Trener Widzewa prosi, by nie panikować

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Trener Widzewa prosi, by nie panikować - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożna- Musimy pokazać, że to był wypadek przy pracy. Najgorsze co moglibyśmy teraz zrobić, to panikować i robić nerwową atmosferę - mówi trener Widzewa Janusz Niedźwiedź. Jak co poniedziałek trener Niedźwiedź był gościem klubowego radia. Z pewnością to był dla niego najmniej przyjemny występ w nim. W piątek na inaugurację Fortuna 1.

- Musimy pokazać, że to był wypadek przy pracy. Najgorsze co moglibyśmy teraz zrobić, to panikować i robić nerwową atmosferę - mówi trener Widzewa Janusz Niedźwiedź.

Jak co poniedziałek trener Niedźwiedź był gościem klubowego radia. Z pewnością to był dla niego najmniej przyjemny występ w nim. W piątek na inaugurację Fortuna 1. Ligi po zimowej przerwie jego drużyna przegrała w Sercu Łodzi z Arką Gdynia aż 2:5. To prawdziwa klęska. Trudno się dziwić, że kibice byli zdruzgotani. Niektórzy są do dzisiaj, chociaż minęło już kilka dni. - Nie tak sobie wyobrażaliśmy sobie inauguracje, jeszcze przy naszych kibicach. Kompletnie nam nie wyszła. Nie zagraliśmy tak, jak byśmy chcieli - powiedział na początek trener Widzewa. - Żal, że ponieśliśmy porażkę i to w takich rozmiarach. Jedyne co możemy zrobić, to pracować dalej, konsekwentnie robić to, co robimy. Nie jesteśmy zadowoleni z tego, jak się to zaczęło. Szczególnie z 10 minut drugiej połowy, które nami wstrząsnęły i to dość mocno. Wydawało się, że po strzale życia Dei w pierwszej połowie, zaczęliśmy odzyskiwać równowagę i zaczęliśmy wchodzić na właściwe tory. Ale przyszły te niecałe 10 minut drugiej połowy, fatalne rzeczywiście. Te trzy bramki spowodowały, że musieliśmy gonić wynik 1:4. Po kontaktowym golu wydawało się, że coś się jeszcze da zrobić, ale piąty gol zabił to spotkanie.

Niedźwiedź tłumaczył, że jego piłkarze popełnili za dużo błędów w jednym meczu i to rażących błędów. - Takie, jakie nam się dawno nie zdarzały - mówi.

Trener Widzewa: „Zasłużyliśmy na to”

W pytaniach kibiców zadawanych na Twitterze nie brakowało mocnych słów, jak blamaż i klęska. Niedźwiedzia to nie dziwi. - Zasłużyliśmy na takie określenia. Jesteśmy od tego, by zachować chłodną głowę i by wyciągnąć z tego meczu informacje dla nas. W ostatnich tygodniach nic nie wskazywało na to, że coś takiego może się zdarzyć - mówi.

Nie brakowało pytań o skład z meczu z Arką. Kibice dziwili się - i chyba słusznie - że w jedenastce nie było m.in. Martina Kreuzrieglera i Kristoffera Hansena. To piłkarze pierwszego wyboru Widzewa i to na ustalone pozycje. Tymczasem obaj siedzieli na ławce. A trzeba pamiętać, że z drużyną są od bardzo dawna, przeszli cały okres przygotowawczy. - Na mecz z Arką wyszła naszym zdanie optymalna jedenastka - stwierdził Niedźwiedź. Dodał, że obaj piłkarze po przyjściu do Widzewa trochę problemów zdrowotnych. - One spowolniły proces wejścia do drużyny. W piątek byli gotowi, by wejść na boisko z ławki. Poza tym, każdy kto przychodzi do naszej drużyny, musi zapracować na miejsce w niej. To prosta zasada, którą się kieruję i myślę, że to widać - powiedział.

Wyjaśnił, że Kreuzriegler miał poszczepienne osłabienie, a Hansen kłopoty z mięśniem. - Zabrakło trochę czasu, by mogli pokazać swoją wartość, chociaż to bardzo dobrzy piłkarze. To, że nie było ich w składzie, nie znaczy, że nie będzie ich też w kolejnych meczach - dodał.

Kibice dziwili się też, że z Arką nie zagrali Przemysław Kita i Daniel Villanueva. I to zdziwienie chyba nie dziwi, bo obaj w sparingach spisywali się naprawdę dobrze. - Przemek potrzebuje jeszcze trochę czasu, by wrócić do formy sprzed kontuzji - wyjaśnił trener.

Czy piłkarze Widzewa są źle przygotowani?

Nie brakowało też pytań o to, jak biegali piłkarze Widzewa w piątkowym meczu. A biegali bardzo wolno, o wiele wolniej od rywali, co było widać gołym okiem. Niedźwiedź zapewnił, że nie ma to związku ze złym przygotowaniem do rundy. - Po jednym meczu jest za wcześnie na takie wnioski - zaznaczył. Zapewniał też, że każdego dnia piłkarze są monitorowani: przed i po treningach. - Brakowało nam odważniejszych podań przy rozegrani od tyłu, z minięciem dwóch linii. Czasem za wolno rozgrywaliśmy piłkę, a były też momenty, że ofensywni gracze za wolno wychodzili na pozycje. Czasem zwalnialiśmy grę zamiast ją przyśpieszać. Przegapialiśmy te momenty - wyjaśnił trener pytany właśnie o wolną grą widzewiaków.

Oczywiście kibice pytali też o indywidualne występy, m.in. Daniela Tanżyny, który wypadł naprawdę słabo, oraz Matii Montiniego, który też się nie popisał w piątek. - Daniel jest bardzo doświadczonym piłkarzem i jest świadomy tego, jak to wyglądało. Nie będę go publicznie biczował. W tym meczu zawiedliśmy wszyscy i wszyscy ponosimy winę za te porażkę - powiedział Niedźwiedź.

- Jeśli chodzi o Montiniego, to nie wrócił do końca przygotowany tak, jak byśmy chcieli. Nie podobało nam się to. Ale potem ciężko pracował. Było widać, że wróciła mu dynamika i zaczął grać naprawdę dobrze - wyjaśnił powody, dla których Włoch zagrał od początku.

Pytany o to, co zmieniłby w składzie, czy w ogóle grze, gdyby mecz z Arką miałby rozegrać jeszcze raz, trener Widzewa wspomniał tylko o wcześniejszym wejściu na boisko Kreuzrieglera. Innych rzeczy, by więc nie zmienił.

Niedźwiedź prosił też, by nie panikować. - Musimy pokazać, że to był wypadek przy pracy. Najgorsze co moglibyśmy teraz zrobić, to panikować i robić nerwową atmosferę. Naszą rolą jest, by wrócić na boisko i zachować koncentrację. Poprawimy mankamenty i wrócimy silniejsi - powiedział.

W piątek Widzew zagra na wyjeździe ze Stomilem Olsztyn.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo