Bartłomiej Pawłowski jeszcze nie powiedział ostatniego słowa na boisku. Po zmianie trenera kapitan Widzewa ma wrócić do gry.
Bo ostatnie mecze Bartłomiej Pawłowski oglądał tylko z ławki rezerwowych. W tym sezonie zagrał tylko trzy razy. Dwa razy wchodził na końcówki, a w spotkaniu z Wisłą Płock wystąpił od początku. W przerwie Żeljko Sopić go jednak zdjął i w dwóch kolejnych meczach kapitan drużyny już nie wystąpił. Musiało go to boleć, bo przecież w ostatnich latach zrobił dla Widzewa wiele dobrego, żeby przypomnieć jego gole, które pomogły w awansie do PKO BP Ekstraklasy, czy trafienie w wyjazdowych derbach.
Trzeba jednak szczerze przyznać, że w ostatnim czasie forma “Pawłosia” nie była najlepsza. – Powiem szczerze – gdy Pawłowski wchodził na boisko, to nie dawał podstaw do myślenia, że trener pomylił się, pomijając go w składzie. Mam nadzieję, że Pawłowski się na to nie obrażał. Jego forma nie potwierdzała, że zasługiwał na jedenastkę – uważa Sławomiir Gula, wychowanek Widzewa, który w 1996 roku sięgnął z nim po mistrzostwo. Cały wywiad z nim można przeczytać tutaj.
Siedzenie na ławce musiało być dla Pawłowskiego trudne. – Trzeba zdawać sobie sprawę, że gra jedenastu plus kilku zmienników i czasem trzeba przełknąć swoje niezadowolenie, że nie grasz. Można je pokazać boiskową złością albo trenerowi na treningach, że się mylił, co do ciebie. Można też wykonywać na boku dziwne rzeczy, ale takie rzeczy nie są w grupie akceptowalne i nie powinny mieć miejsca – stwierdził na konferencji prasowej przed meczem z Lechem Poznań (w niedzielę o godzinie 17.30).
Stosunki kapitana z trenerem Sopiciem są tematem domysłów i spekulacji. Dziennikarz Bartłomiej Stańdo w swoim materiale na kanale YouTube zrelacjonował domniemaną sytuację z szatni w przerwie meczu z Wisłą. Sopić zapowiadając zmianę, miał wyrzucić magnes z tablicy taktycznej przypisany Pawłowskiemu do kosza. Stańdo nazwał to “wycieraniem podłogi autorytetem kapitana”.
Nic dziwnego, że na Chorwata spadła lawina krytyki. Jego o zdanie nie spytano, więc nie mógł przedstawić swojej wersji.
Pawłowski – na konferencji – zaprzeczył, że coś było nie tak. – Chciałbym odnieść się do pewnych spekulacji. Jeśli chodzi o problemy w szatni, to myślę, że to bardziej plotki, niż wydarzenia, które rzeczywiście miały miejsce. Nie ma co więcej na ten temat dyskutować – uciął temat.
Cokolwiek by się nie wydarzyło między kapitanem a byłym już trenerem, to historia. U Patryka Czubaka Pawłowski ma czystą kartę i można być pewnym, że kapitan wróci na boisko, być może zagra od początku, a może wejdzie na nie w trakcie meczu. – Jeszcze nie wiem, czy zagram – śmiał się piłkarz.
Widzew potrzebuje na już środkowego napastnika, bo Sebastian Bergier pauzuje za czerwoną kartkę. Pawłowski zastępował go już w meczu z Wisłą. Nie wyszło to dobrze. Jaka właściwie jest jego pozycja, bo grał już na kilku? – Można się zastanawiać, czy wszechstronność to atut, czy jest się taką zapchajdziurą. W pierwszej lidze grałem w ataku i awans do ekstraklasy robiliśmy z Pawłowskim jako napastnikiem. I tak było w pierwszym sezonie w niej, w połowie. I strzeliłem wtedy 10 bramek – przypomina piłkarz.
Dodał, że napastnikiem był też do 20. roku życia, a potem przyszła ta wszechstronność. W okresie przygotowawczym do obecnego sezonu Pawłowski grał na pozycjach 8 i 10, a więc trochę dalej od bramki. Konkurencja jest tam spora.
– Z racji niedawnej kontuzji oraz mojego wieku, główny walor szybkościowy, który kiedyś miałem, nie jest już tak wyróżniający się na tle ligi – przyznaje.
Ten wiek – w listopadzie skończy 33 lata – wypominają Pawłowskiemu coraz częściej. Kapitan Widzewa tylko się z tego śmieje. Zapewnia, że nie myśli jeszcze o tym, co będzie robił w przyszłości, po zawieszeniu butów na kołku. Chce dalej grać na chwałę Widzewa.
– Gdybym teraz zastanawiał się nad tym, co będę robił po zakończeniu kariery, to musiałbym przestać skupiać się na graniu w piłkę. A ja chcę się skupić się tylko na tym – mówi. – Mam kontrakt możliwość, by się przedłużył (chodzi o określoną liczbę rozegranych minut w sezonie – ŁS). Muszę pracować nad tym, żeby występów było jak najwięcej.
I dodał: – Może kiedyś będę zajmował się czymś innym, ale teraz jestem piłkarzem.
W listopadzie 2023 roku Widzew grał z Lechem na Bułgarskiej. Pawłowski wracał wtedy po kontuzji, wszedł na boisko w 80. minucie. W doliczonym czasie gry strzelił gola, a Widzew wygrał 3:1.