Reklama
Reklama

Trener Widzewa odrobił pracę domową

Czas 4 min czytania
Trener Widzewa odrobił pracę domową

Janusz Niedźwiedź, trener Widzewa/fot. Marcin Bryja, widzew.com

Trener Janusz Niedźwiedź robi dobrą robotę. Są na to dowody – wyniki Widzewa i poprawa tego, co nie działało wcześniej.

Reklama

Widzew ma dwa GKS-y na rozkładzie. Dwa mecze i sześć punktów – nie mogło być lepiej. To wynik, którego mieliśmy prawa nie oczekiwać, bo przecież wcześniej drużyna trenera Janusza Niedźwiedzia zaliczyła słabą serię – na koniec jesieni i na początku wiosny. Ale teraz możemy już liczyć mecze zwycięskie. Dwie wygrane to może jeszcze nie seria, ale biorąc pod uwagę, że po raz ostatni dwa kolejne spotkania Widzew wygrał w październiku, to po cichu możemy sobie odliczać.

CZYTAJ TEŻ: Oceny piłkarzy Widzewa. „Kitmen”, ale ty nam zaimponowałeś w tej chwili

Reklama

Dwutygodniowa przerwa w rozgrywkach na mecze reprezentacji przyszła w idealnym momencie dla czerwono-biało-czerwonych. Wcześniej prezes Mateusz Dróżdż i trener Niedźwiedź przekonywali nas, że problem drużyny został zdiagnozowany i wdrożony zostanie plan naprawczy. Wyniki wskazują na to, że nie było to gadanie pod publiczkę. Niedźwiedź odrobił zadanie domowe.

Czech urządził się w obronie Widzewa

Świadczą o tym nie tylko zwycięstwa, chociaż te są najważniejsze. Przyjrzymy się drużynie bliżej. Zmiany, jakimi zaskoczył trener, niektórych wręcz szokowały, ale okazały się trafione. Dotychczasowi pewniacy do składu, czyli Krystian Nowak w środku obrony i Paweł Zieliński na prawym wahadle, wylądowali na ławce. Zastąpili ich Marek Hanousek i Karol Danielak. Czech, w swoim stylu, od razu urządził się przed bramką Widzewa, przejął ją we władanie. Nowak nie robił wielu błędów, to solidny obrońca od lat, ale Hanousek robi wszystko szybciej od kolegi, a w przy tym ustawieniu i tym planie na grę, czyli wyprowadzaniu piłki od bramkarza, poprzez obrońców i drugą linię do przodu, szybkość wyprowadzania tych akcji jest kluczowa. Czech to ma. Warto też zwrócić uwagę, że rywale łodzian właściwie mają wstęp wzbroniony pod bramkę Widzewa. Czech i jego koledzy z bloku zamienili tę strefę w „pole bramkowe to lawa”. Zresztą Niedźwiedź w tej kwestii odrobił pracę domową już wcześniej, z innym ustawieniem defensywy. Od lania w meczu z Arką Gdynia (2:5) Widzew stracił już tylko dwa gole – oba po „strzałach życia” rywali z bardzo daleka, kiedy nie zawaliła obrona łodzian, a bramkarze. Przeciwnicy nie mieli wielu okazji pod bramką.

Reklama
GKS Katowice – Widzew Łódź 0:2. Marek Hanousek strzela gola z rzutu karnego/fot. Marcin Bryja, widzew.com

Z kolei na wahadle potrzeba trochę szaleństwa. Zieliński sprawiał wrażenie za bardzo skupionego na zadaniach defensywnych (robił to dobrze), ale często zapominał o atakowaniu. Danielak ma w drugą stronę, a na etapie, na jakim znalazł się Widzew – kiedy trzeba punktować za wszelką cenę – to kluczowe. Teraz pewnie wróci Zieliński, bo Danielak będzie pauzował za kartki. Może zobaczymy nowego lepszego Zielińskiego?

Reklama

Patryk Lipski zaczyna czuć flow

Wracając jeszcze do obrony, oczywiście nie zawsze wystarczyło do osiągania dobrych wyników (remis z Górnikiem Polkowicami i porażka z Odrą Opole), bo im dalej od własnej bramki, tym było gorzej. I to udało się naprawić. Do tej pory wydawało się, że w środku pomocy jest miejsce tylko dla Hanouska i Dominika Kuna. Przesunięcie tego pierwszego do tyłu spowodowało, że nareszcie znalazła się przestrzeń dla Patryka LIpskiego. I to był klucz do poprawy gry ofensywnej. 27-latek mówił kilka dni temu, że przerwa w rozgrywkach bardzo mu pomogła, bo podciągnął się pod względem fizycznym i taktycznym, i to widać gołym okiem. Widać, że drzemie w nim jeszcze większy potencjał (znając go staramy się oceniać jego grę surowo), który zaczyna się budzić. Świetnych było kilka jego podań w obu meczach z GKS-ami. To do Przemysława Kity to była „truskawka na torcie” używając języka menedżera Lipskiego, czyli Tomasza Hajty. Lipski zaczyna czuć „flow”, a to – jak czytamy w internecie – „stan psychiczny, w którym osoba wykonująca jakieś zadanie jest w to, co robi, w pełni zaangażowana, jest zanurzona w działanie całym sercem i umysłem. To po prostu bycie w tym, co jest, płynięcie z prądem rzeki”. Do tego dochodzi Bartłomiej Pawłowski, który robi swoją robotę. To jednak temat na inny artykuł.

Kita to też piłkarz odzyskany. Kibice bardzo naciskali na trenera, by w końcu dał mu szansę i Niedźwiedź chyba się złamał, bo nagle wystawił Kitę od początku w meczu z Odrą. Kompletnie się to nie udało. Można nawet  było odnieść wrażenie, że szkoleniowiec Widzewa zrobił to, by kibice się odczepili i by pokazać, że Kita po dwóch poważnych kontuzjach nie jest tym samym piłkarzem co jesienią 2019. Pewnie, że nie jest, ale wciąż może się drużynie przydać. 28-latek potrafi zaatakować rywala, gdy ten już jest zmęczony. Szarże Kity potrafią robić dziury w murze obronnym przeciwników i tak było w Katowicach. Pięknie to zrobili Lipski i Kita.  

Reklama

Co jeszcze naprawił Niedźwiedź? Pamiętajcie jesień i problem z meczami na wyjazdach? Przed zimą trener obiecywał, że będzie z drużyną nad tym pracował. Od wstydliwej porażki w Bielsku-Białej, kiedy łodzianie przegrali aż 0:4, Widzew rozegrał pięć meczów na stadionach rywali. Nie przegrał już żadnego, dwa z nich wygrał, stracił tylko dwa gole. W czterech ostatnich spotkaniach na wyjazdach nie dał sobie strzelić już ani jednej bramki.

Widzew nie gra pięknie, gra skutecznie

Mecze Widzewa nie są piękne, tak jak piękne były niektóre jesienne zwycięstwa. Mecze Widzewa są skuteczne i teraz to jest najważniejsze. Nieważne jak, ważne z jakim skutkiem. Ale chyba drużyna się rozkręca. Coraz częściej udają się akcje, które były charakterystyczne dla drużyny z początku sezonu, gdy piłka chodziła jak po sznurku i kończyła w sieci. To powinno nakręcać widzewiaków, bo nic tak pozytywnie nie wpływa na piłkarzy, niż świadomość, że im się udaje, że mogą grać ładnie, szybko, skutecznie, lepiej od przeciwników. To buduje nie tylko atmosferę, ale też poczucie własnej wartości.

W niedzielę w Sercu Łodzi Widzew podejmie Skrę Częstochowa. Potem znów u siebie Puszczę Niepołomice i na wyjeździe z GKS-em Jastrzębie. Nie są to rywale, których trzeba się bać. To wręcz bardzo dobry terminarz. Do wzięcia jest – trzeba to pisać wprost – 9 punktów. Oczywiście trzeba pamiętać, że w piłce wszystko jest możliwe, że naprawdę w tej lidze „każdy może wygrać z każdym”, ale to się teraz nie ma prawa Widzewowi zdarzyć. Teraz, na tym etapie rozgrywek, gdy rywale są blisko, musi obowiązywać zasada „Widzew musi wygrać z każdym”.

Reklama

Piłka nożna

Janusz NiedźwiedźWidzew Łódź

Dodaj komentarz

Reklama