Zastanawiam się, czemu inne drużyny potrafią dobrze grać wiosną, a Widzew nie?
ŁKS swoimi dawnymi występami w meczach rund rewanżowych zapracował na zaszczytne miano Rycerzy Wiosny. Zastanawiam się, jak powinniśmy nazywać piłkarzy Widzewa po ich meczach wiosennych w ostatnich latach? Wiosenna dżuma, zamulony przebiśnieg albo klątwa przednówka zdają się dobrze określać postawę drużyny w rundach wiosennych ostatnich sezonów piłkarskich.
Pamiętam początki rund rewanżowych w wykonaniu drużyny Franciszka Smudy, bo sam w nich uczestniczyłem, więc wiem, jak czują się piłkarze w takich momentach. Też graliśmy i biegaliśmy bardzo źle i mimo że ta sytuacja powtarzała się rokrocznie, nikt nic nie zmieniał. Tyle, że my po kilku złych spotkaniach, w których „wymęczyliśmy” punkty, wracaliśmy na dobre tory.
Przypomnijmy, jak wyglądają ostatnie wiosny Widzewa. Pierwszy sezon w drugiej lidze pod wodzą trenera Mroczkowskiego. Jesienią, na kilka kolejek przed końcem rundy, Widzew miał 11 punktów przewagi nad czwartym miejscem nie dającym awansu. Potem nastąpiła katastrofa w Grudziądzu, z prowadzenia 0:2 w kilku doliczonych minutach drużyna traci trzy gole i przegrywa mecz. Następnie wiosna człapiących remisów i Widzew kończy ligę na piątym miejscu. Rok później upragniony awans. Jesień zakończona na pierwszym miejscu w tabeli, potem tradycyjnie katastrofalna wiosna i sezon zakończony porażką ze Zniczem u siebie i awansem tylko dzięki słabości GKS Katowice, który zremisował w ostatniej kolejce z Resovią. Tu należy dodać, że klątwa rozszerzyła swój zasięg, gdyż sezon kończony był w lipcu ze względu na pandemię i może to sprawiło, że jako beniaminek pierwszej ligi cały następny sezon Widzew grał słabo, i jesienią, i wiosną.
W obecnym sezonie jesień była chwilami bardzo dobra, zakończona na drugim miejscu w tabeli, ale wiosną wróciło wszystko do normy. Człapiącej, wolnej, nużącej normy i frustracji kibiców.
Reklama
Zastanawiam się skąd ta prawidłowość? Co jest przyczyną takiego stanu rzeczy? Czemu inne drużyny potrafią grać na wiosnę a Widzew nie?
Oczywiście nie znam odpowiedzi, więc podobnie jak wszyscy, mogę się wypowiedzieć.
Szukam najprostszych przyczyn kryzysu, nie jakichś skomplikowanych teorii, przyglądam się bazowym, podstawowym cechom. Dla piłkarzy zawsze bazą jest fizyczność, jakaś jej forma niezmiennie wpływa na ich dyspozycję. Szybkość, wydolność, siła, moc, wytrzymałość szybkościowa itd. Gdy za Smudy graliśmy źle, przyczyną był brak szybkości, biegaliśmy dużo, ale wolno, w jednym tempie.
Idąc tym tropem, przyjrzałbym się w tych wszystkich wymienionych sezonach ruchom personalnym dokonanym każdej jesieni w sztabie trenerskim. Przeanalizowałbym działania i plany trenerów od przygotowania fizycznego na okres zimowy. W drugiej kolejności zastanowiłbym się nad zmianami w pierwszym składzie drużyny pomiędzy jesienią i wiosną w kontekście możliwości fizycznych nowych piłkarzy. Czy transfery zimowe wspomogły czy osłabiły fizyczność ekipy?
Oczywiście piłka nauczyła mnie przez lata, że pomimo swej prostoty jest bardzo skomplikowaną dyscypliną i na taki stan widzewskich wiosen wpływa dużo więcej czynników. Mimo wszystko szukałbym tych, które zdają się mieć największy wpływ na drużynę.
A może czas zatrudnić szamana, by odczynił wiosenną klątwę, by nie przekształciła się w całoroczną?