Widzew zamknął rekordowe okno transferowe sprowadzeniem Steve'a Kapuadiego. To ósme wzmocnienie klubu tej zimy. O wzmocnieniach i przyszłości drużyny mówili w Meczykach.pl najważniejsi ludzie od sportu w Widzewie, czyli Dariusz Adamczuk i Piotr Burlikowski.
Mimo ogromnych wydatków zespół jest na przedostatnim miejscu w tabeli. Robert Dobrzycki mówił niedawno w TVP Sport, że w klubie nie ma rozmów o realnym spadku. Burlikowski sprostował, zasugerował, że ta wypowiedź została wyrwana z kontekstu, a w Widzewie wiedzą, jaka jest sytuacja. - Zdajemy sobie sprawę z miejsca, jakie mamy. Jesteśmy na 17. pozycji. Nam się po ludzku jest wstyd z tego powodu, miejsce jest wstydliwe, nieadekwatne, ale dzieje się proces - stwierdził.
Dodał, że w klubie uznali, że właśnie tej zimy trzeba zbudować zespół. - Realizujemy plan. Latem nie będzie już takich ruchów. Ta praca z teraz się obroni - stwierdził.
Rekordy Widzewa. Latem ich nie będzie
W podobnym tonie wypowiadał się Adamczuk, nieformalny dyrektor sportowy w Widzewie. Jego zdaniem już jest lepiej, bo w dwóch ostatnich meczach drużyna zdobyła 4 punkty i zagrała na zero z tyłu. - W letnim oknie nie będzie nawałnicy, nie będzie ono rekordowe. Chcieliśmy to zrobić teraz. Oczywiście, będzie na pewno kosmetyka, ale nie będzie co tydzień łączenia z Widzewem, że będzie jakiś transfer - powiedział.
Obaj mówili też o kwotach, jakie klub wydał zimą. - Takie pieniądze nic nie znaczą dla lig, które są wyżej od polskiej. Wiem, że to rekordy, ale nie bójmy się tego, jeśli chcemy rozwijać polską ligę. Czujemy jednak odpowiedzialność - przyznał Adamczuk.
Dodał, że Widzew wcale nie przepłacał, a wręcz korzystał z okazji. Użył nawet stwierdzenia, że Widzew dużo zaoszczędził. Podał przykład Przemysława Wiśniewskiego, który w grudniu miał kosztować 5-6 milionów euro, a potem łódzki klub kupił go za 3 miliony. - Tak samo było z Drągowskim czy Kornvigiem. Nie chcemy wydawać pieniędzy na lewo i prawo. Braliśmy jakość - stwierdził.
Ostatnim wzmocnieniem Widzewa jest Steve Kapuadi. Szefowie pionu sportowego przyznali, że Widzew chciał go już wcześniej, ale piłkarz myślał o wyjeździe do Włoch. Gdy tamte tematy upadły i zamknęło się okno w Italii, Widzew ruszył po niego. - To bardzo dobry piłkarz, gdyby miał polski paszport, to grałbym w naszej reprezentacji - uważa Adamczuk.
Fran Alvarez bez zgody na odejście
Przyznał też, że to było trudne okno, bo najtrudniej znaleźć lewonożnego stopera oraz napastnika, także latem, a co dopiero zimą. - Jesteśmy bardzo zadowoleni, że Steve do nas trafił, bo da nam dużo opcji. "Uwolni" Wiśnię, który przyjdzie na prawą stronę - powiedział.
Spora grupa piłkarzy tej zimy z Widzewa też odeszła, a mówiło się, że odejść mogą też Fran Alvarez i Mateusz Żyro. Adamczuk i Burlikowski zaprzeczyli, że ta dwójka miała zmienić klub. - Fran nie miał zgody na odejście, w ogóle nie było takiego tematu. To bardzo ważny zawodnik, bardzo w niego wierzymy, bardzo wierzy w niego trener - zapewnił Burlikowski.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.