Od kiedy klub z Łodzi przejął Robert Dobrzycki, na transfery wydano już ponad 20 milionów euro. Sprowadzono ponad 20 piłkarzy, czasem za rekordowe kwoty. Za Osmana Bukariego z Austin FC Widzew zapłacił 5,5 miliona euro, co jest rekordem transferowym całej PKO BP Ekstraklasy. Póki co nie daje to efektów, na jakie liczą w klubie.
Co prawda Robert Dobrzycki jednoznacznie powiedział, że o puchary drużyna ma walczyć w przyszłym sezonie, to jednak na pewno liczył, że będzie lepiej, niż jest obecnie. Po jesień zespół zakończył na 15. miejscu, a teraz - po dwóch meczach wiosny - spadł na przedostatnie miejsce w tabeli, czyli miejsce spadkowe.
Zbigniew Jakubas, który jest od lat w czołówce najbogatszych Polaków, uważa, że takie budowanie zespołu jest błędem. On sam Motor buduje krok po kroku, a za wzór stawia Jagiellonię Białystok, która sięgnęła dwa lata temu po mistrzostwo, dobrze radzi sobie w pucharach, a klub zarabia.
Zbigniew Jakubas o Widzewie: "Głupio wydane pieniądze sukcesu nie przynoszą"
Jakubas o swoich wątpliwościach mówi w rozmowie z dziennikarzem Tomaszem Ćwiąkałą. Powtórzył, to co mówił w przeszłości, że stać byłoby go na to, by kupić piłkarza za 10 milionów euro, a nawet za pięć razy więcej. - My transfery będziemy robić racjonalnie. Spodziewam się, że kilka klubów będzie miało gigantyczne problemy finansowe, ta "gorączka złota", z którą w tej chwili mamy do czynienia, powoduje, że kluby inwestują kluby na wyrost, a potem zobaczymy. Trzy, cztery kluby idą po bandzie - powiedział, a gdy padła nazwa Widzew stwierdził: - Głupio wydane pieniądze sukcesu nie przynoszą.
Następnie dodał, że całe środowisko patrzy i przeciera oczy ze zdumienia, co robi właściciel Widzewa. Wspomniał o bajecznie bogatych Arabach, którzy zainwestowali ogromne pieniądze w PSG. - Czy odnieśli większe sukcesy niż wcześniej? Zdobyli raz Ligę Mistrzów - mówi.
- Obserwujemy z zaciekawieniem, co się dzieje. W biznesie, jak się inwestuje, to są oczekiwania, że nastąpi wzrost. W piłce często nie ma zwrotu i nie ma też sukcesów - dodał. I po chwili przypomniał, że Widzew w dwa okienka wymienił ponad 20 piłkarzy. - Ciężko zgrać zespół. Tak jakby w orkiestrze codziennie jakiś muzyk odchodzi, a inny przychodził. To był rok, w którym wszyscy się zachwycili, bo były transfery za 5, 1,2, czy półtora miliona euro. Życie pokaże i oceni, czy dało to adekwatny wynik do wydanych pieniędzy. Bo co będzie, jak nie będzie sukcesu? W następnym okienku będzie kolejnych osiem transferów? To absurd. Żaden szanujący się klub nie wymienia co sezon dwunastu zawodników - stwierdził Jakubas.
Szef Motoru nie zgodził się na plan Niko, Widzew tak
Szef Motoru zdradził też, że po awansie myślał o zatrudnieniu na stanowisku dyrektora sportowego Mindaugasa Nikoliciusa, który w ubiegłym roku dostał pracę w Widzewie, ale już został z niego zwolniony. To były dwa dni rozmów w Warszawie, podczas których Litwin przedstawił swój plan budowy zespołu. - Przedstawił budżet, mówił, jakie widzi transfery i budżet sięgnąłby wtedy 20 milionów euro, czyli dwa razy tyle - powiedział i stwierdził, że nie zgodził się na to. Niko miał założyć, że po takich inwestycjach Motor wejdzie do pucharów, gdzie można zarobić. - Czy mamy pewność, że Widzew do nich wejdzie? Czy ma szansę na pierwszą czwórkę? Ja będę budował po swojemu, idziemy krok po kroku.
Jakubas stwierdził, że nie rozumie tego, co robi Widzew, ale też nie zazdrości. - Ma swoją filozofię [Robert Dobrzycki - przyp. ŁS], jak mu się powiedziecie i wskoczy do pucharów, to skompensuje część wydatków, jak się nie uda... Przyszłość pokaże, co dalej.
Właściciel klubu z Lublina stwierdził również, że jeżeli kluby zaczną wydawać więc, niż mogą zarabiać, to zbankrutują. - Tak naprawdę teraz jeden klub destabilizuje to, co się w piłce działo. Zobaczymy na ile czasu wystarczy mu siły i środków. To jest droga donikąd. Trzeba postawić fundamenty, trzeba stworzyć podstawy. Klub nie może wisieć na jednej firmie, na jednym właścicielu. To jest błąd. Ja się zastanawiam, czy w Motorze nie będę dla socios przeznaczał pewnych udziałów. Przecież mnie nie będzie w Motorze przez 20 lat. Muszę zabezpieczyć stabilność Motoru na przyszłość. Nie na zasadzie, że na łasce Jakubasa wisi Motor. Sam klub musi się utrzymać od początku - mówił.
Tomasz Stamirowski myśli podobnie jak Zbigniew Jakubas
Robert Dobrzycki, jak wiemy, widzi to inaczej. Szef Widzewa wiele razy zapewniał, że na klubie nie chce zarabiać, a jego działalność w nim jest długofalowa.
Inną wizję prowadzenia klubu ma Tomasz Stamirowski, która jest bliska wizji Jakubasa. Były właściciel łódzkiego klubu w podobnym tonie, jak szef Motoru, wypowiadał się jakiś czas temu na łamach Expressu Ilustrowanego. - Dobrze pamiętam czasy po dwóch upadłościach klubu w XXI wieku. Wraz ze współpracownikami przez kilka lat sumiennie i skrupulatnie budowaliśmy fundamenty, żeby stworzyć dobry, solidny, wiarygodny i trwały klub, który w nieodległej przyszłości będzie skutecznie rywalizował o mistrzostwo Polski - mówił.
I dodał: - Kultura szanowania pieniędzy jest czymś, co jest mi bardzo bliskie, bo tak zostałem wychowany. I myślę, że takie podejście do sprawy było dobre dla klubu. W Widzewie dbaliśmy o rozsądne wydawanie środków, bo przekazujemy na zespół również pieniądze kibiców, sponsorów i innych akcjonariuszy. W piłce dyscyplina finansowa nie robi się sama i na pewno wymaga woli i nadzoru ze strony właściciela. Ostatnie, wyraźne podniesienie wydatków na budowę drużyny, związane jest z zasobnością portfela głównego akcjonariusza. Wątpliwości nie ma, że ona jest o wiele większa niż moja. My też akumulowaliśmy środki, by w tym sezonie wyraźnie zainwestować w zespół. Jednak cały czas stoję na stanowisku, że ważne są pewne zasady i dbanie o to, jak pieniądze wydajemy. Dla kibica nie ma nic gorszego, jak piłkarz z kosmiczną pensją, snujący się po boisku.
Tomasz Stamirowski nie mógł wtedy wiedzieć, jak Widzewiacy zagrają w Katowicach...
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.