Do czternastu zawodników pozyskanych latem zimą Widzew dołożył siedmiu kolejnych: Osmana Bukariego, Christophera Chenga, Bartłomieja Drągowskiego, Emila Kornviga, Lukasa Leragera, Carlosa Isaaca oraz Przemysława Wiśniewskiego. W ostatnim meczu - z GKS-em Katowice - od początku zagrali wszyscy! Tu trzeba więc pochwalić szefów klubu i osoby odpowiedzialne za sport, że sprowadzili piłkarzy do pierwszego składu. To się chwali, ale... chyba poszło to za ostro i za szybko. Trudno w takiej sytuacji o zgranie, tym bardziej że nie wszyscy przychodzili do drużyny w jednym czasie, Isaac, Kornvig oraz Wiśniewski w ostatnim etapie przygotowań.
Niemal sami nowi w składzie Widzewa
Do tego dołóżmy trzech graczy sprowadzonych latem, czyli w poprzednim oknie transferowym. Wyjdzie, że w jedenastce było dziesięciu piłkarzy, których można uznać za nowych. Jedynym "starym" Widzewiakiem był Juljan Shehu. Przebudowa zespołu była więc ogromna. Nie chcemy, by brzmiało to, jak wytłumaczenie i alibi dla słabej formy drużyny na starcie tegorocznej rundy, ale z pewnością ma to znaczenie. A może to błąd, że dokonano tak dużo zmian na raz?
Z jednej strony trudno oczekiwać, by taki zespół był zgrany, by miał wypracowane schematy, zaskakiwał rywali. Na razie chyba bardziej zaskakuje sam siebie, że idzie tak źle i chodzi zarówno o wyniki, jak i grę. Z drugiej jednak presja jest ogromna, bo przecież zainwestowane rekordowe, jak na polskie warunki, pieniądze. Na pewno nie pomagają niespójne komunikaty. Sam Robert Dobrzycki mówił, że nie ma wielkich oczekiwań wobec trwającego sezonu, że nie ma presji walki o europejskie puchary, a nawet zdobycie Pucharu Polski, ale przy tym tłumaczy też duże wydatki chęcią podniesienia jakości drużyny od razu, tu i teraz.
To wciąż możliwe, bo Bukari, Cheng, Drągowski, Kornvig, Lerager, Isaac i Wiśniewski to gracze jakościowi. Mowa o dwóch reprezentantach Polski, którzy od lat grali za granicą. O zawodnikach z Ligi Mistrzów i Europy i to nie takich, którzy kiedyś występowali w tych rozgrywkach, a takich, którzy grali w obecnej edycji tych pucharów. O wyróżniających się zawodnikach ligi norweskiej i drugiej hiszpańskiej. Do tego Bukari, nie tak dawno gwiazda ligi serbskiej kupiony za 7 milionów euro do Major League Soccer. To nie są gracze przypadkowi, słabi, bez jakości. Można z nich - plus z najlepszych pozyskanych latem i najlepszych z tych, którzy są w Widzewie od dawna - ulepić dobry zespół. Niech to na początek będzie drużyna nad strefę spadkową, potem na środek tabeli. Każdy zespół buduje się krok po kroku.
"Milionerzy" z Widzewa na krawędzi
Tyle że Widzew musi przyśpieszyć, bo potrzebuje punktów, by sytuacja się uspokoiła. Cała piłkarska Polska trąbi, że Widzew jest na krawędzi, czy nad przepaścią. Analitycy i statystycy wyliczają, na ile procent możliwy jest spadek "milionerów". To powinno zmotywować piłkarzy Widzewa. Grają w Widzewie, biorą za to ogromną kasę, mają wsparcie wspaniałych kibiców. To musi w końcu odpalić, wszystko w głowach i nogach zawodników.
Chyba na szczęście wygląda też na to, że klub nie będzie robił więcej transferów. Mówił o tym m.in. obecnie dziennikarz Radosław Majdan, prywatnie dobry znajomy Roberta Dobrzyckiego. Musi mieć więc dobre informacje. Co prawda Widzew miał jeszcze szukać lewego skrzydłowego, ale chyba w klubie zrozumieli, że już wystarczy. Że drużyna już ma jakość, a teraz trzeba to przełożyć na boisko.
W klubie działali za szybko, teraz są wściekli. Trzeba się uspokoić i zacząć grać w piłkę na poziomie, na jakim ci piłkarze z pewnością grać potrafią. Teraz trzeba być spokojnym, konsekwentnym i skutecznym.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.