Widzew zmienia politykę transferową. Niko zamiast komitetu

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Widzew zmienia politykę transferową. Niko zamiast komitetu - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaZatrudnienie Mindaugasa Nikolicusa w klubie wiąże się z dużymi zmianami w pionie sportowym Widzewa. Pod komitet transferowy podłożono bombę. Takie zmiany zwiastowały już słowa Tomasza Stamirowskiego, większościowego udziałowca klubu, z początku lutego. W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" stwierdził, że klub chce iść w kierunku niemieckim, gdzie dyrektor sportowy ma silną pozycję. – Nie można wszystkiego układać pod trenera, skoro według statystyk – nie tylko w Polsce – szkoleniowiec w jednym klubie nie pracuje średnio nawet półtora roku – powiedział szef klubu. CZYTAJ TEŻ: Robert Dobrzycki skomentował wybór nowego dyrektora sportowego Widzewa Stamirowski pytany był też o konflikt Tomasza Wichniarka, wtedy dyrektora sportowego Widzewa, z Danielem Myśliwcem, wtedy trenera drużyny.

Zatrudnienie Mindaugasa Nikolicusa w klubie wiąże się z dużymi zmianami w pionie sportowym Widzewa. Pod komitet transferowy podłożono bombę.

Takie zmiany zwiastowały już słowa Tomasza Stamirowskiego, większościowego udziałowca klubu, z początku lutego. W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" stwierdził, że klub chce iść w kierunku niemieckim, gdzie dyrektor sportowy ma silną pozycję. – Nie można wszystkiego układać pod trenera, skoro według statystyk – nie tylko w Polsce – szkoleniowiec w jednym klubie nie pracuje średnio nawet półtora roku – powiedział szef klubu.

Stamirowski pytany był też o konflikt Tomasza Wichniarka, wtedy dyrektora sportowego Widzewa, z Danielem Myśliwcem, wtedy trenera drużyny. Stwierdził, że wybrałby tego, kto dobrze wykonuje swoją pracę. Jak wiemy, jakiś czas później Myśliwiec został odsunięty od prowadzenia zespołu, a Wichniarek stracił swoje stanowisko, chociaż być może w klubie zostanie w innej roli. Można więc stwierdzić, że doszło do małej rewolucji i chyba można było się tego spodziewać. Bez rozstrzygania, kto z dwójki Wichniarek - Myśliwiec jest bardziej winny złej współpracy, to nie działało. W prasie ("Gazeta Wyborcza", "Przegląd Sportowy") pisano, że dyrektor miał proponować trenerowi kolejnych piłkarzy, a ten po kolei wszystkich odrzucał. "PS" wspomniał aż o 40 nazwiskach. Padło nawet nazwisko Daniela Fili, Czecha, który tej zimy trafił do Venezii za 4 mln euro. Maciej Szymański, wiceprezes Widzewa, potwierdził w środę, że rzeczywiście nazwisk było kilkadziesiąt. - Zawodnik, który przeszedł do Venezii był przez nas analizowany, ale nie wiem, na ile jego pozyskanie było realne - powiedział.

Komitet transferowy Widzewa nie działał

W każdym razie w klubie dojrzeli do tego, by proces transferowy zmienić, właśnie na model niemiecki, gdzie największą władzę i decyzyjność ma dyrektor sportowy. W Widzewie będzie to właśnie Niko. - Istotne jest to, by była wskazana bardzo jasna decyzyjność. Poprzednie funkcjonowanie komitetu nie działało, bo wydłużaliśmy proces transferowy i nikt nie brał odpowiedzialności za piłkarzy pozyskiwanych do klubu. Dlatego chcemy to zmienić - wyjaśnił Szymański.

Przypomnijmy, jak działał komitet transferowy w Widzewie. Dział skautingu, na którego czele stoi Wojciech Śmiech, wskazywał piłkarzy, którzy mogliby pomóc Widzewowi. Na komitecie razem z dyrektorem sportowym prezentował ich reszcie. Czyli prezesowi Michałowi Rydzowi, wiceprezesowi Szymańskiemu i trenerowi Myśliwcowi. Decydowano wspólnie, czy dany piłkarz się nadaje i będzie wzmocnieniem, czy nie, biorąc także pod uwagę kwestie finansowe. Oczywiście opinie na piśmie wydawali też dyrektor sportowy i dyrektor skautingu oraz trener. Na koniec nie wiadomo jednak było, kto stał za danym transferem, a kto odrzucił możliwość przeprowadzania innych. Kibice z pewnością zastanawiają się, kto np. odpowiada za zakontraktowanie Hilerego Gonga - czy na transfer nalegał trener, czy na Nigeryjczyka uparł się np. dyrektor sportowy. A może obaj.

- Za nieefektywność tego procesu jestem odpowiedzialny ja, bo to ja buduję struktury. Ten proces nie działał i należało go zmienić. Dyrektor sportowy musi mieć silną pozycję, o czym mówił w jednym z wywiadów właściciel i kimś takim będzie Niko - zapowiedział Szymański.

W tym samym tonie wypowiadał się prezes Rydz, który stwierdził wręcz, że w komitet transferowy trzeba było wrzucić... bombę. - To po prostu nie działało. Trzeba było rozgonić prawo weta. Powiedzieć sobie: "nie, to nie działa". Nie jesteśmy w stanie tak funkcjonować, bo doszliśmy do absurdu, w którym wszyscy się wypowiadają, a nikt nie jest odpowiedzialny. Jako prezes nie mogę tolerować sytuacji, w której nie będzie osoby, która podejmuje w tym wypadku decyzję - powiedział i dodał, że oczywiście on będzie sprawdzał, czy przy transferze zgadzają się finanse. - Muszę ufać ludziom, których zatrudniam. Teraz zatrudniam Niko, bo mu wierzę - stwierdził.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo