Z doświadczenia wiem, że w gabinetach klubowych już nakreśla się różne scenariusze. Bo jeśli dalej nie będzie szło, to coś zmienić trzeba. Nie można tkwić w marazmie – mówi o sytuacji Widzewa Sławomir Gula, który w 1996 roku zdobywał z nim mistrzostwo Polski.
Widzew fatalnie zaczął rundę wiosenną – w czterech meczach zdobył tylko 4 punkty. Jest pan tym zaskoczony?
– Po pierwszym meczu byłem spokojny, bo spotkanie z Arką Gdynia źle się ułożyło. Widzew szybko dostał gola „stadiony świata”. Gonił i udało się wyrównać. Po przerwie łodzianie zaatakowali i znów dostali bramkę. Uznałem, że to był wypadek przy pracy. To był pierwszy mecz na wiosnę, do tego u siebie przy pełnym stadionie. Piłkarze Widzewa na pewno chcieli dobrze wejść w rundę, pokazać się, atakowali. Arce wszystko wychodziło, niemal co strzał, to gol. Dlatego rozgrzeszyłem Widzew za ten mecz.
WSZYSTKO O WIDZEWIE W SERWISIE SPECJALNYM
Ale potem było już bardzo słabo. Zwycięzców się nie sądzi, ale nawet w meczu ze Stomilem było słabo. Na grę w spotkaniu z Górnikiem Polkowice już nie dało się patrzeć i na kolejne z Odrą właściwie też. Teraz pocieszam się tym, że rundę jesienną Widzew zaczął bardzo dobrze, a skończył ją źle, to może teraz się odwróci? Tylko z tego czerpię optymizm. Jeśli dalej będzie szło tak źle, to będzie trudno nawet o baraże. Jesienią udało się zbudować dużą przewagę dzięki dobrej grze i słabości rywali. Ale teraz ta przewaga – chociaż przeciwnicy też nie grają bardzo dobrze, ale jednak punktują lepiej – topnieje. Właściwie to już jej nie ma, bo wystarczy jeden przegrany mecz, by przestała istnieć.
Słaba gra Widzewa nie zaczęła się jednak wiosną, ale już jesienią. W dziesięciu ostatnich meczach zdobył tylko 10 punktów.
– To jest wynik drużyn, które bronią się przed spadkiem, a nie walczą o awans. I to może by nawet nie wystarczyło, by się utrzymać. Takie niestety są fakty. Gdyby to były dwa, trzy słabsze mecze, to moglibyśmy mówić o kryzysie. Ale to już jest długa seria. Jesienią Widzew naprawdę grał bardzo fajnie, postęp w porównaniu z wiosną poprzedniego sezonu, nawet kilku lat, był ogromny. Liczyłem, i pewnie nie tylko ja, że po okresie przygotowań i transferach, drużyna teraz odpali, ale nic takiego się nie stało. Widzew wpadł w wielki dół i trudno będzie z niego wyjść. Teraz ma meczu siebie i bardzo liczę na zwycięstwo. Jeśli wygra, to może się odbić i wciąż pozostanie faworytem do awansu. Ale, jeśli dalej będzie gubił punkty, to widzę to w czarnych barwach.
Jakie błędy popełnił trener?
– Nie chcę się na ten temat rozwodzić, bo sam nie byłem nigdy trenerem. Prowadziłem drużyny w niższych ligach, ale to nie to samo. Na pewno błędy są, bo przecież wskazują na to wyniki i gra.
Może trener nie wystawia najlepszych?
– Nie znam trenera, który zostawiłby na ławce lepszych piłkarzy, a wystawiał słabszych. Kiedyś trener Orest Lenczyk wpuścił na boisko rezerwowego, a ten strzelił dwa gole. Któryś z dziennikarzy stwierdził, że trener miał nosa z tą zmianą. A trener odpowiedział, że wręcz przeciwnie, bo skoro ten zawodnik jest w takiej dobrej formie, to powinien grać od początku, to może wtedy zdobyłby trzy, a nie dwa gole. Ale myślę sobie, że skoro w Widzewie grają od początku najlepsi, to jaką formę muszą prezentować rezerwowi…
Po słabej serii pojawiają się już słowa o zwolnieniu trenera Janusza Niedźwiedzia.
– To zawsze trudna decyzja. Jesienią zrobił dobrą robotę. Wyniki były ponad stan. Jednak od tych dziesięciu meczów, to już właściwie pół roku, ani wyniki, ani gra nie są dobre. To bardzo niepokojące. Życie pokazuje, że czasem wstrząs jest potrzebny. Brzydko się mówi, że przyjdzie nowa miotła i pozamiata. Bo piłkarzom czasem potrzebny jest impuls. Tym, którzy byli na ławce, do tego, by pokazać, że poprzedni trener się mylił, a tym, którzy grali, by wzięli się do pracy, bo trzeba pokazać się nowemu trenerowi. Na pewno, po jesieni, trener Niedźwiedź zasługuje na kolejne jeden czy dwa mecze. Jeśli ich nie wygra, to nie będzie wyjścia. Coś zmienić trzeba, a przecież 20 zawodników nie zmienisz. Być może trzeba będzie zmienić trenera.
Bo stawka jest ogromna.
– Byłoby bardzo szkoda, gdyby także w tym roku Widzewowi nie udało się awansować. Ten stadion, ci kibice, ten klub. Z całym szacunkiem dla Puszczy Niepołomice czy GKS-u Jastrzębie, ale już czas, by znów przyjeżdżały tu Legia, Wisła, czy Lech.
Niedawno prezes Mateusz Dróżdż powiedział, że trener może nawet przegrać wszystkie mecze, a trenera nie zwolni.
– Ja bałbym się mówić coś takiego, bo za chwilę prezes może znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji, także dla siebie. Wojciech Stawowy podpisał kiedyś z Cracovią kontrakt na 10 lat, a zaraz już go w niej nie było.
CZYTAJ TEŻ: Prezes Widzewa zapewnia: Nie zwolnimy trenera
Dyrektor sportowy Stali Rzeszów powiedział kiedyś, że nigdy nie zwolni z pracy trenera Niedźwiedzia i niedługo potem go zwolnił.
– No właśnie, czyli trener już to kiedyś przeżył i wie, że nic nie jest na pewno. W życiu nic nie jest na 100 procent. Może prezes chciał w ten sposób zmobilizować piłkarzy? Ale z doświadczenia wiem, że w gabinetach klubowych już nakreśla się różne scenariusze. Bo jeśli dalej nie będzie szło, to coś zmienić trzeba. Nie można tkwić w marazmie. To do niczego nie doprowadzi. Może pewna formuła się wyczerpała?
Rywale czytają Widzew, wiedzą, jak chce grać. Może to jest problem? Gdy łódzka drużyna zaczynała ligę i grała inaczej, niż wcześniej, to było coś nowego także dla przeciwników. Ale w końcu się tego nauczyli i wiedzą, jak zneutralizować Widzew. A ten nie umie zmienić sposobu gry i czymś zaskoczyć.
Zimą sprowadzono kilku ofensywnych piłkarzy, a tylko jednego obrońcę. Może to był błąd?
– Myślę, że w klubie wiedzieli, na których pozycjach trzeba wzmocnień, a na których uzupełnień. To chyba nie było tak, że ktoś się pojawił nagle i była decyzje, że go bierzemy. Pamiętajmy, że doszły kontuzje obrońców. Tego nie można było przewidzieć. Zastanawia mnie jednak to, że w klubie jest Michał Grudniewski, który został wcześniej odstawiony, a nie może nawet trenować z drużyną. Skoro była taka potrzeba, to powinien wrócić. Nie ma się na co obrażać. Każdy miał prawo się pomylić. Warto dać jeszcze jedną szansę, tym bardziej, że jest taka konieczność. Gdy ja grałem w piłkę, to też nie zawsze na mnie stawiano. Ale nie obrażałem się, tylko chciałem udowodnić, że trener się pomylił. Może Grudniewski też by tak zareagował.
Zniknęli Bartosz Guzdek i Mattia Montini, którzy jesienią pokazali, że umieją grać w piłkę.
– Pierwszy gra ogony, drugi wcale. Może to wina treningów? Może oni za bardzo uwierzyli, że są tak dobrzy? Nie wiem, bo nie obserwuję treningów Widzewa. Zastanawia mnie jednak to, że ci którzy grają w ich miejsce, nie grają od nich lepiej, a wręcz gorzej. Może rzeczywiście zbyt duża konkurencja popsuła tę drużynę? Wszystko musi być zbalansowane. Atakując musisz myśleć o obronie i na odwrót. Może tutaj proporcje zostały zachwiane?
Słaba forma Widzewa zbiegła się w czasie z kontuzją Juliusza Letniowskiego. Może to jest główny problem?
– No tak wyszło, ale Letniowski nie jest Messim polskiej piłki. Miał duży wpływ na grę, podobał mi się w akcjach ofensywnych. Strzelał, miał asysty, albo zaczynał bramkowe akcje. Ale nigdy nie jest tak, że jeden piłkarz wygrywa mecze. Może trzeba byłoby przestawić drużynę, skoro gra bez niego. Chociaż Patryk Lipski potrafi grać w taki sposób.
W meczu z Odrą Opole, gdy gra była słaba, a wynik 0:0, trener wpuścił na boisko m.in. Mateusza Michalskiego, a Lipski został na ławce.
– Dla mnie to też duży znak zapytania. Przy takim wyniku powinno się szukać uderzenia z dystansu, albo prostopadłego podania. Lipski to ma. Ale może trener więcej widział na treningach, dlatego trudno mi się mądrować.
Myśli pan, że Widzew może się jeszcze przełamać i wywalczyć awans?
– Tak jak powiedziałem, liczę na to, że będzie na odwrót. Że teraz Widzew ma słaby początek, ale koniec rundy będzie miał dobry, inaczej niż na jesień. Bardzo szkoda tej straconej przewagi. Margines błędu się już skończył. Mam nadzieję, że wszystko zacznie funkcjonować, jak należy. Jeśli nie, to już będzie bardzo trudno i coś trzeba będzie zmienić. Pamiętam, jak kiedyś po Wojciechu Łazarku przyszedł trener Marek Dziuba i wygraliśmy dziesięć meczów. A było wcześniej bardzo słabo. To był impuls. Na treningach wszystkim zaczęło się chcieć. Był ogromny marazm, a nagle wszyscy odpalili. Nie mówię, że teraz byłoby tak samo, ale za chwilę może nie być wyboru i trzeba będzie decydować. Stawka jest za wysoka, by nie robić nic.