Nie będę pisał o filmie z moim ulubionym komikiem w roli głównej, ale o piłce nożnej, a konkretnie o meczu Polski z San Marino.
Polska, jak wiadomo, wygrała pokonała drużynę z maleńkiej republiki 7:1. Meczu nie oglądałem, bo byłem w Czechach i tamtejsza telewizja go nie transmitowała, dlatego nie będę oceniał gry czy poszczególnych zawodników. Czytam komentarze i gdybym nie znał wyniku, pomyślałbym, że albo przegraliśmy z półamatorami, albo szczęśliwie zremisowaliśmy.
Tak się składa, że do rywalizacji Polaków z tym rywalem mam stosunek szczególny, gdyż 28 kwietnia 1993 roku byłem na meczu tych drużyn w Łodzi. Pierwszy raz oficjalnie jako dziennikarz sportowy. Wtedy wszyscy zastanawiali się, ile goli zdobędzie nasza reprezentacja, bo w podstawowej jedenastce Andrzej Strejlau, ówczesny selekcjoner, wystawił czterech napastników i to nie byle jakich. Roman Kosecki grał z Osasunie Pampeluna, a za chwilę miał przenieść się do Atletico Madryt, Jacek Ziober był z Montpellier (zapłacono za niego rekordowe 1,85 mln dolarów, czyli więcej niż Juventus za Zbigniewa Bońka), Andrzej Juskowiak przyjechał ze Sportingu Lizbona, a Jan Furtok z Hamburgra SV. Było jeszcze dwóch ludzi z silnego wtedy Udinese (Marek Koźmiński i Piotr Czachowski) i najlepsi z naszej ligi, na pewno silniejszej niż obecna.
Przypomnę, że Polska wygrała 1:0, a gola zdobył Furtok. Piłkę do siatki wbił ręką, a protesty ambitnych przeciwników nie przyniosły efektów, bo sędzia dał się nabrać, a VAR-u nie było nawet w planach.
Dziś Polacy strzelili Sanmaryńczykom siedem goli, stracili jednego który – jak czytam w opiniach fanów – był ważniejszy niż te siedem na plusie. Dla większości fanów najważniejszy stał się styl, a grająca bez największych gwiazd reprezentacja (Robert Lewandowski zszedł w przerwie, wcale nie zagrali Kamil Glik, Jan Bednarek, Grzegorz Krychowiak, a Piotr Zieliński, Krzysztof Piątek i Arkadiusz Milik są kontuzjowani) zwyczajnie zawiodła.
Postanowiłem więc sprawdzić, kto z San Marino zagrał lepiej od Polski. Jako że w piłce nożnej cykl trwa od mistrzostw do mistrzostw świata, więc po 2018 roku, czyli po mundialu w Rosji, więcej goli nastrzelały słabeuszowi Belgia i Rosja (po 9), ale na swoich boiskach. Siedem razy bramkarza San Marino pokonali Włosi na Sardynii. W marcu z tym rywalem zmierzyła się silna Anglia i według naszych standardów zawiodła na całej linii, strzelając mu tylko pięć goli!
Rozumiem, że polscy kibice są bardzo wymagający i same wysokie wygrane ich nie zadowalają. Sugerowałbym jednak więcej pokory, bo nasza piłka jest przeciętna i nie zanosi się na radykalną poprawę. Drugiego Lewandowskiego szybko nie znajdziemy, tak jak nie mamy kim zastąpić Zielińskiego i Glika. Zapewniam, że nawet z San Marino może być gorzej, bo lepiej brzydko wygrać niż ładnie przegrać. Ale my już chyba tak mamy w genach, że bardziej doceniamy i czcimy bohaterskie klęski niż zwycięstwa.