Widzew 2025. Rok wielkich zmian, rekordów i słabych wyników

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Widzew 2025. Rok wielkich zmian, rekordów i słabych wyników - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaBiorąc pod uwagę drużyny, który przez cały 2025 rok grały w PKO BP Ekstraklasie, Widzew radził sobie na boiskach najgorzej. Ostatnie dwanaście miesięcy upłynęło za to pod znakiem wielkich zmian personalnych, począwszy od właściciela po najważniejsze osoby w klubie i w drużynie. I jeszcze pod znakiem wielkich pieniędzy, rekordowych w historii Widzewa. To był bez wątpienia rok, który przejdzie do historii klubu.
reklama

Za nami rok 2025. To idealny czas na podsumowania. Także w sporcie. W Widzewie w minionych dwunastu miesiącach działo się wyjątkowo dużo. W samym klubie zaszło wiele zmian, jedna z nich to zmiana wręcz epokowa, bo ile razy Widzew zmieniał właściciela...

Najpierw skupmy się na sporcie. Z tym było najgorzej. Bo drużyna w czerwono-biało-czerwonych barwach w piłkę grała po prostu źle. Biorąc pod uwagę występy od początku roku do jego końca, czyli rundę wiosenną poprzedniego sezonu i jesienną obecnego, to w Widzewie było wręcz fatalnie. Na szczęście w rozgrywkach 2024/2025 udało się utrzymać, chociaż łatwo wcale nie było.

Biorąc pod uwagę wyniki zespołów, które w PKO BP Ekstraklasie grały w obu tych sezonach (bez spadkowiczów poprzedniego sezonu i beniaminków tego trwającego), to Widzew jest niestety najgorszy. W 34 meczach zdobył tylko 35 punktów. Wisła Płock, która lideruje lidze obecnie, a która jest beniaminkiem, zdobyła w 2025 roku 30 punktów, czyli tylko o 5 mniej od łódzkiego zespołu. W tabeli roku 2025 jest tuż za nim. Ale... meczów rozegrała zaledwie 18, czyli o 16 mniej od Widzewa. Średnia punktowa Wisły to więc 1,66 na mecz, a Widzewa - 1.02. 

reklama

Widzew 2025. Zmiany, zmiany, zmiany

Nikt nie przegrywał tak często jak RTS. Porażek było aż 19. Kolejny na tej wstydliwej liście jest GKS Katowice, który pokonany z boiska schodził 15 razy. Widzew wygrał tylko 10 spotkań w całym roku. Na wyjazdach w lidze zwyciężył tylko trzykrotnie. Można tak dalej wyliczać i znęcać się nad widzewiakami, ale już chyba nie ma sensu. Lepiej spoglądać w przyszłość i myśleć, że gorzej być chyba nie może.

Rok 2025 to dla czterokrotnego mistrza Polski rok wielkich zmian. W marcu zaczęła się era Roberta Dobrzyckiego, który odkupił od Tomasza Stamirowskiego pakiet akcji stając się większościowym udziałowcem w spółce. Szef firmy Panattoni został więc faktycznie właścicielem klubu i to on dzieli i rządzi.

reklama

"Make Widzew Great Again" - to hasło towarzyszyło wejściu Dobrzyckiego do klubu. Wciąż jest aktualne, chociaż miliardem przekonał się, że wszedł w biznes jednak nieprzewidywalny. Tzn. da się pewnie zaplanować rozwój drużyny, przy mądrych ruchach odpowiednio ją wzmocnić i stworzyć naprawdę mocną ekipę, ale raz, że musi to potrwać, a dwa, że podczas meczu wiele się może wydarzyć i na to nie ma wpływu ani właściciel, ani jego pieniądze. Wystarczy wspomnieć wiele meczów przegranych przez zespół w końcówkach spotkań. Choćby z Jagiellonią Białystok, w którym Widzew prowadził do 90. minuty, a mimo to przegrał. Albo ten ostatni z Zagłębiem Lubin. Gdyby mecze trwały do 75. minuty, to łódzki zespół byłby na szczycie tabeli, a jest punkt nad strefą spadkową.

reklama

Dobrzyckiego na razie na szczęście to nie zniechęca. Dalej inwestuje w klub, całą organizację, drużynę. Tabela w tym sezonie jest wyjątkowo płaska, można dołączyć nawet do czołówki. Widzew pozostaje też w walce o STS Puchar Polski. W marcu zagra o półfinał z GKS-em Katowice. Było więc źle, ale sezon nie jest jeszcze stracony. 

Wraz z wejściem do klubu Dobrzyckiego nadeszły inne zmiany. Zresztą zaczęły się jeszcze przed przejęciem władzy przez szefa Panattoni. Widzew zwalniał i zatrudniał. To drugie przyśpieszyło wraz z pieniędzmi Dobrzyckiego. Obecnie w klubie zatrudnionych jest około 250 osób. Potrzeba było dla nich więcej miejsca, więc wynajęto kolejne powierzchnie w biurowcu na rogu marszałków. Widzew powoli zmienia się w korporację. A może już nią jest?

Wróćmy jednak do zwolnień. W 2025 wymówienia dostało sporo osób związanych z pionem sportowym, drużyną. "Poleciał" m.in. Tomasz Wichniarek, który przez ostatnie lata był dyrektorem sportowym. Były o nim różne opinie, ale trzeba pamiętać, że gdy on działał, to klub nie miał aż tylu pieniędzy na transfery i kontrakty. Wichniarek zwykle brał więc piłkarzy za darmo, albo - w porównaniu z tym, co dzieje się obecnie - za drobne. Mimo to sprowadził wielu naprawdę bardzo dobrych, dobrych i niezłych zawodników. A bywało, że także sprzedawał ich z zyskiem. Wysłanie do Kolonii Imada Rondicia i to za 1,5 miliona euro to był wręcz majstersztyk. To zresztą rekordowy transfer wychodzący Widzewa. Sporo pieniędzy Widzew dostał też za Henricha Ravasa, Andrejsa Ciganiksa i Jordiego Sancheza.

reklama

Ciekawe, ile na rynku transferowym osiągnąłby Wichniarek, gdyby miał taką władzę i pieniądze, jak jego następca Mindaugas Nikolicius? W każdym razie, wraz z marcowym odejściem byłego dyrektora, skończyła się w klubie pewna era. Trwała od listopada 2020.

Daniel Myśliwiec i długa lista kolejnych zwolnionych

Jeszcze wcześniej drużynę opuścił trener Daniel Myśliwiec. W klubie liczyli, że wejdą z nim do Europy. Tymczasem trzeba było drżeć o pozostanie w PKO BP Ekstraklasie. Dobra passa młodego szkoleniowca, którego chyba zgubiła nieustępliwość, a może wręcz upartość i nieumiejętność współpracy z choćby z dyrektorem Wichniarkiem, się skończyła. W lutym więc "wyleciał".

Wyleciał też Patryk Czubak. Najpierw prowadził zespół tymczasowo i poszło mu dobrze, potem miał być na dłużej. Ale... wyleciał na Santorini. Czubak był jednym z głównych bohaterów "afery weselnej". Nie ma już sensu przypominać o niej w szczegółach, bo każdy kibic Widzewa wie, o co chodzi. Drugi jej bohater - Maciej Szymański - też już w Widzewie nie pracuje. A pracował przez lata, jako dyrektor Akademii Widzewa, a także jako wiceprezes zarządu, osobna odpowiedzialna za sprawy sportowe. Szymański najpierw odszedł sam, a potem Rada Nadzorcza przyśpieszyła jego okres wypowiedzenia. To w pewnym sensie też koniec pewnej ery, bo Szymański budował akademię i ośrodek treningowy w Bukowcu. W 2025 roku odeszli więc z klubu m.in. Tomasz Stamirowski (jest współwłaścicielem Widzewa, ale już bez władzy), dyrektor Wichniarek, trener Myśliwiec i wiceprezes Szymański. Sporo tych odejść. A potem były kolejne, m.in. wspomnianego już Czubaka.

Widzew zwalniał też tych, których w tym samym roku zatrudnił. Z pracą pożegnali się jeszcze m.in. wspomniany już Niko i trener Żeljko Sopić. Póki co trzymają się kolejny szkoleniowiec Igor Jovićević i odpowiedzialni za sport Dariusz Adamczuk i Piotr Burlikowski. Ich pozycja w Widzewie jest mocna, ale swego czasu tak samo czuć mogły osoby wspominanie przed nimi. Nie, żebyśmy coś sugerowali, ale stołki w klubie z al. Piłsudskiego 138 są wyjątkowo gorące. Może poza stołkiem, a raczej wygodnym fotelem prezesa Michała Rydza. On wydaje się nietykalny. Może i dobrze... Może już dość zwolnień...

Widzew bije rekord za rekordem

Rok 2025 był też w Widzewie rokiem rekordów. O rekordzie transferowym wychodzącym Imada Rondicia już było. Potem klub głównie wydawał. To dzięki sporej gotówce zaoszczędzonej przez Tomasza Stamirowskiego, a przede wszystkim dzięki milionom Roberta Dobrzyckiego, który po kupnie większości akcji później jeszcze dokapitalizował spółkę. Latem Widzew wydał ponad 7 milionów euro na transfery. Najpierw zapłacił rekordowe 1,5 miliona euro Koronie Kielce za Mariusza Fornalczyka, a potem 2 miliony za Andiego Zeqiriego. Za innych płacił mniej, ale też sporo.

To nie koniec, bo niedawno prawie milion euro poszło na Christophera Chenga, a aż 5,5 miliona za Osmana Bukariego. To absolutny rekord nie tylko Widzewa, ale całej polskiej ligi. Na transfery, plus prowizje, plus kontrakty - Widzew wydał w 2025 roku majątek. W 2026 raczej się nie zatrzyma. Na pewno się nie zatrzyma.

Transferów w minionym okresie było co niemiara. Więcej niestety niewypałów. Przypomnieć można choćby Hilarego Gonga czy Saida Hamulicia. Były też niezłe strzały, były bardzo dobre, jak choćby sprowadzenie za darmo Sebastiana Bergiera, widzewską nadzieję na pierwszy od 1996 roku tytuł króla strzelców ligi i uczestnika Mundialu. W sumie transferów - wychodzących i przychodzących - było w 2025 roku kilkadziesiąt. Trudno stwierdzić, który był najważniejszy. Na pewno wyróżnia się odejście Rafała Gikiewicza, który z widzewiaków zaliczył chyba w łódzkiej drużynie największy zjazd - z bramkarza nr 1 na nr 4.

Czego życzyć Widzewowi w 2026 roku? O wsparcie kibiców nie trzeba się martwić. W 2025 roku byli z drużyną i klubem, będą zawsze. Jak największej liczby wygranych - to oczywiste. Spokojnego utrzymania, a może czegoś więcej - trzeba próbować. Zdobycia STS Pucharu Polski - to na pewno. Świetnych strzałów transferowych. Spokoju w gabinetach. A chyba przede wszystkim cierpliwości, kolejnych zawodowych sukcesów (i zysków) i zdrowia życzyć trzeba Robertowi Dobrzyckiemu. Bo ta cała zabawa jest za jego miliony. To trochę martwi i daje do myślenia... Ale to już historia na inną opowieść.  Niech mu się wiedzie i niech wiedzie się Widzewowi. Sportowo nowy rok nie może być gorszy od poprzedniego. Przede wszystkim dlatego, że miniony był fatalny, ale też dlatego, że - miejmy nadzieję - w klubie uczą się na błędach.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo