Dlaczego król jest nagi?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Dlaczego król jest nagi? - Zdjęcie główne

Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaMam przekonanie - graniczące z pewnością - że w dzisiejszym Widzewie wynik sportowy pierwszej drużyny nie jest najważniejszy. Gdyby nie dobra i - przede wszystkim - szczęśliwa jesień, Widzew byłby dziś mocnym kandydatem do spadku. Zacznijmy od liczb. W tabeli rundy wiosennej łódzki beniaminek zajmuje 15. miejsce, mając na koncie jeden punkt więcej od Stali Mielec (z którą przegrał w Łodzi) i Wisły Płock (szczęśliwie zremisował).

Mam przekonanie - graniczące z pewnością - że w dzisiejszym Widzewie wynik sportowy pierwszej drużyny nie jest najważniejszy.

Gdyby nie dobra i - przede wszystkim - szczęśliwa jesień, Widzew byłby dziś mocnym kandydatem do spadku. Zacznijmy od liczb. W tabeli rundy wiosennej łódzki beniaminek zajmuje 15. miejsce, mając na koncie jeden punkt więcej od Stali Mielec (z którą przegrał w Łodzi) i Wisły Płock (szczęśliwie zremisował). Zamiast patrzeć na górę tabeli, jego kibice muszą patrzeć na zmniejszający się dystans od najgorszych w ekstraklasie. Dlaczego zamiast być tak dobrze, jest aż tak źle…

Szczęście opuściło Widzew

We wcześniejszych felietonach apelowałem o studzenie emocji. Widzew jesienią grał nieźle, ale przede wszystkim szczęśliwie, wygrywając mecze, które w najlepszym wypadku powinien zremisować. Gdyby w rundzie rewanżowej miał tyle samo szczęścia, dziś mógłby realnie myśleć o europejskich pucharach. Kolejny raz potwierdza się jednak, że suma szczęścia w ostatecznym rozrachunku równa się zeru i co los wcześniej dał, teraz odbiera. Gdyby w Lubinie podopieczni trenera Janusza Niedźwiedzia mieli tyle szczęścia co w ubiegłym roku, byłby remis, bo po dwóch strzałach Bartłomieja Pawłowskiego piłka wpadłaby do bramki, a nie odbijała się od słupka.

Dobra drużyna nie może cały czas liczyć na szczęście, a sprawić, by nie była od niego uzależniona. Widzew pokazuje, że silną drużyną nie jest, dlatego kolejna wiosna jest aż tak frustrująca dla kibiców. Rok temu było podobnie i - przypomnę - tylko jeszcze większa nieudolność rywali spowodowała, że widzewiacy są dziś w ekstraklasie. I znów mają szczęście, że kilku przeciwników gra/grało jeszcze gorzej, dlatego spadek im nie grozi.

Trener Niedźwiedź dopiero zdobywa doświadczenie na najwyższym poziomie, choć niepokoi, że nie wyciągnął wniosków sprzed roku. Nie pomoły mu jednak władze klubu. Po świetnej jesieni trzeba było zimą wzmocnić zespół, w którym już wtedy widać było wiele słabych punktów. Zrobiono jeden transfer - Andrejsa Ciganiksa, który nie był podstawowym zawodnikiem w Dunajskiej Stredzie, więc trudno było liczyć, że okaże się wzmocnieniem Widzewa. Skoro przyszedł z ligi słowackiej, to raczej drogi nie jest. A kto tanio kupuje… Efekt jest taki, że sympatycznego Łotysza trudno uznać nawet za uzupełnienie.

Nowe biura ważniejsze od wzmocnień

Trzeba powiedzieć otwarcie: brak wartościowych transferów to wina władz klubu. Janusz Niedźwiedź chciał zmian, o czym świadczy pożegnanie z kilkoma zawodnikami zawodzącymi jesienią. Dlaczego więc nie ma wzmocnień? Z pewnością nie jest to spowodowane brakiem pieniędzy w widzewskiej kasie. Pod koniec ubiegłego roku prezes mówił przecież o założeniu lokaty, więc zapewne było kilkaset tysięcy (rocznie) na kontrakty dwóch wartościowych graczy. Podobne sygnały docierały od właściciela, ale w spółkach decyduje zarząd. Zresztą Widzew - po dokapitalizowaniu - ma zakończyć sezon z dodatnim bilansem, co w polskiej piłce jest ewenementem. Kolejny dowód na zaniechanie czy brak fachowości: skoro klub stać było na wynajęcie biur za kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, to dlaczego tych pieniędzy nie można było przeznaczyć na nowych piłkarzy? Nowe, większe biura może poprawią komfort pracowników, ale kilka pozycji wyżej w tabeli to większy nawet o 2 mln zł bonus z Ekstraklasy SA.

I tutaj widzę sedno sprawy. Mam przekonanie (graniczące z pewnością), że w dzisiejszym Widzewie wynik sportowy pierwszej drużyny nie jest najważniejszy. Ważniejsze są spory z MAKIS-em, miastem, stowarzyszeniem i dopiero gdzieś tam w dalszej kolejności budowanie silnego zespołu. Wyniki ponad stan w rundzie jesiennej tak bardzo zaciemniły obraz, że gdy wróciła normalność - okazało się, że król jest nagi. Nawet wspaniali kibice nie są w stanie pomóc piłkarzom, którym po prostu brakuje umiejętności. Ważne jednak, że Widzew będzie miał siedzibę w nowym biurowcu, a że Jordiemu Sanchezowi nie będzie miał kto podać piłki, to już nie ma znaczenia… Z doświadczenia wiem jednak, że drugo sezon po awansie jest dużo trudniejszy.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
logo