Paszulewicz: Przegraliśmy bitwę, ale nie przegraliśmy wojny

Reklama
Czas < 1 min czytania

Piłkarze Widzewa zremisowali wyjazdowe spotkanie ze Skrą Częstochowa 1:1. W doliczonym czasie gry nie potrafili wykorzystać nawet rzutu karnego. Trzeciego w tym roku. – Tak doświadczony zespół nie ma prawa zmarnować rzutu karnego – przyznał trener Jacek Paszulewicz.

Szkoleniowiec Skry przyznał na konferencji prasowej, że jego zespół celował w trzy punty. – Biorąc pod uwagę okoliczności i przebieg spotkania musimy szanować ten punkt. Chcieliśmy jednak grać o zwycięstwo. Szacunek dla moich zawodników, bo w środę graliśmy bardzo trudny mecz z Elaną. Podróż sprawiła, że mieliśmy tylko jeden trening. Mecz mógł się podobać, było sporo sytuacji – stwierdził Paweł Ściebura.

Z kolei trener Widzewa nie krył rozczarowania wynikiem. – Po niezłym spotkaniu z Radomiakiem liczyliśmy, że uda się nam wygrać w Częstochowie. Niestety straciliśmy dwa punkty i to w szokujących okolicznościach. Mając otwarty wynik i nawet tracąc bramkę, tak doświadczony zespół nie ma prawa zmarnować rzutu karnego. Chcieliśmy zaskoczyć rywala innym ustawieniem, mieliśmy też swoje problemy personalne. Ostatnie minuty meczu to wymiana ciosów. Mieliśmy swoje szanse, ale nie wykorzystaliśmy ich. Mam nadzieję, że kolejny pełny mikrocykl będzie czasem na to, by coś zmienić. Nasza niemoc strzelecka sprawia, że awans staje się problemem. Przed nami trzy finały, które pokażą, czy zasługujemy na awans do pierwszej ligi – stwierdził Paszulewicz.

Reklama

Fot. Cyfrasport

Reklama

Piłka nożna

Widzew Łódź

Dodaj komentarz