PGE GiEK Skra Bełchatów w trudnym momencie sezonu
PGE GiEK Skra Bełchatów podchodziła do spotkania z InPost ChKS-em Chełm po pięciu porażkach z rzędu. Ostatni raz cieszyła się ze zwycięstwa 16 grudnia, a więc już prawie 1,5 miesiąca temu. W piątkowy wieczór nadarzyła się znakomita okazja, żeby wrócić na zwycięskie tory, bo do Hali Energia przyjechał wspomniany beniaminek.
Gości absolutnie nie można było zlekceważyć, bo mimo że mają 11 punktów mniej od Skry, to dwie kolejki temu potrafili pokonać Bogdankę LUK Lublin na wyjeździe. To robi wrażenie, nie zważając na to, że mistrzowie Polski grali w mocno rezerwowym składzie po turnieju finałowym Pucharu Polski.
Świetny początek PGE GiEK Skry, ale im dalej w las...
Pierwszy set pokazał, że PGE GiEK Skra Bełchatów podeszła do tego meczu pewna swoich możliwości. Antoine Pothron dobrze wszedł w mecz, bo od udanego ataku, który dał gospodarzom prowadzenie 4:1. Dobrze na zagrwyce czuł się Bartłomiej Lemański. Po jego atomowym serwisie piłkę oddał Rusin, a Skra wyprowadziła kontrę wykończoną przez Pothrona. Wtedy jej przewaga wynosiła już pięć punktów (10:5). Umiejętnie zagrywał także Grzegorz Łomacz, przy którego zagrywce przewaga wzrosła jeszcze bardziej (14:6). Beniaminek już nie potrafił wrócić w tym secie do wyrównanej rywalizacji i przegrał bardzo wysoko, 12:25.
O wiele więcej emocji mieliśmy w drugim secie. Od początku do końca oglądaliśmy bardzo wyrównaną walkę. Inicjatywę wciąż miała jednak Skra, która prowadziła przez zdecydowaną większość tej partii. W końcówce znów dobrze w ataku spisał się Pothron. Tym razem dał prowadzenie swojej drużynie 21:19, ale wtedy zaczęły się problemy. Najpierw Francuz zepsuł zagrywkę, a później w polu serwsiwom pojawił się Goss, który posłał dwa asy serwisowe, a raz przepięknym rozegraniem popisał się libero ChKS-u. Sonae sposobem dolny zaskoczył wszystkich i wystawił piłkę za plecy do Kapicy, który miał całkowicie odsłoniętą siatkę i pewnie z tego skorzystał. Krzysztof Stelmach dwukrotnie prosił o przerwę, ale jego podopieczni nie odwrócili już losów tego meczu i przegrali 22:25. Niewielu się tego spodziewało po pierwszym, bardzo jednostronnym secie, ale ChKS w drugim zdołał wyrównać.
Gospodarze byli wyraźnie w lekkim szoku, bo bardzo źle zaczęli trzeciego seta. Po pięciu akcjach InPost ChKS Chełm prowadził aż 5:1 i od razu o przerwę musiał prosić Krzysztof Stelmach. PGE GiEK Skra nie mogła przebić się przez blok gości, a na dodatek przegrywali kluczowe akcje w walce na siatce. Marcyniaka nie wybiło to z rytmu, bo zaraz po przerwie posłał mocną piłkę z zagrywki, która wróciła na stronę gości, a ci wyprowadzili skuteczną kontrę. Chełmianie grali szybciej i bardziej zaskakująco dla rywali, ale przestali straszyć zagrywką. W tym elemencie zaczęli popełniać błąd za błędem, a to pozwoliło uwierzyć Skrze, że można jeszcze w tym secie powalczyć. Trwało to jednak tylko chwilę. Kolejny błąd Pothrona, blok na Alanie i świetna akcja Rusina sprawiły, że ChKS znów prowadził wysoko, bo aż 14:8. Wraz z upływem czasu, coraz bardziej kibice wierzyli, że gospodarzom uda się dopaść rywali, bo zmniejszyi straty do trzech punktów. Coraz pewniej grał Alan Souza, a cała drużyna Skry poprawiła grę w obronie. W końcu ta sztuka się udała. Esfandiar swoją nieskutecznością pozwolił wrócić Skrze do gry, która ze stanu 21:24 doprowadziła do gry na przewagi. Wtedy Szymendera, tak się wydaje, popełnił ogromny błąd, bo odbił piłkę, która zmierzała na aut. Później wykorzsytali to goście, którzy skontrowali, a w ostatniej akcji bombę z pola serwisowego posłał Marcyniak, a z trudnej piłki Pothron zaatakował aut. 26:24 dla ChKS-u i przed czwartym setem PGE GiEK Skra była pod ścianą.
Czwarty set był potwierdzeniem tego, co oglądaliśmy w dwóch poprzednich partiach. ChKS Chełm grający z dużym polotem, a a PGE GiEK Skra nie potrafiąca temu przeciwdziałać. W pewnym momencie goście prowadzili już 18:11, ale tak jak w trzecim secie, tak i teraz podopieczni trenera Stelmacha zaczęli odrabiać straty. Wystarczyło kilka dobrych akcji, żeby gospodarze uwierzyli w siebie, mimo że kilka minut wcześniej wyglądali na kompletnie zrezygnowanych, gdy 18 punkt dla chełmian zdobywał Fasteland. Od tamtego momentu, Skra wygrała 8 z 10 akcji! I po kolejnym punktowym bloku przegrywała już tylko 19:20. Bardzo dobrą zmianę dał Arkadiusz Żakieta, bo to jego ataki natchnęły kolegów do lepszej gry. Chwilę później powracający na boisko Alan nadział się na blok Rusina i goście znów odskoczyli (20:23). Żółto-czarni mogli jeszcze wrócić do tego meczu, ale znów Rusin zalbokował Brazylijczyka, a Łomacz fatalnie dograł przy ponowieniu akcji. Chełmianie mieli trzy piłki meczowe. Wykorzsytali dopiero trzecią, a w zasadzie autowym serwisem zrobił to za nich Michał Szalacha. 25:23 dla ChKS-u, który w całym meczu wygrał 3:1.
PGE GiEK Skra Bełchatów ma o czym myśleć, bo była to już szósta porażka z rzędu, a ostatni raz ze zwycięstwa cieszyła się 16 grudnia, gdy pokonała Ślepsk Malow Suwałki.
MVP: Amirhosejn Esfandijar
PGE GiEK Skra Bełchatów 1:3 InPost ChKS Chełm
(25:12, 22:25, 24:26, 23:25)
PGE GiEK Skra: Łomacz, Pothron, Szalacha, Souza, El-Groui, Lemański, Kędzierski (L); Kubicki, Żakieta, Szymendera
InPost ChKS: Esfandiar, Marcyniak, Blankenau, Rusin, Swodczyk, Kapica, Sonae (L); Fasteland, Piotrowski, Goss, Jacznik
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.