To nie jest udany sezon dla TME ŁKH. Łodzianie po 17 meczach mieli na swoim koncie 10 punktów i zamykali ligową tabelę. Po fatalnym początku sezonu zawodnicy Łódzkiego Klubu Hokejowego zaczęli jednak łapać wiatr w żagle. Efektem dwa zwycięstwa, a w pokonanym polu hokeiści pozostawili Sokoły Toruń i Naprzód Janów. Nic dziwnego, że przed meczem z MOSM-em Tychy łodzianie liczyli na kolejne zwycięstwo i opuszczenie ostatniego miejsca w tabeli.
Niestety nic takiego nie miało miejsca. Goście szybko wyszli na dwubramkowe prowadzenie, a na początku drugiej tercji dołożyli jeszcze trzecie trafienie. Łodzianie próbowali odpowiedzieć i byli blisko doprowadzenie do wyrównania po golach Vaclava Rihy i Mikity Antanovicha. Przed ostatnią tercją wynik był więc sprawą otwartą.
Goście jednak znowu wykorzystali chwilę dekoncentracji w łódzkim zespole i w ciągu minuty zdobyli dwie bramki, a w 50. minucie było już 2:6. Na nic zdały się trafienia Eduarda Shibelbeina i Kirila Kasianchuka. Wynik meczu na 4:7 na minutę przed końcową syreną ustalił Szymon Kucharski.
Sobotnia porażka oznacza, żeTME ŁKH po 18 meczach ma na koncie 10 punktów i wciąż zajmuje ostatnie miejsce w tabeli pierwszej ligi.
TME ŁKH Łódź – MOSM Tychy 4:7 (0:2, 2:1, 2:4)