Bełchatowskie męki z happy endem. ŁKS lepszy w derbach województwa

fot. Marian Zubrzycki

Reklama


Czas 2 min czytania

ŁKS nareszcie zwycięski! Trzy punkty to po meczu z GKS Bełchatów jedyna dobra informacja.  Łodzianie przeważali, ale przez godzinę nie potrafili oddać celnego strzału na bramkę ostatniej drużyny tabeli.

W pierwszych minutach ŁKS mógł się podobać. Piłkarze Ireneusza Mamrota grali odważnie, ofensywnie i kilkukrotnie stworzyli zagrożenie pod bramką strzeżoną przez Leonida Otczenaszenkę. Nareszcie było widać przewagę łodzian w kulturze i organizacji gry nad niżej notowanym rywalem. Najgroźniejsze sytuacje mieli aktywni na początkowym etapie gry Rygaard, Janczukowicz i Klimczak

Boiskowa dominacja ŁKS-u była bezdyskusyjna, przewaga we wszelkich statystykach miażdżąca, jednak wciąż nie zmieniało się najważniejsze – na tablicy wyników niezmiennie widniał rezultat 0:0. Rycerze Wiosny całkiem śmiało poczynali sobie w ataku – w ich grze znacznie więcej było polotu charakterystycznego dla czasów Kazimierza Moskala i Wojciecha Stawowego niż szczypty wyrachowania, którą przywiózł ze sobą na al. Unii Ireneusz Mamrot. Wynikało z tego niewiele – ełkaesiakom wciąż brakowało siły ognia w ostatniej fazie akcji.

Reklama

Piłkarze Mamrota zaczęli drugą połowę niemrawo. Tym lepszą wiadomością okazało się to, że będą odtąd grali w liczebnej przewadze – w 48. minucie Michał Mas obejrzał drugą żółtą kartkę po tym jak z impetem wpadł w rozpędzonego Tomasza Nawotkę.

ŁKS grał 67 minut (z czego 20 w przewadze liczebnej) przeciwko ostatniemu zespołowi w tabeli i nie potrafił oddać celnego strzału. Ireneusz Mamrot musiał więc w końcu zareagować, dając szansę zmiennikom (aż dziw, że zrobił to tak późno). Na boisku pojawili się wracający do zdrowia Ricardinho oraz Piotr Gryszkiewicz. Kilka minut później dołączył do nich Antonio Dominguez.

Wyczekiwany celny strzał rzeczywiście padł, ale obraz gry nie uległ znaczącej zmianie. Ełkaesiacy wyglądali na coraz bardziej sfrustrowanych, a ostatni gwizdek arbitra nieuchronnie się zbliżał.

Reklama

Wreszcie do bezradnych łodzian pomocną dłoń wyciągnęli rywale. W 86. minucie Michał Pawlik zagrał piłkę ręką w polu karnym i Paweł Gil podyktował rzut karny. Jedenastkę pewnie zamienił na bramkę Antonio Dominguez. W ostatnich minutach było jeszcze gorąco (co zaskakujące, pod obiema bramkami), ale ostatecznie łodzianom udało się dowieźć korzystny wynik do końca.

ŁKS Łódź – GKS Bełchatów 1:0 (0:0)

1:0 Domínguez (87., z karnego)

ŁKS: Malarz – Nawotka (81. Wolski), 4. Moros Gracia, Sobociński, Marciniak – Pirulo, Tosik, Trąbka (75. Domínguez), Rygaard, Klimczak (67. Ricardinho) – Janczukowicz (67. Gryszkiewicz).

GKS: Otczenaszenko – Sierczyński, Bartków, Magiera, Szymorek – Laskowski (79. Sabala), Pawlik (89. Zalepa), Hilbrycht, Flaszka (61. Koziara), Żurek (61. Grzelak) – Mas.

Żółte kartki: Pawlik, Mas, Żurek.
Cerwona kartka: Mas (za drugą żółtą).

Reklama

Piłka nożna

ŁKS Łódź

Dodaj komentarz