W środę, 2 kwietnia na scenie Monopolis odbyła się konferencja prasowa. Jest ona oficjalnym początkiem nowej ery Widzewa Łódź pod przywódctwem Roberta Dobrzyckiego. Nowy właściciel chce rozwijać klub i jak najlepiej wykorzystać to, co udało się zbudować przez ostatnie cztery lata jego poprzednikowi, Tomaszowi Starmirowskiemu.
Udział w konferencji poświęconej zmianom w akcjonariacie spółki Widzew Łódź S.A. wzięli: prezes Reaktywacji Tradycji Sportowych Widzew Łódź – Tomasz Tomczak, akcjonariusz i były właściciel Widzewa Łódź – Tomasz Stamirowski, obecny właściciel Widzewa – Robert Dobrzycki i prezes klubu – Michał Rydz.
Jako pierwszy głos zabrał Michał Rydz, który wyraził duże zadowolenie ze spotkania w takim gronie akcjonariuszy Widzewa.
– Cieszę się, że spotykamy się w takim gronie akcjonariuszy. Będziemy mówić, gdzie chcemy, żeby Widzew był, ale nie możemy zapomnieć o drodze, którą wspólnie przeszliśmy, a ta droga od czasu reaktywacji trwa już 10 lat. (…) Dzięki kibicom wszyscy dzisiaj tutaj jesteśmy i ja też czuję dzisiaj taką dziecięcą ekscytację tymi wydarzeniami. Trochę, jak kibic – powiedział Michał Rydz.
CZYTAJ TAKŻE: Nowy właściciel i wielkie nadzieje kibiców Widzewa
Widzew przeszedł długą drogę przez ostatnie 10 lat, która była wyboista i trudna. Przypomniał o tym prezes Reaktywacji Tradycji Sportowych.
– Gdy zaczynaliśmy 10 lat temu, to nie mieliśmy nic. Nie było piłek, nie było stadionu i nie było drużyny. Mieliśmy natomiast wspaniałych kibiców i marzenia. Gdyby, ktoś mi powiedział 10 lat temu, że doczekam takiego momentu, jak dziś, to brałbym to w ciemno – mówił Tomasz Tomczak – Wiedzieliśmy, że w Widzewie jest potrzeba szybkich reakcji i decyzji. Nie mogliśmy tego dać Widzewowi, dlatego dziękuję Tomaszowi Stamirowskiemu, który miał w tamtym okresie plan na klub i chciał go wcielić bardzo szybko w życie. Dziś mamy Widzew, który gra w ekstraklasie i ma stabilną sytuację finansową. Widzew zawsze naszpikowany był emocjami i musi dalej się rozwijać. Gdy po raz pierwszy rozmawiałem z Robertem Dobrzyckim, to wiedziałem, że jest to osoba, która te emocje jest w stanie zagwarantować – dodał.
Następnie głos zabrał były już właściciel Widzewa, który zapewnił stabilność Widzewowi, dzięki której ma on dzisiaj pewną pozycję w ekstraklasie. Zaczął od słów, że jest o prawdopodobnie jego ostatnia konferencja.
– Przygotowałem ściągę, bo nie lubię przemawiać, a jest to prawdopodobnie moja ostatnia konferencja. Chcę podziękować całej widzewskiej społeczności za te cztery lata, kiedy byłem głównym akcjonariuszem klubu. (…) Bardzo nie chciałem, żeby Widzew trafił w ręce agentów. Nie mam nic przeciwko agentom, ale nie uważałem, że agenci jako właściciele klubu, to najlepsza przyszłość dla naszego klubu. Na początku myślałem, że zmotywuję innych, wysyłając swoją ofertę. Dałem od siebie tyle, ile mogłem. Powiedziałem sobie, że połowę mojego majątku mogę przeznaczyć na Widzew. Okazało się jednak, że nikt nie złożył lepszej propozycji. Wtedy nie było chętnych. Miało to miejsce po nieudanym sezonie w okresie pandemii, gdzie deficyt klubu wynosił prawie milion złotych. Cały czas istniało też ryzyko, że ta pandemia wróci – mówił Tomasz Stamirowski, który docenił to, że w tak trudnym okresie żaden z kibiców, którzy mieli wykupione karnety, nie przyszedł do klubu i nie żądał zwrotu pieniędzy.
CZYTAJ TAKŻE: Sklep Widzewa bije rekordy. Żeljko Sopić ma w tym udział
W kolejnych minutach Tomasz Stamirowski opowiadał o zadaniach, jakie miał przed sobą jako nowy większościowy akcjonariusz klubu.
– W krótkim terminie musiałem znaleźć trenera i bardzo chcę podziękować Januszowi Niedźwiedziowi. Potrzeba było też zatrudnić dyrektora sportowego i prezesa. Musiałem poukładać klub. Ze względu na to, że jest to Widzew, zaakceptowałem to ryzyko. Następnie chciałem osadzić klub w ekstraklasie na zdrowych zasadach finansowych i ten etap wykonaliśmy. Zwiększyliśmy także trzykrotnie przychody klubu. Jesteśmy jednym z nielicznych klubów, który nie ma długów. Rozwinęliśmy także Akademię Widzewa i dbałem o tożsamość klubu – dodał były już właściciel Widzewa – Moje relacje ze stowarzyszeniami kibicowskimi uważam za wzorowe, z wyjątkiem jednego zgrzytu na koniec. Życzę każdemu jednak, żeby te relacje były – powiedział jeszcze Tomasz Stamirowski.
Na koniec Tomasz Stamrowski wbił malutką szpileczkę w ŁKS, mówiąc że za jego kadencji, jako właściciela Widzewa, przywrócona została hierarchia klubów w Łodzi.
– Cieszę się, że przywróciliśmy, znaną mi z czasów mojej młodości, hierarchię klubów w Łodzi. W każdym sezonie, gdy byłem akcjonariuszem, to kończyliśmy wyżej, niż ŁKS. Nie przegraliśmy też żadnego derbowego meczu – skomentował. Spotkało się to z brawami ze strony osób słuchających Tomasza Stamirowskiego.
Na koniec głos zabrał nowy właściciel Widzewa, który zaczął od podziękowań dla swojego poprzednika.
– Bardzo dziękuje Tomaszowi Stamirowskiemu, za to co zrobił przez ostatnie cztery lata. Bez niego nie byłoby mnie w Widzewie i nie byłoby tego momentu – powiedział Robert Dobrzycki – Zgadzam się ze słowami, że jestem tutaj dlatego, że Widzew jest najważniejszy. Jestem kibicem Widzewa od 1982 roku. Nie pochodzę z Łodzi, tylko z Ełku, ale zawsze kibicowałem Widzewowi. Nie jestem też synem ojca. To co osiągnąłem w życiu, osiągnąłem sam. Nie przychodzę tu dla korzyści. Wiedzę i możliwości, które mam, chciałbym w jak największym stopniu przekazać Widzewowi – skomentował Robert Dobrzycki, nowy większościowy akcjonariusz Widzewa Łódź.
CZYTAJ TAKŻE: Tomasz Wichniarek chciał zostać w Widzewie, ale… „Nagle zmieniono reguły gry” [WYWIAD]