Kiedy cztery lata temu Widzew wracał do Ekstraklasy, marzeniem był spokój. Wydawało się, że ten spokój wreszcie uda się osiągnąć, bo po tym, jak Robert Dobrzycki przejął łódzki klub, pojawiły się możliwości, jakich Widzew w historii nigdy nie miał.
Niestety cały sezon był istnym rollercoasterem, a w maju 2026 roku o spokoju w Widzewie dalej można tylko śnić. Piłkarze i trenerzy są pod ogromną presją, która plącze im nogi i sprawia, że w końcówkach drużyna traci gole i arcyważne punkty.
- Na Legii widziałem Widzew wystraszony. Zespół chłopaków, którym presja całkowicie związała nogi. Niektórzy sobie nie dają rady, a na dzień dzisiejszy są wymagania – mówił Tomasz Hajto na antenie Polsatu Sport.
Może w ramach odprawy, wypadałoby przypomnieć widzewiakom na czym polega piękno piłki nożnej i pokazać im filmik, który załączam poniżej? Dla niecierpliwych - najważniejsze pod kątem sytuacji Widzewa dzieje się w nim od 2:53.
W Widzewie nie ma miejsca na kompromis
Rzeczywistość w takim klubie jak Widzew jest zerojedynkowa. Albo jesteś noszony na rękach, albo mieszany z błotem. W związku z tym tutaj muszą grać piłkarze, którzy potrafią sobie z takim podejściem poradzić. Zawodnicy Widzewa nie mogą osiąść na laurach po zwycięstwach i nie mogą dać się sparaliżować strachowi przed kolejną porażką i gniewem kibiców. Po prostu – muszą robić swoje.
O tym, że w Widzewie jest tak, jak piszę, wspominał niedawno Mateusz Możdżeń, który do zespołu z al. Piłsudskiego dołączył, gdy ten grał w drugiej lidze.
- Otoczenie było toksyczne. Ciągle było szukanie aferek. Wszystko było na nie. To jest ogromna społeczność, bo kibice Widzewa są w całej Polsce. Tam była chora wręcz presja – mówił Możdżeń w rozmowie na kanale Tomasza Ćwiąkały. - Po porażce w drugiej lidze nie chciałeś się widzieć z ludźmi. To trochę casus Lecha, tylko zupełnie inna półka odpowiedzialności. W Widzewie musiałeś to zrobić – koniec, kropka. W Lechu jak nie zdobyłeś mistrzostwa to dalej były jednak inne puchary, nie było tragedii, bo graliśmy dalej na wysokim poziomie – dodał.
Po przegranym meczu z Legią Mateusz Żyro wyraził się dość jasno.
- Zostały nam trzy mecze. Musimy złapać się za jaja i utrzymać Widzew w lidze. Nie wyobrażam sobie, że tak wielki klub może spaść z Ekstraklasy – powiedział obrońca Widzewa.
Problem w tym, że od takiego gadania Widzew nie utrzyma się w lidze. W spotkaniach z Radomiakiem i Legią piłkarze Widzewa zagrali bojaźliwie i zasłużenie przegrali, bo to rywale chcieli wygrać – w przeciwieństwie do łodzian. Podobnie było zresztą w spotkaniach z Bruk-Bet Termaliką czy Motorem Lublin, ale tutaj szczęście było po stronie widzewiaków.
Tak czy inaczej, piłkarze i trenerzy muszą zapomnieć o tym, w jakiej sytuacji się znajdują i w trzech ostatnich meczach zagrać tak, jakby to była nie końcówka, a początek sezonu. Bez nerwów, bez presji, ale z wiarą we własne umiejętności i radością z tego, że mogą robić to, co kochają i zarabiać przy tym ogromne pieniądze. Wtedy Widzew utrzyma się w ekstraklasie. W przeciwnym razie spadnie do pierwszej ligi.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.