Reklama
Reklama
Reklama

Problem z numerem Bartłomieja Pawłowskiego w Widzewie?

Czas 2 min czytania
Problem z numerem Bartłomieja Pawłowskiego w Widzewie?

Przy piłce Patryk Mucha (fot. Marian Zubrzycki)

Reklama

Bartłomiej Pawłowski ma w Widzewie grać z nr 19 na koszulce. Tyle tylko, że to numer Patryka Mucha, który właśnie wrócił do pierwszej drużyny.

Reklama

We wtorek Widzew ogłosił podpisanie kontraktu z Bartłomiejem Pawłowskim. Jeszcze tego samego dnia poinformowano, że w klubowym sklepie można kupić koszulki (w trzech kolorach) z nazwiskiem piłkarza i numerem 19, bo taki właśnie wybrał nowy widzewiak. Wygląda na to, że to obok „dziesiątki” ulubiony numer Pawłowskiego, bo grał z nim już w innych klubach. Z oboma na plecach występował w przeszłości w Widzewie. Tak samo było w Maladze i Lechii Gdańsk (19) oraz Koronie Kielce i Śląsku Wrocław (10). Tylko w Zawiszy Bydgoszcz miał nr 16, a w Zagłębiu Lubin nr 11. Z nim jednak w łódzkiej drużynie nie mógłby zagrać, bo „jedenastka” jest zastrzeżona na zawsze dla Włodzimierza Smolarka, czyli legendy klubu. „10” też nie dostanie, bo to numer Juliusza Letniowskiego.

To Mucha będzie musiał ustąpić?

Pawłowski ma więc grać w Widzewie z „19”. Gdy podpisywał kontrakt, ten numer był wolny. Jesienią na koszulce miał go Patryk Mucha, który jednak został przesunięty do rezerw i miał już w pierwszej drużynie nie grać. W środę 24-latek został jednak przywrócony do zespołu trenera Janusza Niedźwiedzia. W kadrze są więc dwie „dziewiętnastki”. Pawłowski, jako że do zespołu trafił później, mógłby ustąpić i wybrać inny numer. Choćby „20” albo „8”, który jest wolny po odejściu Pawła Tomczyka. Tyle tylko, że Widzew sprzedaje już koszulki z „19” w oficjalnym sklepie. Zmiana numeru byłaby wizerunkową wpadką.

Reklama

Wygląda więc na to, że to Mucha będzie musiał numer zmienić. W Widzewie już to przerabiano i to w ubiegłym roku. Gdy Mateusz Michalski wracał do klubu, to jego ulubioną „siódemkę” nosił Henrik Ojamaa. Michalski wybrał więc „77”. Gdy zimą Estończyk odszedł, to Michalski poprosił o zmianę i przejął swój ulubiony numer.

Podobne rzeczy działy się w zagranicznych ligach. Gdy Cristiano Ronaldo wracał do Manchesteru United, to legendarna dla tego klubu „siódemka” była zajęta przez Edisona Cavaniego. Urugwajczyk zgodził się oddać numer Portugalczykowi, a sam wziął nr 21.

Bywały też sytuacje dziwne. Przed laty w Interze Mediolan z numerem 9 grał Ivan Zamorano, ale po przyjściu Brazylijczyka Ronaldo musiał mu ten numer oddać. Sam założył koszulkę z numerem 18, ale miedzy cyferkami umieszczony był plus. Chilijczyk miał więc swoją „dziewiątkę”.

Piłka nożna

Bartłomiej PawłowskiPatryk MuchaWidzew Łódź

Dodaj komentarz

Reklama