Choć w piłce nożnej często mówi się, że „pieniądze nie grają”, to trudno bez nich buduje się dobrą drużynę. Dzięki inwestycji nowego akcjonariusza, Widzew szybko może włączyć się do walki o europejskie puchary
Zmiana większościowego akcjonariusza w Widzewie została przyjęta przez kibiców entuzjastycznie. Z nadzieją na duże sukcesy klubu już w najbliższej przyszłości. Wielu z nich zaczęło wracać pamięcią do lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wierząc, że rodzi się kolejny Wielki Widzew. Najbliższe sezony pokażą, czy będzie na to szansa, ale nadzieje są ogromne. Tak jak odpowiedzialność Roberta Dobrzyckiego. Choć w piłce nożnej często mówi się, że „pieniądze nie grają”, to trudno bez nich buduje się dobrą drużynę. Są wyjątki, ale nieliczne. Dzięki inwestycji nowego akcjonariusza, Widzew szybko może włączyć się do walki o europejskie puchary. A moment na to jest najlepszy z możliwych, bo będzie do nich kwalifikowało się pięć polskich drużyn.
Robert Dobrzycki jest postrzegany jako człowiek niezwykle majętny, choć próżno go szukać na opublikowanej niedawno przez miesięcznik Forbes, liście 100 najbogatszych Polaków. Być może znajdzie się na kolejnej i to od razu wysoko. Były już takie przypadki. Ostatnio było o nim głośniej, gdy w trakcie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wylicytował serduszko numer 1 za kwotę 1,3 mln zł. Równie głośno, a może jeszcze bardziej, gdy zapowiedział chęć przejęcia klubu piłkarskiego i później, gdy ogłosił, że ma to być Widzew Łódź. W ten sposób staje się powoli osobą publiczną, znaną nie tylko w środowisku biznesowym, ale też szerszej opinii. Myślę że w najbliższym czasie jego nazwisko będzie znane coraz bardziej dzięki Widzewowi, a przez łódzki klub budował wizerunek człowieka sukcesu. Warto mu tego życzyć.
Na temat wartości majątku Roberta Dobrzyckiego niewiele jest publicznie dostępnych danych. Wiadomo, że jest prezesem i współwłaścicielem, z udziałem na poziomie 34 proc., Panattoni w Europie, Indiach i Arabii Saudyjskiej. Firmy, która jest jednym z największych europejskich deweloperów powierzchni przemysłowych, z roczną wartością realizowanych inwestycji na poziomie około 5 mld euro. Od momentu założenia w 2005 roku, firma Panattoni zrealizowała inwestycje o wartości około 42 mld euro. W samej Polsce ich wartość w ostatnich trzech latach przekroczyła 4 mld euro, a tylko w 2024 roku sfinalizowała sprzedaż powierzchni magazynowo – przemysłowych o wartości ponad 375 mln euro. Liczby gigantyczne. Jak i możliwości, a pewnie i ambicje zaistnienia na poziomie europejskim.
Można by zapytać, czy to się może nie udać? Oczywiście to piłka nożna, a w jej historii zdarzały się przypadki, że bogaci właściciele nie spełniali oczekiwań kibiców i swoich. Tak jak Farhad Moshiri, który wydał ponad 700 milionów funtów na transfery Evertonu przez osiem lat swojego inwestowania, a mimo to klub z Liverpoolu bronił się głównie przed spadkiem. Podobnie jak amerykański miliarder Frank McCourt w Olympique Marsylia, który mimo dużych transferów nie był w stanie zdobyć tytułu mistrzowskiego. Czy też inny Amerykanin James Pallota inwestujący w AS Romę w latach 2011-2020. Nie bał się sprowadzać gwiazd i próbował rozbudować stadion. Sukcesów nie odniósł, a klub ostatecznie sprzedał Danowi Friedkinowi.
PRZECZYTAJ TEŻ: Po co komu klub piłkarski? Negocjacje właścicielskie po widzewsku
Podobnych przykładów jest kilka. W większości jednak pieniądze właścicieli podnosiły jakość piłkarską i poprawiały wyniki. Wydaje się, że Widzew też jest na takiej drodze, bo rozpoczął już budowanie pionu sportowego i w klubie pojawiły się osoby z ciekawym CV – Mindaugas Nikoličius, Żeljko Sopić, Igor Cerina czy Piotr Kasprzak – wszyscy z doświadczeniem na poziomie europejskim. Na polskie warunki stworzył się niezwykle ciekawy zespół ludzi. Może nie gwarantuje sukcesu, ale też, jak nowy akcjonariusz, daje nadzieję kibicom na szybki rozwój pierwszej drużyny. Jeśli pomysł Roberta Dobrzyckiego ma się powieźć, to za moment powinni pojawić się piłkarze o umiejętnościach wyższych niż większość tych, którzy pojawiali się w ostatnich latach.
Patrzę na to optymistycznie, bo w Widzewie robi się europejsko. Czołówka polskiej ligi, choć jej jakość sportowa rośnie, nie wydaje się być poza zasięgiem klubu. Uważam, że szybko da się to nadrobić. Jeśli nie w pierwszym sezonie, to w kolejnym na pewno, jeśli będzie konsekwencja w działaniu. Drużynę dzięki pionowi sportowemu i pieniądzom będzie można zbudować szybko. W innych obszarach pozostaną stare problemy, trudniejsze do zniwelowania. Pozostanie ciągle nowy, ale niezbyt nowoczesny stadion, który będzie utrudniał rozwój marketingu oraz wpływał na to, że nie wszyscy chętni będą mogli zobaczyć mecze Widzewa. Akademia, jeśli nadal pozostanie istotnym elementem strategii klubu, będzie miała jeszcze wciąż dużo do nadrobienia. Nadal pozostaną problemy związane z budową i rozwojem ośrodka treningowego. I pewnie jeszcze klika innych…
Za moment trzeba będzie się przebudzić po zmianie właściciela i wrócić do tych samych spraw, którymi Widzew zajmował się ostatnio. Każdy miesiąc miodowy się kończy, choć dobrze byłoby, żeby trwał jak najdłużej.