A na wakacje przyjadę do Łodzi

Reklama
Reklama
Czas 3 min czytania

– Ale ma piękne wakacje ten Żelek – słyszę i czytam po kilka razy dziennie. Zgodzić się jestem w stanie z twierdzeniem, że życie mam piękne, ale na wakacje na Zanzibar na pewno nie przyjechałem.

Na te przyjadę do Łodzi, gdy tylko będę miał pewność, że Covid nie zatrzyma mnie ani przed wyjściem na ukochaną Piotrkowską, ani przed powrotem na Zanzibar po krótkim wypoczynku. Powrotem do pracy, której naprawdę tu nie brakuje.

– Ale byliście odważni, żeby tu przyjechać – słyszymy z żoną po kilka razy dziennie od przybywających do hotel Pili Pili turystów, którzy znają naszą historię. Mamy już stałą odpowiedź: To Państwo imponują odwagą mieszkając w zimnej Polsce bez wyraźnych widoków na szybkie otrzymanie szczepionki, a czasami także na powrót do pracy. My pracować możemy i to nie tylko w fajnym klimacie, ale również w firmie, która wciąż się rozwija i rozwija także nas.

Reklama

Jedyne czego nam tu brakuje, to częstszego kontaktu z rodzinami i… Piotrkowskiej właśnie, oraz Manufaktury. Wyjedziesz z Łodzi, ale Łódź w tobie pozostaje.

Śledzę uważnie to, co dzieje się w łódzkim sporcie i cieszę się, że wreszcie kryzys – jak się wydaje – przełamała PGE Skra Bełchatów. Uwierzcie mi, że to naprawdę wizytówka lokalnego sportu. Koszulki wielokrotnego mistrza Polski, które działacze natychmiast przysłali na Zanzibar, gdy tylko poprosiliśmy o wsparcie naszego projektu pomocy dzieciom, wzbudziła w Jambiani sporą sensację, a w przesyłce znaleźliśmy jeszcze dwa medale z ostatnich lat, które na licytacje trafią już niebawem. Przejściowe kłopoty bełchatowian i niższa pozycja w tabeli nie wpływa na odbiór klubu, który wypracował sobie niesamowitą renomę w polskim sporcie – będę więc informował ile jeszcze pieniędzy zasili dzięki PGE Skrze konto akcji Pili Pili Pomagam. Bez względu na sumy jednak, bełchatowski sport dołoży cegiełkę do budynków szkoły, która ma służyć miejscowym dzieciakom, do komputerów, które w niej staną. Dołoży też serce, które w tej całej akcji (i aukcji również) jest przecież najważniejsze. Dobro wraca, o czym PGE Skra przekonuje się regularnie.

Uznanie może też wzbudzać ciśnienie, jakie wytrzymał prezes Konrad Piechocki nie zwalniając trenera. Po takiej serii porażek, przy tak niskiej pozycji i takich aspiracjach nie było pewnie proste przekonać wszystkich wokół, że Mieszko Gogol może jeszcze dotrzeć do tego zespołu. Jeśli ten sezon skończy się sukcesem, ta historia będzie jedną z piękniejszych napisanych w naszym sporcie w najbliższym roku.

Reklama

Uważnie oglądałem także pucharowy mecz ŁKS z Legią i byłem zbudowany. Dziwnie patrzyło się wprawdzie na mecz rozgrywany w temperaturze o około 50 stopni Celsjusza niższej niż ta wokół Ciebie (50 stopni!), ale oglądało się to naprawdę nieźle. Legia zgodnie z kilkudziesięciojużletnią tradycją wylała łódzki klub z pucharu, ale sam występ ŁKS może napawać optymizmem przed ligą.

Gdyby jeszcze tylko – choćby czasami! – Wojciech Stawowy i jego ludzie pamiętali o obronie… Słynne zdanie Paula Bryanta, legendarnego trenera futbolu amerykańskiego („Ofensywa sprzedaje bilety, defensywa wygrywa tytuły”) jest nadal piekielnie aktualne, nie tylko kilka dni po SuperBowl i nie tylko w futbolu za oceanem.

Warto, by przy al. Unii o tym pamiętano, zwłaszcza że biletów za wiele i tak się aktualnie nie sprzedaje, a każdy kibic chętnie wymieni styl na awans do Ekstraklasy. 

Spore, zasłużona brawa, także na łamach Łódzkiego Sportu, zyskał też Andrzej Trojan, szef greenkeeperów na stadionie przy al. Unii. Warto docenić możliwość gry na takim boisku przy tak niskiej temperaturze. Na Zanzibarze o zielonych naturalnych boiskach możemy tylko pomarzyć, równej płyty nie ma żadnej. Mecze ligowe rozgrywane są często w stolicy na jednym z dwóch stadionów ze sztucznymi nawierzchniami: Amaan lub Mao. Tam można pozwolić sobie na grę na jeden kontakt, tam można popatrzeć do kogo podać, zamiast uważnie patrzeć do samego końca na piłkę lecącą do nogi – czy czasem gdzieś nie podskoczy w ostatniej chwili. Warto docenić to wszystko kopiąc w Polsce, nawet na orlikach – zwłaszcza, że w Europie mróz minie a boiska pozostaną.

U nas naturalna trawa nie ma prawa się zazielenić. Także dlatego jako Pili Pili przygotowujemy się do budowy sztucznego boiska, by dać miejscowym szansę na rozwijanie ogromnych talentów. Bo naprawdę uważamy, że pracujemy tu nie tylko dla wspaniałych turystów, ale także dla lokalnej społeczności. A ja przecież w Pili Pili odpowiadam za sport.   

W związku z tym mały bonus dla tych, którzy doczytali do końca: niebawem zaskoczymy kibiców piłkarskich w Polsce ciekawym transferem na Zanzibar. Kibice Dulla Boys w Jambiani na okienko transferowe narzekać nie będą, trzymajcie mnie za słowo. A wiem co mówię, bo dzięki Wojtkowi Żabińskiemu, właścicielowi Pili Pili i szefowi całego tego pięknego zamieszania (polecam jego facebookowy profil „Wojtek na Zanzibarze”), zostałem dyrektorem sportowym Dulla Boys i mam z tym klubem powalczyć o awans do Zanzibar Premier League. A co najważniejsze, sponsoring naszej sieci hotelowej pomoże zmienić na lepsze życie wielu młodych ludzi z okolicy, którzy podobnie jak ja i Wy kochają futbol. Trzymajcie kciuki!

A Dulla Boys i nasza działalność to już temat na zupełnie inny tekst. Może już za tydzień? A może po prostu na rozmowy na Piotrkowskiej wtedy, gdy będziemy mieli przerwę międzysezonową i na wakacje przyjadę do Łodzi?

Publicystyka

ŁKS ŁódźPGE Skra BełchatówŻelisław Żyżyński

Dodaj komentarz