Inny Widzew
Sobotni mecz Widzewa z Lechią był kolejnym, który zapowiadany był jako "mecz sezonu" czy "pierwszy z trzech finałów". Łodzian interesowała tylko wygrana, bo jakakolwiek strata punktów oddaliłaby ich od utrzymania tak bardzo, że przy Piłsudskiego mogliby już wierzyć tylko w prawdziwy cud. RTS miał wielką szansę, by po raz pierwszy od lutego wydostać się ze strefy spadkowej i mieć gwarancję, że do następnej kolejki podejdzie już jako drużyna będąca "nad kreską".
I Widzew wyglądał w końcu jak drużyna, która faktycznie chce się w tej lidze utrzymać. Przyzwyczailiśmy się, że zespół Aleksandara Vukovicia gra pragmatycznie, czasem może nawet przesadnie. Małą zmianę widzieliśmy w starciu z Motorem Lublin, gdy RTS wygrał 2:0 i w zasadzie kontrolował przebieg całego spotkania. Nie było tam dominacji, ale Lublinianie nie mogli realnie zagrozić bramce strzeżonej przez Bartłomieja Drągowskiego, zaś czerwono-biało-czerwoni stwarzali sytuacje bramkowe.
Jednak już w meczu z Legią ponownie oglądaliśmy Widzewa grający "na remis". Oczywiście trener Vuković zapewnia, że jego drużyny nigdy nie grają w taki sposób, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że Łodzianie w stolicy bardziej skupiali się na tym, żeby nie stracić gola niż żeby samemu strzelić. Za to spotkała ich kara, bo "Wojskowi" wcisnęli bramkę w ostatniej sekundzie spotkania.
Po tamtym meczu spytaliśmy trenera Vukovicia jaki jest jego pomysł na podniesienie drużyny mentalnie na mecz z Lechią. Odpowiedział: Plan jest prosty. Ja od lat mieszkam w Polsce, ale w sercu nadal jestem Serbem. Taki jest plan.
W tygodniu widzieliśmy wielkie zjednoczenie całego Widzewskiego środowiska. Komunikat Roberta Dobrzyckiego z prośbą o wsparcie dla drużyny, komunikat Ultras Widzew o tym, że w sobotę cały stadion ma dopingować zespół. W małą "grę" zagrał też sam "Vuko", który na briefingu przedmeczowym poruszył temat kontrowersji sędziowskich w meczach RTS-u.
Ta decyzja jest dowodem na to, że są równi i równiejsi. Tak było i tak będzie. Nikt z nas nie jest ślepy. Chwilę wcześniej Augustyniak faulował Fornalczyka i była decyzja, że gramy dalej, jest aut. Potem ktoś tłumaczy, że faul na kartkę zrobił Alvarez i to wyśmienita decyzja sędziego Mycia - mówił wymieniając nazwisko Adama Lyczmańskiego, eksperta Canal+ Sport. - Muszę to zaakceptować, ale nie będę milczał. Jesteśmy świadomi, jak jesteśmy traktowani. Na boisku musimy zrobić wszystko, by się temu przeciwstawić, ambicją i zaangażowaniem.
Tą wypowiedzią dodatkowo scalił widzewską drużynę. Pokazał, że to jest starcie Widzew vs. Reszta Polski.
Agresja kluczem do sukcesu
Widzew w rywalizacji z Lechią był agresywny, był odważny. Strzelił gola na 1:0? Świetnie, to czas iść po drugiego. Wpadł drugi? No to lecimy po 3:0. To był po prostu idealny dzień dla kibica łódzkiej ekipy, bo atmosfera Serca Łodzi była niesamowita, a drużyna grała jak z nut. Zachwycony był sam Vuković, który przyznał, że pierwszy raz poczuł z trybunami taką synergię. Dodał, że niezależnie od tego kiedy i jak skończy się jego przygoda z Widzewem, mecz z Lechią zostanie w jego pamięci na zawsze.
Nutkę wątpliwości może dać druga połowa, w której Widzew się cofnął. Były momenty, że próbował podwyższyć, ale nie było w tym takiego pozytywnego szaleństwa, które oglądaliśmy w pierwszych 45. minutach. Z kolei strzelony przez Gdańszczan gol sprawił, że w końcówce wielu kibiców obgryzało paznokcie z nerwów. Niby przewaga Łodzian wynosiła dwa gole, ale w tym sezonie Widzewiacy robili takie rzeczy, że mimo to było nerwowo.
Teraz dwa ostatnie spotkania. W piątek z Koroną w Kielcach i na koniec u siebie z Piastem. Wszyscy chcą zobaczyć w tych meczach Widzew z pierwszych 45. minut ze starcia z Lechią. Nie mamy też wątpliwości, że jeśli Łodzianie to powtórzą, to utrzymanie jest pewne.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.