Choć matematyczne szanse na spadek nadal są, to zwycięstwem z Lechią widzewiacy praktycznie zapewnili sobie utrzymanie. Przy Piłsudskiego powiało świeżością.
“Jeden gol, drugi gol, trzeci leci…” śpiewali ironicznie kibice Widzewa podczas meczu z Pogonią Szczecin w końcówce lutego. Niewiele brakowało, by w trakcie piątkowego meczu z Lechią, również zaśpiewali tę radosną przyśpiewkę. Teraz jednak już nie z powodu wyśmiania gry swoich piłkarzy, a dlatego, że Widzew był bliski wygrania z Lechią więcej niż dwiema bramkami. Niestety, nieskuteczność łodzian w końcówce na to nie pozwoliła. Ale to nieważne, bo liczą się trzy punkty i kolejny pewnie wygrany mecz. Dzięki niemu łodzianie w zasadzie zapewnili sobie utrzymanie. Żeby czerwono-biało-czerwoni spadli z ligi, musiałby się wydarzyć prawdziwy kataklizm.
Jeszcze niedawno wydawało się, że spadek jest całkiem prawdopodobny. Trudno żeby było inaczej skoro drużyna pod wodzą trenera Daniela Myśliwca w czterech meczach zdobyła jeden punkt, strzeliła dwa gole, a straciła dwanaście. Nadzieję dał Patryk Czubak, który jako trener tymczasowy w trzech meczach wywalczył cztery “oczka”. Zeljko Sopić w piątek zadebiutował w Sercu Łodzi i wygrał swój drugi mecz z rzędu. W Gliwicach RTS był zespołem lepszym i zwyciężył na wyjeździe po raz pierwszy od października. Wygrana z Lechią przedłużyła serię wygranych do trzech z rzędu, co ostatni raz miało miejsce…w październiku 2022 roku. Wtedy łodzianie pokonali Piast, Zagłębie i Miedź.
Kibice tęsknili za takim Widzewem. Wygrana z Gieksą pod wodzą Patryka Czubaka dała olbrzymią ulgę, ale to było zwycięstwo wyszarpane, wymęczone. Trumfy w meczach z Piastem i Lechią miały w sobie jakąś lekkość, świeżość. Zawodnicy znowu cieszą się grą, nie unikają efektownych zagrań, żyją meczem. Oczywiście Widzew nie dominuje rywali od 1. do 90. minuty, ale to normalne. Mówi o tym sam trener Sopić.
– Nie jesteśmy Realem Madryt. Jesteśmy Widzewem i trzeba pamiętać, że od niedawna zaczęliśmy wygrywać regularnie. Pod wodzą Patryka Czubaka wygraliśmy pierwszy raz od grudnia. Tydzień temu w Gliwicach zwyciężyliśmy na wyjeździe pierwszy raz od października. Mieliśmy wystarczająco sytuacji, żeby wygrać i to zrobiliśmy – mówił Chorwat na pomeczowej konferencji.
Wracając jeszcze do kibiców – w piątek znowu pokazali, że są dwunastym zawodnikiem RTS-u. Potwierdziły to zresztą słowa obu szkoleniowców po końcowym gwizdku. John Carver stwierdził, że atmosfera była niesamowita, a Sopić przyznał, że widząc wsparcie kibiców, miał ochotę się popłakać. Świetny doping, kapitalna oprawa i podziękowania dla Tomasza Stamirowskiego za jego wkład w odbudowę klubu. Wszystko tego dnia stało na najwyższym poziomie,