Widzew wyciąga wnioski?
Na początek cofnijmy się do tego, co działo się w klubie kilka miesięcy przed erą Roberta Dobrzyckiego. W tamtym Widzewie, w którym pracowali Tomasz Wichniarek i Daniel Myśliwiec, największym problemem był brak jasno określonej hierarchii i decyzyjności w klubowym pionie sportowym. Tego problemu dzisiaj w klubie już nie ma. Odpowiedzialnym na sprawy sportowe jest obecnie Dariusz Adamczuk, który nie ukrywa, że podejmuje najważniejsze decyzje dotyczące składu osobowego pierwszej drużyny. Można więc powiedzieć, że w tym przypadku Widzew wyciągnął wnioski – jest bowiem jasno określona hierarchia.
Druga kwestia to porównanie letniego z zimowym okienkiem transferowym. Latem do klubu ściągnięto głównie młodych piłkarzy z zagranicy, którym brakowało mentorów w postaci bardziej doświadczonych zawodników, mających cechy przywódcze. Budowanie drużyny na potencjale nie przyniosło oczekiwanych efektów, więc w Widzewie szybko doszli do wniosku, że potrzeba nieco „postarzeć” szatnię i dodać jej nieco ogrania na wysokim poziomie. W związku z tym sięgnięto po piłkarzy pokroju Lukasa Leragera, Przemysława Wiśniewskiego czy Emila Kronviga. To przecież miało sens, prawda?
Do tego stery pierwszej drużyny powierzono Igorowi Jovićeviciowi. To trener z międzynarodowym doświadczeniem, który miał do czynienia z wielkimi piłkarzami. O chorwackim szkoleniowcu wszyscy piłkarze wypowiadali się dobrze albo bardzo dobrze. Wydawało się, że ten człowiek ma to coś, co pozwoli mu stworzyć w Łodzi drużynę na miarę oczekiwań kibiców, zarządu i właściciela klubu.
Dobrze pamiętam zachwyt widzewskiego środowiska, gdy Jovićević trafiał do Widzewa. Mistrz Bułgarii, mistrz Ukrainy, trener jakiego potrzebuje nowa międzynarodowa szatnia przy Piłsudskiego. Jego zatrudnienie wydawało się naprawdę logiczne. Podobnie jak większość decyzji, które od połowy października podejmował pion sportowy Widzewa. Po czasie, gdy wiadomo, że ten projekt nie wypalił, wszyscy są mądrzy. Myślę jednak, że gdybyśmy cofnęli czas, Dariusz Adamczuk postępowałby bardzo podobnie, a może nawet tak samo. Moim zdaniem, jego działania, naprawdę były logiczne.
Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? To jest pytanie, które w gabinetach najważniejszych osób w Widzewie zadawane jest pewnie najczęściej. Widzew ma wszystko, by być topowym klubem w Polsce, a zamiast tego stał się „klubem memem”, wytykanym, wręcz wyśmiewanym przez rywali.
Mam wrażenie, że cała sytuacja zaskoczyła samego Igora Jovićevicia, który w ostatnim swoim meczu na ławce trenerskiej Widzewa, totalnie zgłupiał, podejmując nieracjonalne decyzje. Wyglądało to tak, jakby zwątpił w swój plan na Widzew i zaczął rozpaczliwe poszukiwania planu B – wóz albo przewóz. Podobnie było już jesienią, gdy w meczu z Piastem Gliwice postawił na grę dwoma napastnikami. Wtedy się udało.
Jeśli Widzew wygrałby i teraz - w Katowicach, uznalibyśmy go za geniusza, który zaskoczył rywala. Ale nic takiego nie miało miejsca, za co Jovićević zapłacił posadą. W klubie doszli do wniosku, że czynnikiem, którego brakuje drużynie, jest odpowiedni trener. Pion sportowy pod przewodnictwem Dariusza Adamczuka przyznał się niejako do błędu, zatrudniając Aleksandrara Vukovicia.
Tylko wyniki uratują Widzew
Przed pierwszym meczem w 2026 roku ciężko było nie być optymistą, patrząc na to, jak wygląda kadra Widzewa. W tym sporcie jednak 2+2 nie zawsze równa się 4. To, co widać „na papierze” nie musi przekładać się na to, co widać na boisku.
Ciężko dzisiaj z pełnym przekonaniem podać jedną konkretną przyczynę tak słabej postawy Widzewa. Najwięcej wskazuje na trenera, bo drużyna nie tylko słabo punktuje, ale też kiepsko wygląda na boisku. Większość ostatnich meczów z udziałem Widzewa to tak zwane spotkania dla koneserów piłki nożnej. Najbliższe tygodnie dadzą odpowiedź, czy inny trener będzie potrafił zamienić potencjał łózkiej drużyny na wyniki i czy w klubie dobrze zdiagnozowano problem, uznając, że głównym winnym całego widzewskiego nieszczęścia w tym sezonie był Igor Jovićević.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.