To nie był nowy Widzew, ale Widzew po liftingu

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

To nie był nowy Widzew, ale Widzew po liftingu - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
PublicystykaW przegranym spotkaniu z Jagiellonią Białystok w wyjściowej jedenastce Widzewa było tylko czterech nowych zawodników. Powinniśmy się więc dziwić, że drużyna zagrała tak samo jak jesienią?
reklama

Widzew bardzo rozczarował w pierwszym meczu w 2026 roku. Przegrać z Jagiellonią Białystok nie jest wstydem, bo to dziś jeśli nie najlepsza, to jedna z najlepszych drużyn w ekstraklasie, budowana od kilku lat. Wstydliwy jest styl, zwłaszcza wobec ogromnych oczekiwań podgrzanych spektakularnymi  transferami.

To był Widzew z jesieni

Mimo wzmocnień, a do Widzewa trafili naprawdę dobrzy piłkarze, drużyna zagrała tak jak jesienią – przewidywalnie, bez polotu z fatalną postawą w defensywie, a także z bramkarzem, który nie pomógł. Rywal też nie pokazał niczego nadzwyczajnego – po prostu był solidny i skuteczny: stworzył trzy sytuacje, strzelając dwa gole, a trzeciego podarował im sędzia, dyktując bardzo problematyczny rzut karny. Na chaotyczny Widzew to wystarczyło.

reklama

Najwięcej krytyki zebrał trener Igor Jovicević, coraz dosadniej przekonujący się, że w Widzewie czasu na tworzenie drużyny nie ma, a po przejęciu klubu przez Roberta Dobrzyckiego i jego odważnych deklaracjach, oczekiwania są gigantyczne. Przed pierwszym meczem właściciel próbował studzić emocje, mówiąc w wywiadach, że nic się nie stanie, jeśli drużyna nie awansuje w tym sezonie do europejskich pucharów. Niewiele to zmieniło, bo jeśli kupuje się zawodników za wiele milionów, to wielkie wymagania są czymś naturalnym, zwłaszcza tak takich oddanych i tęskniących za sukcesami kibiców, jakich ma Widzew.

Dlatego też porażka z Jagiellonią była niczym wielka bryła lodu, która spadła na rozpalone widzewskie głowy. Czy tak duża krytyka jest uzasadniona? Na pewno zrozumiała. Wielu fanów już domaga się zwolnienia trenera, uważając go za głównego winowajcę. Igor Jovicević znakomicie wypada medialnie, jednak za chwilę nikt się już nie nabierze na jego tyrady. Fajnie się go słucha, ale na boisku niewiele się zmienia.

reklama

Igor Jovicević zaufał tym, których najlepiej zna

Przede wszystkim niewiele zmienił się skład, a pamiętajmy, że Ricardo Visus, Stelios Andreou, Marcel Krajewski, Juljan Shehu, Bartłomiej Pawłowski, Andi Zequiri i Sebastian Bergier stanowili trzon zespołu, który zakończył rundę jesienną tuż nad strefą spadkową. Jak widać po pierwszym tegorocznym spotkaniu, nie był to przypadek. Nie do wszystkich można mieć zastrzeżenia, bo albo mało grali, albo – jak Bergier – należeli do tych nielicznych, którzy nie zawodzili. 

Widać jednak, że trener jest chyba za bardzo przywiązany do nazwisk, dlatego mecz z Jagiellonią zaczęło w podstawowym składzie tylko czterech nowych zawodników. To nie był nowy Widzew, ale Widzew po liftingu, niezbyt dużym. Jak widać po efektach, nie był on udany…

reklama

Trener Jovicević pokazał już jednak, że potrafi wyciągać wnioski. Skoro zaskoczył wystawieniem dwóch napastników, to – przypuszczam - że zapewne nie zawaha się przed grą z jednym, by Bergier i Zequiri sobie nie przeszkadzali na boisku, tak jak to było w sobotę, a w środku była ogromna dziura, bo Shehu był wszędzie, ale nie tam, gdzie powinien. Skoro nie bał się pominąć Frana Alvareza, to pozwoli w spokoju odzyskać wysoką formę Shehu, itd.

Na pewno rozwiązaniem nie jest kolejna zmiana szkoleniowca, bo, po pierwsze, na Jürgena Kloppa nie stać nawet Roberta Dobrzyckiego, a spośród dostępnych na rynku nie ma fachowców dających jeśli nie pewność, to wielką szansę na postęp. Jovicević ma na koncie sukcesy w Ukrainie, Bułgarii, więc chyba nie jest najgorszy. 

Wielki Widzew też miał falstarty 

reklama

Starszym kibicom przypomnę, a młodszych uświadomię, że Franciszek Smuda, legenda Widzewa, w drugim mistrzowskim sezonie – 1996/1997 – mając do dyspozycji drużynę grającą w Lidze Mistrzów, przegrał dwa pierwsze wiosenne mecze, w stylu podobnych do sobotniego (z ŁKS-em i Stomilem Olsztyn). Byli ludzie w klubie i wokół niego, którzy domagali się zmiany trenera, ale Andrzej Pawelec, Ismat Koussan i Andrzej Grajewski wytrzymali ciśnienie i 18 czerwca 1997 roku w Warszawie cieszyli się z mistrzostwa Polski.

Sam chciałbym od razu zwycięstw, najlepiej efektownych, ale tyle lat zajmuję się sportem, dlatego wiem, że drużyna piłkarska to nie fabryka, gdzie wszystko jest przewidywalne i jak się zainwestuje wielkie pieniądze, sukces jest zapewniony. W sporcie, zwłaszcza tak specyficznym i nieobliczalnym jak piłka nożna, też czasami zdarzają się cudowne przemiany, ale to naprawdę zdarzenia wyjątkowe.

Jest wielu ludzi, niekoniecznie z Podlasie, którym przegrana z Jagiellonią przyniosła wiele radości. To ci, którzy krytykowali rozmach właściciela Widzewa. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, a ja jestem pewien, nowy projekt, wyjątkowy w polskiej piłce, przyniesie kibicom Widzewa wiele radości. Potrzebna jest jednak cierpliwość, bo wspomniany wielki Widzew 30 lat temu wygrał dopiero w trzeciej kolejce.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo