Widzew po nokautującym szocie i kac po sobocie

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Widzew po nokautującym szocie i kac po sobocie - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaPięć meczów i cztery porażki Widzewa sprawiły, że trzeba zacząć liczyć punkty przewagi nad sftrefą spadkową. Tym bardziej że początek wiosny będzie trudny. W niedzielny poranek wielu kibiców Widzewa mogło obudzić się z bólem głowy. Ale to nie kac alkoholowy po gorączce sobotniej nocy, ale kac po kolejnym meczu ulubionej drużyny. A zabawa przez większość wieczoru była udana. Widzew zaczął od mocnego szota, bo bardzo szybko wyszedł na prowadzenie w meczu z faworyzowanym Rakowem Częstochowa.

Pięć meczów i cztery porażki Widzewa sprawiły, że trzeba zacząć liczyć punkty przewagi nad sftrefą spadkową. Tym bardziej że początek wiosny będzie trudny.

W niedzielny poranek wielu kibiców Widzewa mogło obudzić się z bólem głowy. Ale to nie kac alkoholowy po gorączce sobotniej nocy, ale kac po kolejnym meczu ulubionej drużyny.

A zabawa przez większość wieczoru była udana. Widzew zaczął od mocnego szota, bo bardzo szybko wyszedł na prowadzenie w meczu z faworyzowanym Rakowem Częstochowa. Trzeba wspomnieć, że ekipa Marka Papszuna jako jedyna w tym sezonie nie przegrała jeszcze wyjazdowego meczu, a do pojedynku z Widzewem straciła tylko 7 goli. To jedyna ekipa, która dała ich sobie strzelić mniej niż 10.

Raków szybko wyrównał po świetnym dośrodkowaniu Ericka Otieno, ale nie bez znaczenia jest też to, że trzech widzewiaków - Marcel Krajewski, Samuel Kozlovsky i Rafał Gikiewicz - popełniło błędy na swoich stanowiskach pracy. Pierwszemu rywal uciekł i dośrodkował, drugiego Jean Carlos Silva przeskoczył, a trzeci wpuścił piłkę przy krótkim słupku. To bramkarzowi zdarzać się nie powinno. No, ale czasem się oczywiście zdarza.

Do przerwy Raków już prowadził, bo znów zdarzył się indywidualny błąd, tym razem to była strata Sebastiana Kerka.

Nie musiało tak być, bo Widzew miał swoje okazje. Dlaczego Imad Rondić nawet nie spróbował kopnąć piłki do bramki, która była pusta?

W drugiej połowie piękna akcja Marka Hanouska, świetne dośrodkowanie Krajewskiego i cudowna główka Rondicia dała remis. Zabawa znów była udana. Popsuł ją w ostatniej akcji meczu Raków, który w doliczonym czasie gry strzelił na 3:2. I dyskotekę zamknęli. - Jesteśmy bardzo mocno rozgoryczeni, że nie udało nam się wygrać tego meczu. Mamy poczucie, że nie mieliśmy prawa tego przegrać, ale pomimo dużych emocji trzeba odnotować, że straciliśmy bramkę po nieskutecznym pressingu - mówił po meczu trener Daniel Myśliwiec.

Trener Widzewa chciał wygrać, rezerwowi nie udźwignęli

Czy widzewiakom zabrakło charakteru, jak pisze Jakub Siekacz? Być może, zawsze są takie pytania, gdy to drużyna przeciwna strzela decydującego gola w ostatnim momencie. Dlaczego to nie był Widzew? Dlaczego to łodzianie nie zaatakowali? Przecież w przeszłości, to oni grali do końca i wyciągali wynik.

Trener wprowadził po przerwie trzech nowych ofensywnych graczy - Jakuba Łukowskiego, Antoniego Klimka i Huberta Sobola, zostawiając przy tym na boisku Rondicia. Trudno więc jemu zarzucić, że nie chciał wygrać. Chciał na pewno, ale robotę do wykonania mieli piłkarze. Nowi na placu gracze mieli siłę, ale nie zrobili wystarczająco dużo. Starali się, ale chyba po prostu brakło umiejętności. Rezerwowi nie pomogli.

Piłkarzom Rakowa ich nie zabrakło, każdy z uczestników kluczowej akcji zrobił swoją robotę wręcz perfekcyjnie, poza zasięgiem widzewiaków. Nie był to nawet zryw rywali, ale po prostu dobrze wykonana praca lepiej wykwalifikowanych pracowników, ekspertów w tej dziedzinie.

Występ niezły, ale efekty marne

Widzew rozegrał naprawdę niezły mecz, strzelił ładne gole. I mógł osiągnąć sukces, jakim z tak mocnym rywalem byłby remis. Ale nie dał rady i znów ma zero punktów. Trener Myśliwiec wspomniał po meczu, że nie ocenia efektu, ale działanie. W sytuacji drużyny najważniejsze są jednak teraz właśnie efekty. Zagrała o niebo lepiej niż w meczu z Puszczą Niepołomice, ale w obu tych meczach nie zdobyła nawet punktu. A te są niezwykle potrzebne.

W pięciu ostatnich spotkaniach Widzew przegrał aż cztery i tylko jeden wygrał. A to prosty rachunek - zamiast 15 punktów ma tylko 3. W tabeli wyprzedził go już drugi beniaminek, po Motorze Lublin, teraz GKS Katowice. Inni rywale są coraz bliżej. Coraz bliżej jest też strefa spadkowa. I trzeba już zacząć spoglądać w jej kierunku i liczyć punkty.

Za tydzień ostatni mecz jesieni ze Stalą Mielec. Wiosnę Widzew zacznie meczami z Lechem Poznań i Cracovią. Wciąż szumi w głowie, kac nie przechodzi i jeszcze czuć dziwny niepokój...

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo