Transfery Widzewa. Dlaczego piłkarze chcą przyjść do Widzewa?
Argumentów za tym, by zdecydować się na dołączenie do łódzkiego klubu jest z każdym miesiącem coraz więcej.
Dwa lata temu głównymi powodami były sama gra w ekstraklasie, piękna historia oraz wielka marka i fantastyczna atmosfera na trybunach stadionu przy al. Piłsudskiego. To jednak było za mało, by zachęcić do gry w Widzewie wyróżniających się piłkarzy w naszej lidze.
Rok później do wymienionych wcześniej argumentów doszły możliwości finansowe. Po przejęciu klubu przez Roberta Dobrzyckiego Widzew wszedł pod tym względem na kosmiczny wręcz poziom – najwyższy w swojej historii. Do klubu można było ściągać zawodników będących do tej pory poza jakimkolwiek zasięgiem. Transfery za milion euro nie robiły już na nikim wrażenia, podobnie jak sięgające stu tysięcy złotych miesięczne pensje.
Co istotne, finansowe możliwości nie wzięły się z przypadku. Za Widzewem stanął nowy potężny właściciel, uczciwy i pracowity człowiek, którego historia może inspirować każdego i który nie rzuca słów na wiatr.
W ciągu ostatnich miesięcy pojawiły się kolejne powody, dla których do Widzewa mogą chcieć dołączyć jeszcze lepsi zawodnicy. To coraz silniejszy zespół, w którym grają reprezentanci swoich krajów (np. Przemysław Wiśniewski czy Steve Kapuadi) i zawodnicy, którzy przed chwilą występowali w europejskich pucharach (np. Emil Kornvig i Lukas Lerager). To też pewność, że Widzew w kolejnym sezonie dalej będzie grał w ekstraklasie pod wodzą trenera, który poznał smak sukcesu, zdobywając mistrzostwo Polski.
Nadchodzące letnie transfery powinny więc być dużo prostsze do przeprowadzenia niż te ubiegłoroczne. Z drugiej strony Widzewowi brakuje bardzo ważnego aspektu, który zdecydowanie ułatwiłby negocjacje z potencjalnymi nowymi piłkarzami.
Widzew Łódź musi zapracować, by być transferowym numerem jeden
Nie za bardzo wiadomo, kto obecnie negocjuje ewentualne transfery w imieniu Widzewa. Dariusz Adamczuk, który praktycznie został już pożegnany? Łukasz Masłowski, który nie ma jeszcze podpisanej umowy z łódzkim klubem? A może sam prezes – Robert Dobrzycki?
Bez względu na to, kto obecnie odpowiada za dopinanie ruchów kadrowych, miałby zdecydowanie łatwiej, gdyby Widzew grał w przyszłym sezonie w europejskich pucharach. Występy w Lidze Europy czy Lidze Konferencji stają się powoli dla czołowych polskich klubów chlebem powszednim.
Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że dla piłkarzy występujących w polskich klubach to kapitalna okazja, by się wypromować i postawić niebawem kolejny krok w karierze. Dlatego nie dziwi fakt, że Widzew, mimo potężnych możliwości finansowych, nie zawsze musi być pierwszym wyborem dla takich zawodników jak Afimico Pululu czy Patrik Hellebrand.
Z drugiej strony ciężko sobie wyobrazić, by w ciągu najbliższych kilku lat Widzew nie zaistniał w Europie, bo obecnie wydaje się być jednym z najstabilniejszych projektów w całym kraju. Na miejscu wspominanych graczy chyba warto nieco zaryzykować, wywalczyć z Widzewem sensowny wynik w Lidze Konferencji, Lidze Europy, a może nawet Lidze Mistrzów i wówczas ewentualnie skorzystać z następnych ofert, mając świadomość, że zrobiło się wielką rzecz w tak trudnym, ale jednocześnie wspaniałym środowisku.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.