Reklama
Reklama
Reklama

Zwycięstwo bez uśmiechu. ŁKS się męczył, ale zdobył trzy punkty

Czas 3 min czytania
Zwycięstwo bez uśmiechu. ŁKS się męczył, ale zdobył trzy punkty

fot. Marian Zubrzycki

ŁKS wygrał z Górnikiem i strzelił pierwszą od miesiąca bramkę z gry. To jednak koniec dobrych wieści z Polkowic. Na tle drugiej najsłabszej drużyny ligi ŁKS zaprezentował się blado i przez większość spotkania nie potrafił przejąć nad nim kontroli.

Mecz był od pierwszych minut szarpany, z dużą ilością faulów i przerw. Najdłuższa z nich miała miejsce w 10. minucie. Walczący o piłkę w polu karnym Radaszkiewicz został nadepnięty przez Antoniego Kozubala. Sędzia początkowo puścił grę, ale wrócił do tej sytuacji, skonsultował się z sędziami VAR, obejrzał ją ponownie i podyktował rzut karny dla ŁKS-u. Do piłki podszedł Pirulo. Hiszpan strzelił mocno, tuż obok prawego słupka, a Marcin Furtak rzucił się w przeciwną stronę – było 1:0 dla gości!

Reklama

Raptem pięć minut później gospodarze mieli świetną okazję do wyrównania wyniku. Po rzucie rożnym egzekwowanym przez Górnika Piątkowski wykorzystał zamieszanie w polu karnym i uderzył z najmniejszej odległości na bramkę łodzian. Na szczęście zarówno jego próbę, jak i dobitkę, udało się obrońcom ŁKS-u zablokować. Goście odpowiedzieli dynamiczną kontrą z 22. minuty, kiedy Wolski zakończył rajd prawym skrzydłem dograniem do wbiegającego w pole karne Radaszkiewicza. Napastnikowi biało-czerwono-białych nie udało się jednak dopaść do piłki.

Pomimo prowadzenia ŁKS nie potrafił ustabilizować i uspokoić gry; raczej dostosowywał się do znacznie słabszego piłkarsko rywala niż narzucał mu własne warunki. W efekcie po obu stronach oglądaliśmy dużo niedokładnych zagrań, strat, wysokich podań i faulów. Co więcej, w tym chaosie więcej z gry mieli gospodarze, którzy dwukrotnie poważnie zagrozili bramce Kozioła. W 30. minucie z obrębu pola karnego uderzał głową Maciej Biernat, a sześć minut później defensorzy ŁKS-u dopuścili do tego, że Mateusz Piątkowski znalazł się w sytuacji sam na sam z Markiem Koziołem. Na szczęście dla ełkaesiaków piłka po jego strzale przetoczyła się obok słupka.

Reklama

Budowanie akcji ofensywnych przychodziło ełkaesiakom z bardzo dużym trudem. Porażające, że grając przeciwko drugiej najgorszej defensywie w lidze (52 stracone bramki!) biało-czerwono-biali wyglądali na tak bezradnych. Marcin Pogorzała często podkreśla, że jego zespół ma odpowiednio zarządzać meczem, kontrolować grę, dążyć do zdobycia bramki. To, co ełkaesiacy pokazali w pierwszej połowie było dokładnym zaprzeczeniem słów ich trenera. Łodzianie grali wolno, bez pomysłu i przekonania, oddawali pole gry rywalom, sami prosili się o problemy. Uczciwie trzeba stwierdzić, że ich jednobramkowe prowadzenie nie oddawało przebiegu gry. To polkowiczanie stworzyli więcej groźnych sytuacji podbramkowych, i schodząc do szatni, mieli prawo czuć niedosyt.

Na początku drugiej połowy gra nareszcie toczyła się dalej od pola karnego gości. Wciąż żadna ze stron nie potrafiła jednak utwierdzić swojej dominacji nad rywalem. Obraz gry odwrócić mogła sytuacja z 66. minuty, kiedy ŁKS stworzył najlepszą jak dotąd okazję do zdobycia bramki z gry. Wszystko za sprawą skutecznego pressingu Michała Trąbki, który odebrał piłkę jednemu z defensorów Górnika niewiele ponad dwadzieścia metrów od bramki. W momencie odbioru bramkarz gospodarzy stał w okolicach linii szesnastego metra, więc Trąbka spróbował uderzenia lobem. Nie podbił jednak piłki wystarczająco wysoko – Furtak wyskoczył w powietrze, wyciągnął ręce i chwycił futbolówkę.

Upływały kolejne minuty, a najciekawszym zajęciem dla widza tego spotkania było… podziwianie pięknie okrywających się świeżą zielenią drzew w okolicach stadionu w Polkowicach. Z boiska wiało nudą. Zmieniło się to dopiero w ostatnim kwadransie gry. W 77. minucie akcję ŁKS-u wyprowadzał Bartosz Szeliga. Prawy obrońca zbiegł ze skrzydła w środkową strefę boiska, długo truchtał, zastanawiając się nad rozegraniem akcji, aż wreszcie dograł do dobrze ustawionego Pirulo. Hiszpan zobaczył przed sobą odrobinę miejsca i zaprezentował swoje firmowe zagranie – ułożył piłkę na lewej nodze, strzelił w stronę dalszego słupka i ełkaesiacy mogli cieszyć się pierwszą bramką z gry od czasu rozgrywanego 8 kwietnia (!) meczu z Sandecją.

Reklama

W kolejnych minutach łodzianie koncertowo zmarnowali dwie stuprocentowe okazje do podwyższenia prowadzenia. W 79. w sytuacji sam na sam znalazł się Javi Moreno, a cztery minuty później szansę na skompletowanie hat-tricka miał Pirulo. Więcej groźnych sytuacji nie było i wynik nie uległ już zmianie.

Górnik Polkowice-ŁKS 0:2

14. Pirulo (K)

Reklama

77. Pirulo

ŁKS: Kozioł – Bąkowicz, Dąbrowski, Koprowski, Klimczak (68. Marciniak) – Tosik (83. Kuźma), Trąbka, Wolski (78. Javi Moreno) – Pirulo, Radaszkiewicz (68. Corral), Janczukowicz (68. Szeliga)

Górnik Polkowice: Furtak, Ratajczak, Fryzowicz, Biernat, Makuch, Bojdys, Żołądź, Krakowski (62. Karmelita), Kozubal (55. Gegedosh), Szuszkiewicz (78. Wacławczyk), Piątkowski (78. Bancewicz)

Reklama

Piłka nożna

ŁKS Łódź

Komentowanie zablokowane

Reklama