Jaka jest filozofia ŁKS-u?

fot. Marian Zubrzycki

Reklama


Czas 4 min czytania

Zatrudnienie Marcina Pogorzały na stanowisku pierwszego trenera ŁKS-u wlało w serca kibiców nadzieję, że klub wraca do swojej filozofii. Jaka to filozofia i co się stało, że łodzianie w pewnym momencie od niej odeszli?

Już w 2013 roku, kiedy klub odradzał się w IV lidze po upadku, przekazując ŁKS-owi prawa do korzystania z przeplatanki, członkowie Stowarzyszenia Kibiców jasno stawiali sprawę. Nowy ŁKS miał być zbudowany na akademii. Tomasz Salski obejmując w 2016 stołek prezesa klubu, również podkreślał, że chce szkolić młodych piłkarzy, dawać im szansę debiutu w seniorskiej piłce, a później transferować, tak żeby nowopowstała akademia pracowała na swoją renomę.

ŁKS w sezonie 2017/2018. Fot: ŁKS

Beniaminek drugiej ligi, do rozgrywek przystąpił z następującymi wychowankami: Michał Kołba, Oskar Koprowski, Jan Sobociński, Mikołaj Maschera, Damian Piotrowski, Piotr Pyrdoł, Rafał Kujawa (wszyscy oprócz Kujawy na zdjęciu). Jeżeli przyjrzeć się ich losom nie wygląda to najlepiej.
Kołba – zawieszony za doping, prawdopodobnie wróci jesienią do ŁKS-u.
Koprowski – gra w czwartoligowych rezerwach ŁKS-u, w których jest ważnym punktem, w pierwszej drużynie trzy razy znalazł się na ławce, ale trener nie zdecydował się dać mu szansy w tym sezonie.
Sobociński – latem odejdzie do amerykańskiego Charlotte FC, ale w ŁKS-ie ostatnio zupełnie sobie nie radził
Maschera – gra w trzecioligowym Sokole Aleksandrów Łódzki, jest ważnym punktem drużyny
Piotrowski – broni w czwartoligowym LKS-ie Kwiatkowice, jego młodszy brat jest napastnikiem w A-klasowym ŁKS 3,
Pyrdoł – z ŁKS-u odszedł do Legii, aktualnie gra w Wiśle Płock, gdzie do momentu kontuzji radził sobie całkiem dobrze, najbardziej utalentowany z wymienionych na tej liście zawodników.
Kujawa – gra w trzecioligowej Polonii Warszawa, w tym sezonie zdobył trzy bramki w 24. meczach.

Reklama

Po awansie do pierwszej ligi ŁKS nie stawiał już tak chętnie na „swoich”. Klub ściągnął w prawdzie trzech utalentowanych piłkarzy z regionu: Dawida Arndta (Tomaszów), Adama Ratajczyka (Warszawa, grał w Pruszkowie) i Jakuba Romanowicza (Głowno), ale nie były to produkty łódzkiej akademii.
Arndt – pierwsze szanse dostał pod koniec sezonu 2019/2020 kiedy ŁKS był już praktycznie pewny spadku z ekstraklasy, dopiero w maju bieżącego roku wskoczył do bramki łodzian i wydaje się, że jest to zawodnik o ogromnym talencie.
Ratajczyk – wytransferowany do Zagłębia Lubin, jesienią 2020, gra mało i nie zbiera najlepszych recenzji.
Romanowicz – jeden mecz w seniorach, kwadrans z Arką Gdynia w październiku 2020.

ŁKS przed ekstraklasą sprowadził kolejnych młodzieżowców, do drużyny dołączył pozyskany z Puszczy Niepołomice Przemysław Sajdak. Do rezerw z juniorów Legii ściągnięto, Mieszko Lorenca. Pojawił się utalentowany bramkarz, Aleksander Bobek, który po osiągnięciu statusu wychowanka może być pierwszym zawodnikiem, który będzie żywą reklamą akademii ŁKS-u.
Sajdak – przez długi czas był podstawowym młodzieżowcem, w tym sezonie w 20. meczach uzbierał 6. asyst.
Lorenc i Bobek – są ważnymi punktami czwartoligowych rezerw, Bobek bronił w Okręgowym Pucharze Polski, w którym rezerwy ŁKS-u doszły do finału, często trenuje z pierwszą drużyną.

Wszyscy pamiętają jak spektakularnie ŁKS spadł z ekstraklasy. Przed pierwszą ligą łodzianie dokupili do drużyny cały wagon młodzieżowców z różnych stron Polski. Biało-czerwono-białe barwy po raz pierwszy założyli: Piotr Gryszkiewicz, Michał Kot, Kelechukwu Ebenzer Ibe-Torti, Piotr Janczukowicz, Mateusz Bąkowicz, Marcel Wszołek i Jowin Radziński. Do kadry zgłoszony został też wychowanek Dariusz Gmosiński, ale nie miał okazji znaleźć się nawet na ławce. Z Raduni Stężycy do rezerw ściągnięto 16-letniego Jędrzeja Zająca.
Gryszkiewicz – 17 meczów w lidze, dwie asysty, dwa mecze i gol w Pucharze Polski, rozwój pokrzyżowały mu różne kontuzje, które leczył większość sezonu
Kot – broni w czwartoligowych rezerwach, po raz pierwszy w kadrze meczowej znalazł się w piątkowym meczu z Termalicą.
Bąkowicz – gra w czwartoligowych rezerwach, dwa razy w kadrze meczowej pierwszej drużyny, bez debiutu.
Ibe-Torti – pięć meczów w lidze, podczas których uzbierał 45 minut, dwa mecze w Pucharze Polski, jedna bramka, w jego przypadku problemem jest obywatelstwo, które klub stara się mu pozyskać, jako Nigeryjczyk nie dość, że nie liczy się jako młodzieżowiec, to jeszcze jest ograniczony limitem zawodników spoza Unii Europejskiej.
Janczukowicz – 12 meczów w lidze, jedna bramka, jeden mecz w Pucharze Polski, jedna bramka
Wszołek – kontuzja wykluczająca go z większej części sezonu
Radziński – jeden mecz w Pucharze Polski

Reklama

Jakie wnioski można wyciągnąć z tej wyliczanki?
W pewnym momencie władze klubu odeszły od pomysłu z wychowankami. Na przestrzeni dwóch ostatnich sezonów z piłkarzy wychowanych przy al. Unii 2 na boisko wybiegli: Sobociński i Pyrdoł (obaj ze statusem młodzieżowca), Kołba i Adam Marciniak (obaj transferowani z innych klubów do ŁKS-u). Nowy trener, który wywodzi się z akademii łódzkiej drużyny powinien to zmienić, ale o tym za chwilę. Zostając w temacie szkoleniowców…

Największą zbrodnią przeciwko filozofii ŁKS-u było zatrudnienie Ireneusza Mamrota.

ŁKS był wyrazisty, miał swój niepowtarzalny ofensywny styl. „Krakowską piłkę”, czyli polski odpowiednik hiszpańskiej tiki-taki, wdrażali przez dwa i pół roku szkoleniowcy ŁKS-u : Kazimierz Moskal i Wojciech Stawowy. Prowadzona przez nich drużyna popełniała błędy w obronie, ale widowiska z jej udziałem nie mogły się nie podobać. Piłkarze zawiązywali akcje ofensywne już od linii obrony, wymieniali tysiące podań, cały czas byli nastawieni na atak. Oczywiście ta ofensywna naiwność nie raz się mściła. Za najlepszy przykład niech posłuży mecz z Puszczą Niepołomice pod wodzą Wojciecha Stawowego. ŁKS prowadził 4:2, czerwoną kartkę zobaczył Maciej Wolski, a pochodzący z Krakowa trener nakazał dalej atakować. Po dwóch kontrach Puszcza doprowadziła do remisu. Niepotrzebnie stracone dwa punkty. Problem w tym, że dobierani pod określony profil gry piłkarze, nie potrafią grać inaczej.

Antonio Dominguez to niezwykle kreatywny pomocnik. Hiszpan jednym podaniem potrafi przenieść akcję pod bramkę rywala. Ireneusz Mamrot nie widział tego i albo sadzał Dominugeza na ławce, albo starał się na siłę zrobić z niego defensywnego pomocnika. Pochodzący z Trzebnicy trener w ogóle nie widział zbyt dużo. Nakazywał przeznaczonemu do zadań ofensywnych Pirulo cofać się do obrony. Pomysł na atakowanie rywala był jeden – dośrodkowanie. Gra wyglądała topornie, brakowało w niej radości i polotu.

Na szczęście dla ŁKS-u Mamrota już w klubie nie ma. Zastąpił go wywodzący się z akademii łodzian – Marcin Pogorzała. Wrócił do filozofii, którą ŁKS obrał zatrudniając Moskala, a ta przyniosła mu wymierne korzyści w postaci wygranej z liderem. Pogorzała jest w klubie wiele lat, więc doskonale zna wszystkich wychowanków będzie wiedział, z których i kiedy skorzystać. Nowy szkoleniowiec jest na tyle zaangażowany w swoją pracę, że na pomeczowej konferencji podziękował wszystkim trenerom, którzy pomagali mu w przygotowaniach do piątkowego meczu. Pogorzała, który czerpał nauki od dwóch szkoleniowców, którzy zaszczepili w ŁKS-ie ofensywny styl gry, był cały czas pod ręką. Szkoda, że nie sięgnięto po niego wcześniej. Udowodnił, że na swoją szansę zasłużył. Wydaje się, że jest w stanie ją w pełni wykorzystać i wrócić do filozofii, którą od lat kierować miał się klub.

Piłka nożna

ŁKS Łódź

Reklama

Dodaj komentarz