Reklama
Reklama

Widzew po meczu w Berlinie. Wyjazd na plus

Czas 3 min czytania
Widzew po meczu w Berlinie. Wyjazd na plus

Union Berlin - Widzew Łódź. Konrad Reszka i Krystian Nowak/fot. Marcin Bryja/widzew.com

Widzew rozegrał nieplanowany wcześniej mecz kontrolny z czołową drużyną Bundesligi. Czy gra z tak mocnym rywalem miała sens? Jak najbardziej!

Reklama

We wtorek widzewiacy w trybie pilnym wsiedli do autokaru i pojechali do Berlina na mecz z Unionem Berlin. To czwarty zespół Bundesligi, który walczy o Ligę Mistrzów. Widzew nie miał w planach takiego meczu. Sprawa wyskoczyła nagle. – Mój przyjaciel Sebastian Podsiadły jest analitykiem i asystentem u trenera Ursa Fischera. Poznaliśmy się parę lat temu, gdy pracował w Kaiserslautern, często wymieniamy się poglądami. W poniedziałek po 12 dostałem od niego pytanie, czy nie chcemy zagrać meczu kontrolnego. Trochę się zdziwiłem. My dopinamy transfery, a ty mi tu o sparingu z Unionem opowiadasz?! Ale propozycja była jak najbardziej poważna i można się tylko cieszyć, że młodzi Polacy się wspierają – opowiada na portalu Weszło Łukasz Stupka, dyrektor sportowy Widzewa.

Dodał, że w klubie byli jednomyślni i zapadła decyzja, by jechać. – Gdy pojawia się możliwość gry z zespołem Bundesligi, to się nie odmawia – powiedział. I trudno się z tym nie zgodzić. Chyba żadna polska drużyna nie miała tej zimy tak mocnego rywala. To plus.

Reklama

Widzew na zielonej trawie

Nie ma nawet znaczenia fakt, że Widzew jest na zupełnie innym etapie, niż niemiecki zespół. Bundesliga gra od początku stycznia. Za sobą ma już trzy kolejki. Gdy Union rozgrywał pierwsze w tym roku spotkanie, to łodzianie dopiero wracali z urlopów. Za nimi ponad dwa tygodnie bardzo ciężkich treningów i dwa sparingi. Wszystko na sztucznej murawie. W Berlinie dopiero po raz pierwszy wyszli na zieloną naturalną murawę. Na takich mają ćwiczyć w Turcji na zgrupowaniu. Każdy trening na takim boisku to wartość dodana. To więc wielki plus.

Widzew skazywany był na porażkę w Berlinie i niewiele brakowało, by tak było. Widać było nie tylko różnicę w przygotowaniu do gry, ale przede wszystkim inną piłkarską jakość poszczególnych piłkarzy i całych zespołów. Mowa o czołowej drużynie jednej z najsilniejszych lig w Europie i zapleczu polskiej ekstraklasy. To więc – na oko – różnica jakichś pięciu poziomów.

Reklama

Ale drużyna Janusza Niedźwiedzia dała radę. Udało się nie stracić gola i zremisować. Plus. Duża w tym zasługa Jakuba Wrąbla i Konrada Reszki. Ten drugi po raz kolejny pokazał, że można na niego liczyć.

Reklama

W obronie na pochwały zasłużył zwłaszcza Krystian Nowak. On też potwierdził, że z nim defensywa drużyny jest silniejsza. Zadebiutował w pierwszym składzie Adam Dębiński. To 17-latek, który jesienią podpisał kontrakt profesjonalny z Widzewem. Fajnie, że wchodzi do drużyny. Każdy taki mecz zaprocentuje. Plus.

Kolejny plus to debiuty Kristoffera Hansena i Martina Kreuzrieglera, który niemal z marszu wszedł do zespołu. To dobry znak. To pokazuje, że obaj są od razu gotowi do pracy. Jesienią nowi obcokrajowcy – Fabio Nunes, Mattia Montini, Daniel Villanueva i Abdul Aziz Tetteh – potrzebowali tygodni, by się odbudować po długim czasie bez regularnej gry. Norweg i Austriak mają za sobą sezon w norweskiej ekstraklasie, w którym grali regularnie.

Kristoffer Hansen, Widzew, fot. Marcin Bryja

Oczywiście Union miał zdecydowaną przewagę. Widzew miał kupę szczęścia, że nie przegrał. To był trochę mecz podobny do tego jesiennego w Kielcach, gdy rywale też cisnęli, ale pokonać bramkarza gości nie mogli. Jedna właściwie akcja Widzewa przyniosła mu wygraną. W Berlinie też mogło tak być, bo przed szansą stanął Przemysław Kita. I takie mecze bywają. – Przy tych ciężkich treningach, które mieliśmy do tej pory, był to przyjemny przerywnik, dający możliwość zmierzenia się z zespołem zajmującym obecnie jedno z najwyższych miejsc w Bundeslidze. Mamy dużo materiału do analizy, a dla wszystkich zawodników była to szansa sprawdzenia się na tle bardzo silnego rywala – podsumował trener Janusz Niedźwiedź.

Reklama

Już w piątek kolejny sparing – o godzinie 13 na Łodziance z Ruchem Chorzów. Trener będzie musiał trochę pokombinować ze składem. Najpewniej zagrają ci, którzy w Berlinie grali krócej. Nie będzie to jednak takie proste, bo kontuzjowany jest Tomasza Dejewski, a Daniel Tanżyna nie czuł się dobrze i nie mógł zagrać z niemiecką drużyną. Trzeba będzie jakoś poskładać defensywę.

Odpoczynku potrzebują też na pewno Marek Hanousek i Dominik Kun. Czech zagrał cały mecz, Kun prawie cały. Teraz powinni ich zastąpić młodzi.

Reklama

Piłka nożna

Widzew Łódź

Dodaj komentarz

Reklama