Radosław Mroczkowski: Wciąż jest za mało Widzewa w Widzewie

Radosław Mroczkowski

Reklama
Czas 4 min czytania

Zrobię wszystko, by Resovia się utrzymała – mówi Radosław Mroczkowski, którego drużyna w niedzielę zmierzy się z Widzewem, jego dawnym klubem.

Po naprawdę dobrej serii Resovii, m.in. wygranej z Termaliką i ŁKS-em, ostatnio idzie wam gorzej. Mam na myśli porażki z Zagłębiem Sosnowiec i przede wszystkim z GKS-em Bełchatów. Co się dzieje?

– Niestety czasem takie mecze się zdarzają i trudno się z tym pogodzić, tym bardziej, że to nasi bezpośredni rywale w walce o utrzymanie. Szczególnie ta porażka z GKS-em zabolała, bo przecież to był rywal w naszym zasięgu. Tak się jednak potoczyło. Sami też jesteśmy sobie winni. Każda drużyna w sezonie ma taki moment, że rozgrywa nijaki mecz. Mam nadzieję, że to już nasz ostatni taki. Odpowiedzią na to, czy była to wpadka, czy mamy jakiś większy problem, będzie kolejne spotkanie. Wierzę, że się otrząśniemy po tamtej wpadce.

Reklama

Wasza sytuacja nie jest zła. Macie 5 punktów przewagi nad ostatnią drużyną w tabeli, ale idealna też nie jest.

– Nawiązując jeszcze do tego ostatniego meczu, to bardzo wierzyliśmy w to, że go wygramy i zyskamy komfort. Ale tego komfortu nie mamy. Od początku, jak tutaj przyszedłem i zmieniałem drużynę, to miałem świadomość, że najpierw musimy odrobić dystans do innych drużyn, by potem podjąć z nimi rywalizację. Pierwszy etap zrealizowaliśmy, nawet z nawiązką. Teraz ten ostatni mecz spowodował, że punktów nam wciąż brakuje. W większości meczów byłem zadowolony z postawy chłopaków, ale to jeszcze nie koniec rywalizacji. Mam nadzieję, że ta przegrana z GKS-em postawi nas teraz do pionu. Liga się nie skończyła, każda z tych drużyn z dołu tabeli chce się utrzymać.

Teraz macie łatwego rywala – Widzew.

Reklama

– Proszę tak nie mówić. Nie ma w lidze łatwych spotkań i nie jest to tylko puste zdanie.

Mamy przykład z ostatniej kolejki i wspomnianego naszego meczu z GKS-em. Nawet w transmisji telewizyjnej z tego spotkania powiedziano, że mamy łatwy mecz, bo takie było podejście do niego. To uśpiło czujność – komentatora i niestety naszych piłkarzy. A zawsze zwracam uwagę na to, by być maksymalnie skoncentrowanym.

Tym razem się jednak nie udało.

– Nie udało, ale tak jest w piłce. Mówi pan, że Widzew to łatwy rywal, ale są tam wartościowi piłkarze. Poza tym i nam, i Widzewowi brakuje punktów. My gramy o życie, bo o utrzymanie, a oni o życie, bo o szóstkę. Mamy inne cele, ale i my musimy wygrać, i nasz rywal.

Którzy to wartościowi piłkarze w Widzewie?

– Mówię ogólnie. O tym, że w każdej drużynie pierwszej ligi są wartościowi piłkarze. Widzew ma liczną kadrę, potencjał jest naprawdę spory. Oczywiście to nie wystarczy, by osiągać sukcesy. Są też inne zmienne, czasem pewne aspekty nie działają.

Można powiedzieć wprost, że Widzew zawodzi?

– Jeżeli mówimy o celach, jakie postawiono przed zespołem, czyli pierwsza szóstka, to zawodzi, bo jest poza nią. Trochę punktów uciekło za łatwo.

Mam na myśli choćby trzy kolejne remisy na swoim stadionie. Jeżeli walczyć o czołówkę ligi, to trzeba wygrywać u siebie.

A mówi to specjalista od remisów.

– Dlaczego? Wciąż wspomina mi się serię remisów w Widzewie, ale tymi remisami można było zrobić awans. Po moim odejściu jednak lepiej nie było.

No właśnie, te odejścia. Zwolnienia trenerów to plaga w polskiej piłce. Widzew niedawno zwolnił Enkeleida Dobiego. Dobrze zrobił?

– Nie wiem. Jestem za daleko od tego. Nie pokuszę się więc o ocenę tej sytuacji. Nie znam wielu spraw, więc po co mam się wymądrzać? Ogólnie rzecz biorąc podchodzę do tego tak, że jak ktoś zaczął pracę, to powinien ją dokończyć, a potem powinno się go rozliczyć, wyciągnąć wnioski. W ekstraklasie w tym sezonie też było kilka akcji ratunkowych. Szefowie klubów nie wytrzymują napięcia.

Zastanawiam się, czy obrońcy Resovii mają się czego obawiać, bo siła ofensywna Widzewa nie jest najwyższa.

– Przed meczem z GKS-em też można było tak myśleć, a przegraliśmy. Czasem można naprawdę przegrać samemu ze sobą złym podejściem do meczu. Nie odpowiem konkretnie na pytanie o siłę ofensywną Widzewa. Przed nami szczegółowa analiza, ale nie można ocenić jej w takiej kategorii, że nie ma z przodu nikogo, kto mógłby nam zagrozić.

Widzew nie jest w szóstce ligi, ale jednak jakieś punkty zdobył, jest niej blisko. Czegoś tam brakuje, ale przecież nie jest tak bardzo źle.

Spytam pana teraz jako kibica Widzewa. Czy łódzka drużyna awansuje do ekstraklasy?

– Na pewno może jeszcze wejść do szóstki. Liczyłem, że po naszym remisie z Sandecją, której zabraliśmy dwa punkty, Widzew pójdzie w górę, bo miał mecz u siebie. Ale nie wygrał wtedy. Teoretycznie awans wciąż jest możliwy, ale to też kwestia wyników drużyn, które są w czołówce.

Gdyby mógł pan postawić 100 zł, to na to by pan postawił – na to, że Resovia się utrzyma, czy Widzew awansuje?

– Raczej nie bawię się w takie spekulacje, ale przede wszystkim zadbałbym o swoje miejsce pracy, dla niego się poświęcam. Inaczej patrzę na pewne sprawy jako kibic, a inaczej jako trener Resovii. Zrobię wszystko, by ona się utrzymała.

A jaką widzi pan przyszłość?

– Bardzo bym chciał, by każdy mecz przybliżał nas do utrzymania. Gdy to osiągniemy, to pozwoli nam to planować przyszłość. Ludzie, którzy odpowiadają za Resovię, chcą ją widzieć lepszą i mają dobre pomysły. Chcą zrobić krok do przodu.

Z Mroczkowskim?

– Oczywiście, jeśli osiągniemy nasz cel, to usiądziemy i będziemy rozmawiać o tym, co dalej.

A jak Pan widzi przyszłość Widzewa?

– Myślę, że dużo się zmieni. W końcu musi być plan, który będzie konsekwentnie realizowany. Do tej pory było za dużo chaosu, niekompetentnych ludzi w klubie.

Trzeba oczyścić atmosferę. Gdy wracałem do klubu po przerwie, to mówiłem, że jest za mało Widzewa w Widzewie i to podtrzymuję.

Autor: Janek

Piłka nożna

Radosław MroczkowskiWidzew Łódź

Dodaj komentarz