ŁKS momentami grał z Odrą ładnie. Tworzył niezłe okazje i mądrze się bronił. I wszystko na nic, bo przez błąd Mateusza Kupczaka, z Opola wraca tylko z punktem, choć prowadził do 90. minuty.
W pierwszej połowie, gdy jego koledzy grali słabo, kilka razy uratował zespół przed stratą gola. Przy straconej bramce nie miał wiele do powiedzenia.
Zaczął słabo, nawet wrzutki, za które go chwaliliśmy, tym razem nie wychodziły. Za to nieźle spisywał się w obronie. W drugiej odsłonie gry błysnął świetnym prostopadłym podaniem, po którym ŁKS zdobył gola.
Solidnie. Jako jeden z niewielu piłkarzy ŁKS-u radził sobie z odbiorem piłki. W kluczowym momencie, na kilka minut przed końcem meczu, przytomnie wybił bezpańską piłkę z pola karnego. I to wszystko na nic, bo remis to przecież strata dwóch punktów…
Gra twardo, na granicy faulu. I może takiego zawodnika właśnie potrzeba ŁKS-owi.
Anonimowy występ. Częściej bronił niż atakował.
Gdy ŁKS wreszcie zaczął się rozkręcać, zmarnował świetną okazję. Fabian Piasecki po koronkowej akcji całej drużyny, wyłożył mu piłkę pod nogi. Wystarczyło tylko skierować ją do bramki. Szkoda…
Najlepszy piłkarz ŁKS-u. Już w pierwszej połowie jako jeden z niewielu napędzał ofensywę. W drugiej to jego otwierające podanie rozpoczęło akcję, po której padł gol.
Dobre stałe fragmenty, słaba gra w odbiorze. Trochę mało jak na zawodnika, który ma stanowić o sile pomocy ŁKS-u. W końcówce meczu ograł go będący jedną nogą na emeryturze Tomas Prikryl.
Jest młody i w pierwszej połowie chyba dostosował się poziomem do reszty kolegów. Grał trochę zbyt zachowawczo. Oczekiwaliśmy od niego odrobiny szaleństwa.
W pierwszej połowie niewidoczny, ale w drugiej wykorzystał doskonałą okazję i strzelił gola. Tego właśnie oczekujemy przecież od napastnika. Wcześniej nie dochodził do piłek, ale w końcu wykorzystał swój największy atut, czyli szybkość.
W pierwszej połowie, gdy pomocnicy ŁKS-u spisywali się słabo, brał na siebie ciężar rozgrywania piłek. Walczył o nie nawet z pomocnikami Odry Opole.
Wreszcie dostał szansę i było widać, że zależy mu, żeby wykorzystać ją jak najlepiej. Parł na bramkę jak szalony, jednak bez efektów.
Husein Balic – grał za krótko.
Jego koszmarny błąd kosztował ŁKS dwa punkty. Czyli nic nowego.
Mateusz Wzięch – grał za krótko