Widzew rozegrał w piątek drugi sparing podczas zgrupowania w Turcji. Łodzianie wygrali z węgierskim Paksi FC 2:1. Przeszłość pokazała już, że sparingi rzadko kiedy mają przełożenie na wyniki w lidze. Nie zaszkodzi jednak przyjrzeć się temu, jaki to był sparing w wykonaniu Widzewiaków.
Mecz odbył się w dość specyficznym formacie. Rozegrano trzy tercje - dwie po 45. minut i jedną 30-minutową. Najpierw zobaczyliśmy dość eksperymentalny skład RTS-u. W zasadzie szansa, że RTS kiedykolwiek zagra w nim jeszcze mecz, jest praktycznie zerowa: Drągowski – Therkildsen, Żyro, Hanousek, Cheng – Alvarez, Selahi, Czyż – Fornalczyk, Klukowski, Gallapeni
I trzeba przyznać, że na boisku było widać, że to ustawienie eksperymentalne. Zespół z Węgier zdominował łodzian, którzy popełniali bardzo proste błędy i byli bardzo niedokładni. Za straconego gola oberwało się głównie Bartłomiejowi Drągowskiemu, dla którego był to nieoficjalny debiut w Widzewie, ale należy zwrócić uwagę, że fatalnie w tej sytuacji zachował się również Peter Therkildsen. Owszem, Drągowski się pomylił, ale Duńczyk sygnalizował mu, gdzie ten ma podać, po czym przestał biec, a to pozwoliło rywalowi, by przejąć piłkę. Popularny "Wiking" zagrał generalnie fatalne zawody. Gdy latem czerwono-biało-czerwoni postanowili wykupić go z Djurgarden mieliśmy sporo wątpliwości i niestety, potwierdziły się one.
Therkildsen to piłkarz, który ma fajne, pojedyncze momenty. Większość czasu jest co najwyżej przeciętny, ale naprawdę często wygląda po prostu fatalnie. Jego konkurentem na boisku jest Marcel Krajewski, ale...za chwilę powinien nim też zostać Carlos Isaac. W takiej sytuacji ciężko nam sobie wyobrazić, by Duńczyk dostawał szanse wiosną.
Sporo pozytywów możemy z kolei wymienić w kontekście drugiego składu łodzian. Naprawdę dobrze prezentował się wspominany wyżej Marcel Krajewski, który momentami wyglądał naszym zdaniem dojrzalej niż do tej pory. Lukas Lerager ma za to wszystko, by zostać prawdziwym liderem drużyny. To jak gra to jedno, ale do tego dochodzi jego olbrzymie wsparcie dla reszty drużyny, pomoc w ustawieniu, dyrygowanie zespołem. To rzeczy widoczne już teraz. Aż sami jesteśmy ciekawi, jak ta współpraca będzie wyglądać w lidze.
Osman Bukari kosztował Widzew rekordowe 5 milionów euro. Dla wielu ta cena to nieporozumienie i pieniądze "wyrzucone w błoto". Oczywiście opinie te najczęściej wygłaszają ludzie, którzy Bukariego w życiu na oczy nie widzieli, a wszystko co o nim wiedzą, to informacje z transfermakt.com. My nie wiemy, czy RTS słusznie wydał aż tyle, czy może jednak mógł zainwestować te pieniądze lepiej. Ale fakty są takie, że występem w piątkowym sparingu, piłkarz dał powody, by wierzyć, że wiosną będzie game changerem w drużynie Igora Jovicevicia. Gol, asysta, kilka sytuacji, w których pokazał, że ma konkretną jakość.
Mógł podobać się też występ Christophera Chenga, którego niektórzy skreślali tylko dlatego, że nie kosztował powyżej miliona euro. Naszym zdaniem, Norweg może okazać się jednym z najlepszych transferów czerwono-biało-czerwonych.
Możemy jedynie żałować, że z powodów profilaktycznych, w meczu nie wystąpił Andi Zeqiri. Jego konkurent z ataku, Sebastian Bergier, poza strzelonym golem, kilkukrotnie pokazał, że jest po prostu inteligentym zawodnikiem i pracuje dla całego zespołu. Wiele wskazuje na to, że wiosną będziemy oglądać Widzew w ustawieniu z jednym snajperem, a nie tak jak w ostatnich meczach jesieni, z duetem napastników. W takiej sytuacji, rywalizacja Bergiera z Zeqirim zapowiada się bardzo ciekawie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.