Reklama
Reklama

Widzew nie umie w rundę wiosenną

Czas 4 min czytania
Widzew nie umie w rundę wiosenną

Byli trenerzy Widzewa: Franciszek Smuda i Marcin Broniszewski/fot. Wiktor Komorowski/widzew.com

Dla Widzewa chyba lepiej byłoby – wzorem lig w Skandynawii i w krajach nadbałtyckich – grać w systemie wiosna-jesień. Może w ten sposób udałoby się przezwyciężyć wiosenną traumę?

Reklama

Nie chcąc się już pastwić nad Widzewem, wierząc, że zaraz odpali, przypomnijmy tylko dla porządku, że na starcie wiosennej części rozgrywek w Fortuna 1. Lidze zdobył tylko cztery punkty w trzech meczach. W dwóch z tych spotkań zaliczył prawdziwe wpadki – przegrał u siebie z Arką Gdynia 2:5 i bezbramkowo zremisował z ostatnim w tabeli Górnikiem Polkowice. I tyle – na razie – o teraźniejszości.

Po każdej jesieni przychodzi zima, a jak zima to okres przygotowawczy. Czasem przychodzi za wcześnie. Kiedy drużynie idzie, a nagle trzeba kończyć rozgrywki, to dziennikarze zwykle pytają trenerów: „Czy nie wolelibyście grać dalej, skoro tak dobrze idzie?” A trenerzy zwykle odpowiadają, że bardzo by chcieli, bo zespół jest w formie, ale nie ma wyjścia i trzeba jechać na urlop.

Reklama

W Widzewie z przerwy się raczej cieszyli, bo od wygranej z Koroną Kielce w październiku zaliczyli już tylko jedno zwycięstwo w siedmiu meczach i odpadli z Fortuna Pucharu Polski. Gra też nie była najlepsza, więc odpoczynek wydawał się wskazany.

Dla Widzewa to koszmar

Po każdej jesieni przychodzi zima i u kibiców pojawiają się pytania, jaką drużynę zobaczymy na wiosnę. Nie chodzi tylko o transfery, chociaż te rozgrzewają w zimowe dni najlepiej, ale o to, w jakiej formie będzie w pierwszych wiosennych meczach. Niby coś tam sugerują sparingi, ale nie zawsze. Zdarzało się, że zespół, który wygrał wszystkie mecze kontrolne w zimie, wiosną w lidze zawodził. I na odwrót. Czasem jest tak, że trenerzy z formą trafią właśnie na okres przygotowawczy, stąd dobra gra i wyniki w sparingach. A potem forma gdzieś ucieka.

Reklama

Innym razem tak, że początek rundy drużyna ma słaby, a potem odpala: piłkarze biegają jak szaleni od pierwszej do ostatniej minuty i drużyna wygrywa mecz za meczem. Liczymy, że tak będzie właśnie w przypadku Widzewa.

Reklama

W każdym razie po zimie zawsze jest niewiadoma, tzn. może nie zawsze. Od kilku lat przy al. Piłsudskiego 138 rundy wiosenne to koszmar. Najgorsza trauma. Prześledźmy więc.

Enkeleid Dobi jako trener Widzewa/fot. Marian Zubrzycki

To co w Widzewie działo się rok temu, idealnie pasuje do tej teorii. Jeszcze zanim rozpoczęła się runda wiosenna, mówiło się, a dziennikarze pisali o tym, że pracę może stracić trener Enkeleid Dobi. Nie stracił, tzn. wtedy nie. Zaczął z drużyną rundę rewanżową i chociaż nie przegrał siedmiu pierwszych meczów, to niedługo potem, po porażce z Zagłębiem Sosnowiec i remisie z Puszczą Niepołomice, został zwolniony.

Zastąpił go jego asystent Marcin Broniszewski, który miał walczyć o ekstraklasę. Widzew był wtedy siódmy i tracił 2 punkty do barażów. Ligę skończył na dziewiątej pozycji ze stratą już 10 punktów do szóstej lokaty. Zmiana trenera okazała się więc dużym błędem. Broniszewski ze swoją drużyną wygrał tylko dwa mecze z dziesięciu spotkań. To była fatalna wiosna 2021.

Reklama

Dziwna wiosna 2020

Rok wcześniej wiosna była… dziwna. Z jednej strony drużyna, prowadzona wtedy przez Marcina Kaczmarka, grała źle. Jeśli wygrywała, to były to zwycięstwa wymęczone. Gdy strzelała gola, to zaraz brała się za obronę tego wyniku. Nie zawsze się udawało. Z drugiej strony, dzięki udanej jesieni, w której brylowali m.in. Marcin Robak i Przemysław Kita, Widzew nazbierał sporo punktów i… wywalczył awans do Fortuna 1. Ligi.

Okoliczności tego awansu były jednak fatalne. Drużyna Kaczmarka wywalczyła go naprawdę o włos. Sezon zakończyła z taką samą liczbą punktów, co GKS Katowice. Z siedmiu ostatnich meczów Widzew wygrał tylko jeden. W tym ostatnim – ze Zniczem Pruszków w Sercu Łodzi – też przegrał. Ale że GKS jedynie zremisował, to awans wywalczył Widzew. Jego styl tak rozsierdził jednak kibiców, że część z nich wbiegła na murawę. Dwóch piłkarzy zostało uderzonych w twarz. Wiosna 2020 z pewnością przejdzie do historii klubu.

Marcin Kaczmarek Fot. Marian Zubrzycki

Słynne remisy Widzewa i autobus widmo

Cofnijmy się o rok. Wiosna 2019. Pracę – znów w kwietniu – traci trener Radosław Mroczkowski. Stało się to po serii remisów. Jego drużyna była wtedy na miejscu dającym bezpośredni awans (dwa punkty przewagi), ale szefowie klubu nie wytrzymali. Mroczkowskiego zastąpił Jacek Paszulewicz, który nie miał wielkiego doświadczenia i to się niestety szybko okazało. Nowy trener z Widzewem zaliczył serię pięciu… remisów z rzędu, raz wygrał i dwa razy przegrał, Awansu nie było, ale był wstyd. Oj tak, wiosna 2019 zostanie zapamiętana na długo.

Reklama

CZYTAJ TEŻ. Widzew szuka nowego bramkarza. Ale jak, skoro okres transferowy się skończył?

Wiosna 2018 też była ciekawa. Zakończyła się awansem do 2. ligi, więc znów wydawać by się mogło, że było ok. Było bardzo daleko od ok. O awansie decydować miał mecz z Lechią Tomaszów w Łodzi. To wtedy główny rywal Widzewa. W obecności ponad 17 tysięcy kibiców padł jednak remis i awansu nie było. Do dzisiaj po internecie krąży zdjęcie otwartego autobusu, który pusty wraca do bazy. Właśnie nim piłkarze mieli po meczu z Lechią przejechać na plac Wolności.

O awansie decydował ostatni mecz – słynny mecz w Ostródzie. Przed ostatnią kolejną pracę stracił trener Franciszek Smuda, który zupełnie się pogubił i zastąpił go właśnie Mroczkowski. Widzew wygrał 3:2 po golu w 88. minucie i awansował mając tyle samo punktów na koniec co Lechia.

Reklama

Wstyd Widzewa w Sercu Łodzi

Wiosna 2017 to 3. liga i brak awansu. Wywalczyła go drużyna Finishparkietu Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie, która w tabeli wyprzedziła ŁKS i Widzew, a że potem nie przystąpiła do rozgrywek, to z awansu cieszył się ŁKS. Może byłby to Widzew, ale grupa kibiców i piłkarzy wymyśliła, by puścić mecz Finishparkietowi, by ten wyprzedził drużynę z al. Unii. Wstydliwa to była wiosna dla Widzewa.

Rok wcześniej było lepiej, chociaż też bywało nerwowo. To był pierwszy sezon po reaktywacji. Zaczął go Witold Obarek, a kończył Marcin Płuska i to właśnie on wprowadził Widzew do 3. ligi. Stało się to na trzy kolejki przed końcem po wygranej ze Zjednoczonymi Stryków.

Wcześniejszych wiosen nie będziemy już tak szczegółowo wspominać, ale wierzcie nam na słowo, były beznadziejne. Najpierw Widzew Sylwestra Cacka spadł z ekstraklasy, a potem z pierwszej ligi i w końcu się rozpadł.

Reklama

Każdą traumę można przepracować i wrócić do równowagi. Widzew ma jedenaście meczów, by uczynić tę wiosnę piękną i zapomnieć, co było wcześniej.  

Piłka nożna

Widzew Łódź

Dodaj komentarz

Reklama