Zapytajmy sztucznej inteligencji. Co to znaczy przegrać po frajersku? "Przegrać frajersko to potoczne określenie oznaczające poniesienie porażki w sposób wyjątkowo nieporadny, głupi lub na własne życzenie, często mimo posiadania dużej przewagi lub sprzyjających okoliczności. Jest to przegrana wynikająca z naiwności, braku koncentracji, błędu własnego lub zlekceważenia przeciwnika". I jeszcze na koniec: "Taki sposób przegranej budzi poczucie wstydu i niedowierzania, że można było tak łatwo oddać zwycięstwo". Skądś to znamy, prawda?
Widzew pokazał charakter
A wydawało się, że w końcu nastąpił przełom, że powodów, by wstydzić się za Widzew już nie będzie. Tydzień wcześniej czerwono-biało-czerwoni pokazali bowiem charakter. Wygraną z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza wywalczyli dzięki ambitnej grze do końca. Nieważne, że rywal to ostatnia drużyna w tabeli, a Widzew grał długo w przewadze. Ważne było to, że Łodzianie się nie poddawali, że grali do końca, że pokazali ambicję, która na tym etapie rozgrywek i w sytuacji drużyny, która jest tragiczna, jest niezwykle potrzebna. Jest wręcz konieczna.
Wygrana z Bruk-Betem Termaliką zmazała plamę z Częstochowy, gdzie Widzew stracił dwa punkty w doliczonym czasie gry. Wcześniejsze mecze - z Górnikiem Zabrze i Arką Gdynia, też nie były satysfakcjonujące, bo chyba każdy miał wrażenie, że Widzew nie zrobił wszystkiego, by zwyciężyć. Grał bardzo zachowawczo. Taki w ogóle jest chyba pomysł na grę Aleksandara Vukovicia - przede wszystkim zabezpieczyć tyły, a z przodu może coś się uda.
Było blisko w Gdyni i Częstochowie, ale wygrać się jednak nie udało. W Radomiu była już prawdziwa klęska, frajerska porażka, której można byłoby uniknąć, gdyby Widzewiacy mieli charakter, piłkarską mądrość i skoro już używamy mało eleganckich słów, to także "jaja". Mieli je rywale, stłamsili Łodzian, grali do końca, używając prostych środków (wrzutki, strzały z dystansu) dopięli swego. W Radomiu miejscowi kibice zobaczyli walkę do końca i charakter. Nagrodą za to były trzy punkty.
Widzew jak na plaży
"Widzew mecz o życie grał trochę plażowo. Całkowicie zasłużone zwycięstwo. Niestety" - napisał na platformie X Zbigniew Boniek, członek Wielkiego Widzewa, tego z legendarnym charakterem. I trudno nie przyznać racji.
- Od straconej bramki widać było, że Radomiak jest w przewadze mentalnej, jeśli chodzi o końcówkę spotkania. A w niej z jednej z chaotycznych sytuacji doprowadził do wygrania tego meczu. Dla nas to jeden z najgorszych scenariuszów, ale był jednym z możliwych, więc trzeba go zaakceptować i patrzeć na to, co jest przed nami w pięciu ostatnich kolejkach - mówił dziwnie spokojny trener Vuković. Widzi coś, czego my nie widzimy? To dobra mina do złej gry?
Oczywiście matematyczne szanse na utrzymanie cały czas są, ale na jakiej podstawie wierzyć, że teraz jego zespół będzie zdobywał punkty? Przed sobą ma mecze z Motorem, Legią, Lechią, Koroną i Piastem. Zresztą nie jest ważne, z kim Widzew gra, jego największym rywalem jest on sam. Trudno wierzyć, że ten fatalnie zbudowany zespół za rekordowe pieniądze w polskiej piłce, jest w stanie zająć na koniec sezonu przynajmniej 15. miejsce. I to jest wręcz niebywałe i wywołuje poczucie zażenowania i wstydu.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.