właściwie, dlaczego do łódzkiego klubu trafił. Schalke 04 go już nie chciało. Niemcy próbowali sprzedać go do Anglii, ale Queens Park Rangers zrezygnowało z transferu (za 500 tysięcy funtów) z powodów medycznych. Wtedy szefowie Schalke oddali go już za darmo do Widzewa. Nieoficjalnie wiadomo, że Ba nie przeszedł w Łodzi pierwszych badań, dopiero kolejne w innym miejscu. Jesienią nic drużynie nie dał. Może teraz uda się gdzieś go wytransferować, chociaż zapewne nikt za niego nie zapłaci. Kontrakt w Widzewie dostał do 2028 roku i zapewne bardzo dobre warunki finansowe.
Kto jeszcze odejdzie z Widzewa?
Akere, Teklić, Ba, może ktoś jeszcze. Bo chyba nikt nie jest zadowolony z formy dwóch bramkarzy sprowadzonych przez Niko. Kikolski i Ilić nie wzmocnili zespołu. Nie bez powodu mówi się o kolejnym transferze bramkarza.
Sprowadzono też defensywnego pomocnika Lukasa Leragera, dziennikarze, także zagraniczni, wspominają o kolejnym Balthazarze Pierrecie z Lecce. Co więc z Selahim? Albańczyk miał jesienią dobre mecze, ale to chyba też nie jest piłkarz, na jakiego Niko go kreował.
Sam Litwin po rozstaniu z Widzewem pozostaje bez pracy. Przed przyjściem do Widzewa znajomi dziennikarze Nikoliciusa pisali, że łódzki klub wyprzedził inne, które chciały mieć Niko u siebie. Może więc zaraz litewski dyrektor gdzieś znajdzie robotę. A może ubiegłego lata trochę zostaliśmy jednak oszukani... Tak w przypadku niektórych piłkarzy, jak i dyrektora i trenera. Bo przecież i Sopić miał być rozchwytywany, zwłaszcza w Chorwacji. Czasem PR a rzeczywistość to zupełnie coś innego.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.