W 2022 roku kadra dotarła do półfinału EuroBasketu i po raz pierwszy od ponad 50 lat walczyła o medal. Jednak za sukcesami reprezentacji nie nadąża liga krajowa. Przez lata polska liga koszykówki borykała się z problemem finansowania i odpływem talentów za granicę. Teraz powoli ulega to zmianie, a włodarze ORLEN Basket Ligi stopniowo poprawiają organizację rozgrywek, przyciągając zarówno lokalnych graczy, jak i zagraniczne wzmocnienia.
Trudno rozmawiać o tym sporcie bez wspomnienia o Mateuszu Ponitce. Od lat gra on na najwyższym poziomie w Europie – w Zenicie Sankt Petersburg, Lokomotiwie Kubań i kolejnych czołowych klubach EuroLeague. W ćwierćfinale EuroBasketu 2022 ze Słowenią zaliczył historyczne triple-double i poprowadził zespół do półfinału. Jak widać, polska koszykówka wciąż potrafi wychować graczy gotowych na europejską elitę. Pytanie brzmi: jak sprawić, by nie był to pojedynczy przypadek?
Przede wszystkim koszykówka nie rozwija się, bo często brakuje pieniędzy w akademiach – a bez nich trudno o regularny dopływ nowych talentów. W efekcie dyscyplina zderza się z kilkoma barierami naraz:
- słabe finansowanie akademii – młode talenty zbyt wcześnie trafiają do słabszych lig lub rezygnują ze sportu;
- nierówny poziom rozgrywek krajowych – przepaść między czołowymi klubami a resztą stawki zniechęca sponsorów;
- mało informacji w mediach – transmisje i zasięg wciąż ustępują piłce nożnej czy siatkówce;
- wielu graczy wyjeżdża – ci z potencjałem szybko trafiają do zagranicznych lig i traci na tym jakość lokalnych widowisk
- w halach brakuje standardów – wiele obiektów nie spełnia wymogów nowoczesnych aren
Żeby rozwiązać te problemy, potrzeba czasu. Już jednak widać pierwsze sygnały zmian – w 2025 roku ogłoszono konkretny plan doganiania europejskiej czołówki.
Mimo wielu barier reprezentacja potrafi grać na najwyższym poziomie – EuroBasket 2025 był tego najlepszym dowodem. Awansowała ona z fazy grupowej i dotarła do ćwierćfinału. Zaraz potem kadra ruszyła w eliminacje do mistrzostw świata i w lutym 2026 roku wywalczyła awans do drugiej fazy kwalifikacji. Napędziło to zainteresowanie całym sportem, co widać we frekwencji na halach – mecze wracają do głównych serwisów sportowych, a trybuny zapełniają się szybciej niż kilka lat temu.
Widać wyraźnie, że kadra ma ogromny potencjał. Teraz trzeba go przełożyć na mocniejszy system ligowy i lepsze szkolenie. Dziś dyscyplina jest w lepszym miejscu niż dekadę temu, a środowisko po raz pierwszy wie, co konkretnie trzeba poprawić. Jeśli te elementy zagrają wspólnie, za kilka lat rozmowy będą dotyczyć medalu, a nie samego awansu – a koszykówka nad Wisłą wróci tam, gdzie była w 1963 roku.