Ciemno, prawie noc. Bezradny ŁKS na własne życzenie przegrywa z Arką

ŁKS - Arka Gdynia 1:2 Fot. Marian Zubrzycki

Reklama


Czas 3 min czytania

To był kolejny słabiutki mecz ŁKS-u. Biało-czerwono-biali prowadzili 1:0, ale całkowicie oddali inicjatywę i tylko do siebie mogą mieć pretensje, że przegrali arcyważne starcie z Arką. Coraz trudniej wypatrywać iskierki nadziei na poprawę gry ŁKS-u.

Zaczęło się całkiem obiecująco, bowiem to, co w Rzeszowie zajęło ŁKS-owi ponad 80 minut, w meczu z Arką ekipa Mamrota wykonała w niespełna 40 sekund – już pierwsza akcja ofensywna łodzian zakończyła się mocnym, celnym strzałem Pirulo na bramkę rywali. Po jego uderzeniu piłka pofrunęła jednak wprost w koszyczek Daniela Kajzera. Mecz rozpoczął się od szybkiej, otwartej gry obu zespołów. ŁKS był bardziej aktywny na połowie rywala niż w meczach z GKS-em i Resovią, szczególnie odważnie poczynając sobie w akcjach oskrzydlających.

Pomimo aktywnego początku i ogromnej przewagi w posiadaniu piłki ŁKS miał w kolejnych minutach coraz większe problemy ze stworzeniem realnego zagrożenia w polu karnym ekipy z Trójmiasta. Co gorsza, łodzianie ułatwiali gościom grę własnymi błędami. W 35. minucie, po kolejnej stracie Mikkela Rygaarda w środkowej części boiska Arka wyprowadziła groźną kontrę, którą przerwał faulem Maciej Dąbrowski. Adam Deja egzekwował rzut wolny z niebezpiecznej pozycji, ale piłka po jego strzale przemknęła kilka centymetrów nad poprzeczką bramki ŁKS-u.

Reklama

Dość nieoczekiwanie gol dla gospodarzy padł w momencie, w którym wydawało się, że ekipa Ireneusza Mamrota słabnie w oczach, a kontrolę nad meczem przejmuje Arka. Po rzucie wolnym z bocznej strefy boiska do piłki dopadł debiutujący w wyjściowym składzie ŁKS-u Ricardinho. Piłka odbiła się najpierw od słupka, a później… od łydki Brazylijczyka i wpadła do bramki. Przed końcem pierwszej części gry swoją stuprocentową sytuację miała też Arka, ale Wolsztyński minimalnie minął się z piłką kilka metrów od bramki Malarza.

Na drugą połowę Arka wyszła odmieniona. Trener Dariusz Marzec przestawił swój zespół na ustawienie z trójką obrońców i wprowadził na boisko Viniciusa – te dwie decyzje, jak się później okazało, miały decydujący wpływ na przebieg spotkania.

Ekipa z Gdyni odważnie zaczęła drugą część meczu i szybko stworzyła cztery groźne sytuacje. Najbardziej niebezpieczna z nich miała miejsce w 54. minucie. Haris Memić uderzał zza pola karnego, jednak trafił prosto w słupek. ŁKS nie potrafił odpowiedzieć na tak ofensywną grę żółto-niebieskich. Łodzianie nie byli w stanie uspokoić gry, utrzymać się przy piłce, przetransportować jej pod bramkę Kajzera. Rzut wolny, strzał z dystansu, wrzutka – Arka co i rusz stwarzała zagrożenie pod bramką Malarza, a ŁKS całkowicie oddał inicjatywę gościom i pozostawał zadziwiająco bierny i bezradny w ofensywie. Dopiero w 20. minucie drugiej części gry biało-czerwono-biali (za sprawą ofensywnego rajdu ustawionego dziś na boku obrony Adriana Klimczaka) rozegrali pierwszą składną i naprawdę groźną akcję po przerwie.

Reklama

ŁKS doczekał się wreszcie tego, o co sam prosił się od początku drugiej połowy w 68. minucie. Malarz wyrzucił piłkę wprost do fatalnego dziś Rygaarda. Duńczyk chciał zagrać piłkę w boczny sektor boiska, ale trafił w piłkarza Arki. Wskutek tego Maciej Rosołek znalazł się w wybornej sytuacji, którą po chwili z zimną krwią wykorzystał. Równie koszmarny błąd popełnił po chwili Arkadiusz Malarz. Kapitan ŁKS-u podał piłkę wprost pod nogi Marcusa da Silvy, który pewnym strzałem zmienił wynik na 2:1.

Pomimo straty bramki łodzianie nie potrafili odmienić obrazu gry. Zamiast pobudzenia, agresji, determinacji i sportowej złości w ich grze widać było rezygnację i bezradność. Dopiero w samej końcówce ciężar gry przeniósł się pod pole karne Arki. W 88. minucie Kajzer sparował piłkę po strzale z dystansu oddanym przez Domingueza. Popędził do niej Sekulski. Wychowanek Wisły Płock nie potrafił dojść do dogodnej pozycji do strzału. Trzy minuty później równie dobrą okazję miał Klimczak, którego strzał z woleja był jednak bardzo niecelny. Wreszcie chwilę przed ostatnim gwizdkiem arbitra w polu karnym Arki głową uderzał Maciej Dąbrowski. Bezskutecznie.

Miało być przełamanie i nowa energia, a jest jeden wielki piłkarski klops. Gdzie jest ten skuteczny i zorganizowany ŁKS Ireneusza Mamrota, który (podobno) mieliśmy zobaczyć?

ŁKS Łódź – Arka Gdynia 1:2 (1:0)

1:0 – Ricardinho 42.

1:1 – Rosołek 69.

1:2 – Marcus da Silva 73.

ŁKS: Malarz – Wolski, Moros Gracia, Dąbrowski, Klimczak – Pirulo (73. Dominguez), Tosik (77. Sekulski), Rygaard, Trąbka (87. Nawotka), Janczukowicz (87. Sajdak) – Ricardinho.

Arka: Kajzer – Kasperkiewicz (46. Marcus da Silva), Marcjanik, Memić, Valcarce – Hiszpański, Deja (90. Sasin), Danch, Aleman (32. Ł. Wolsztyński), Żebrowski (80. R. Wolsztyński) – Rosołek

Żółte kartki: Wolski, Dąbrowski, Tosik, Klimczak

Piłka nożna

ŁKS Łódź

Reklama

Dodaj komentarz