O tym, jaki to może być rok dla Łódzkiego Klubu Sportowego, pisałem niedawno na Łódzkim Sporcie. Ekipę z al. Unii czeka sporo pracy, ale potencjał jest naprawdę ogromny.
Jednocześnie mam głębokie przekonanie, że 2026 rok będzie rokiem Widzewa. Najwyższy czas, by projekt Roberta Dobrzyckiego zaczął funkcjonować na miarę możliwości. Zimowe okienko transferowe w Widzewie miało być spokojniejsze niż letnie i faktycznie takie jest, ale to nie oznacza, że nie jest ciekawie. Wręcz przeciwnie. Na Piłsudskiego sprowadzono bowiem piłkarzy, którzy mają stać się gwiazdami całej ekstraklasy w postaci Lukasa Leragera i Osmana Bukariego. W przeciwieństwie do transferów Niko, Dariusz Adamczuk postawił na utytułowanego trenera oraz doświadczonych graczy, mających dać wynik sportowy tu i teraz. Mając taki skład i takiego trenera, to po prostu musi zadziałać.
Nawet jeśli nie od razu, już w tym sezonie, to po letniej przerwie Widzew będzie miał absolutnie wszystko, by zawojować ekstraklasę. Spodziewam się jednak, że łódzki zespół zaskoczy szybciej i wcale bym się nie zdziwił, gdyby już wiosną wykorzystał słabość naszej ekstraklasy, kończąc sezon w czołowej piątce. Powiem więcej, będę zaskoczony, jeśli tak się nie stanie.
„Miesiąc miodowy” w Widzewie już się zakończył. Zrobiono czystki, zatrudniono ekspertów i świetnie opłacanych piłkarzy. Nowy rok ma być przełomowy, najlepszy w XXI wieku i – bądźmy szczerzy – Widzew ma wszystko, by tak właśnie było. Po zwolnieniu trenera Żeljko Sopicia pisałem o tym, że nie rozumiem tej decyzji klubowych władz. Zespół nie grał źle, choć punktował poniżej oczekiwań. Wiadome było, że drużyna potrzebuje czasu, by zacząć się prezentować lepiej. Do dzisiaj nie do końca rozumiem ten ruch, ale próbuję go sobie jakoś tłumaczyć i widzę to tak – przyszedł nowy szef i po prostu postanowił przeprowadzić rewolucję, by firma funkcjonowała na jego zasadach. Wydawało się tylko, że duet Sopić i Niko przychodzili do Widzewa już za zgodą Roberta Dobrzyckiego.
Właściciel Widzewa twierdzi jednak nieco inaczej mówiąc, że przejął klub już z takim pionem sportowym, zaś jego pierwszymi decyzjami było zatrudnienie m.in. Dariusza Adamczuka i Piotra Burlikowskiego. Coraz bardziej rozumiem też tak często wspominane przez Roberta Dobrzyckiego „ograniczanie ryzyka”. Bo chociaż mówimy o sporcie, a nie zwykłym biznesie, to zgadzam się z wieloma moimi rozmówcami – Widzew zarządzany przez tak majętnego człowieka prędzej czy później osiągnie sukces.
Nie tylko sport. Widzew goni największe polskie marki
Ale sportowy sukces pierwszego zespołu to jedno. Widzew ma też przed sobą świetlaną przyszłość na innych polach: infrastrukturalnym i biznesowym.
Jeśli wszystko zostanie mądrze rozegrane i uda się dowieźć ambitne projekty dotyczące budowy Widzew Training Center, powiększenia stadionu i ekspansji handlowej w całym regionie, to łódzki klub dołączy do największych marek w Polsce, takich jak Legia i Lech, w kilkanaście miesięcy nadrabiając ogromny dystans, który powstawał przez ponad 20 lat. Nieco się obawiam, że ten mój optymizm okaże się zgubny. Ale z drugiej strony – kiedy Widzew ma znowu stać się wielki, jak nie w 2026 roku?
Czas najwyższy, by po latach upokorzeń i niepowodzeń Widzew Łódź wreszcie dał nam powody do radości.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.