Tomasz Stamirowski nie ukrywa, że niechętnie rozstał się z większościowym pakietem akcji. Jako wielki kibic Widzewa uznał jednak, że dzięki Robertowi Dobrzyckiemu i jego kapitałowi klub jest w stanie zrobić kolejny duży krok do przodu.
Kiedy dowiedziałem się, że uroczysta prezentacja nowego właściciela Widzewa będzie w teatrze, miałem déjà vu. 18 lat temu też na teatralnej scenie, choć w innym łódzkim teatrze, ogłoszono, że głównym udziałowcem klubu z al. Piłsudskiego został Sylwester Cacek. Skojarzenie nie było dobre, bo kibice dobrze pamiętają, że zamiast zapowiadanej Ligi Mistrzów zostawił po sobie zgliszcza.
Dlaczego to wspominam? Ponieważ motywacja tych, którzy sprzedawali Widzew, była podobna – chęć rozwoju. W 2007 roku Zbigniew Boniek zdawał sobie sprawę, że bez bogatego właściciela drużyna nigdy nie wyjdzie z przeciętności, a przecież już Ludwik Sobolewski powtarzał, że Widzew albo gra o tytuły, albo spada. Stąd transakcja z Sylwestrem Cackiem, wtedy jednym z najbogatszych Polaków.
Teraz było podobnie. Po rezygnacji Murapolu stowarzyszenie zaczęło szukać inwestora, wiedząc, że dotychczasowa formuła własnościowa już się wyczerpała. Tomasz Stamirowski przypomniał w środę w pożegnalnej przemowie, że wielkiego odzewu nie było, dlatego złożył ofertę w wysokości połowy swojego majątku. Także z troski o przyszłość ukochanego klubu, żeby nie dostał się w ręce kogoś, kto widzi w nim tylko biznes. Konkurentami byli m.in. piłkarska agencja menedżerska czy Hiszpan Israel Garzon, reprezentujący tajemniczy kapitał z Ekwadoru.
KTO ODPOWIADA ZA SŁABĄ GRĘ WIDZEWA
Oferta Tomasza Stamirowskiego była najlepsza i rozpoczęła lepsze czasy dla Widzewa, dając mu przede wszystkim szansę na rozwój. Właściciel – od środy już poprzedni – uporządkował klub organizacyjnie, zachęcił nowych sponsorów, zwiększył budżet. Drużyna awansowała do ekstraklasy, prawie się w niej zadomowiła, a wszystko razem zachęciło do zainwestowania w Widzew Roberta Dobrzyckiego. Bo klubów do kupienia jest w polskiej ekstraklasie wiele, ale chcąc wydać mnóstwo pieniędzy, lepiej mieć pewność, że wszystkie zostaną przeznaczone na rozwój, a nie na spłacanie długów. – Bez Tomka [Stamirowskiego] nie byłoby mnie w Widzewie – podkreślał Robert Dobrzycki.
Tomasz Stamirowski nie ukrywa, że niechętnie rozstał się z większościowym pakietem akcji. Jako wielki kibic Widzewa uznał jednak, że dzięki Robertowi Dobrzyckiemu i jego kapitałowi klub jest w stanie zrobić kolejny duży krok do przodu, dołączyć do polskiej czołówki i wydobyć się z przeciętności, w jaką popadała drużyna, a przed którą przestrzegali twórcy potęgi Widzewa.
Tomasz Stamirowski przyznał szczerze, że jest jednym z niewielu ludzi [czytaj – właścicieli], którzy na polskiej piłce zarobili, bo Rafał Dobrzycki zapłacił mu za akcje godną cenę. Ale zaraz dodał, że jako kibic zamiast pieniędzy wolałby “trofeum w gablocie”. Jestem pewien, że wielokrotnie usłyszy, że kupił spółkę, bo spodziewał się zysku. Podobne zarzuty były wobec Zbigniewa Bońka, który sprzedał klub Sylwestrowi Cackowi. Przypomnę jednak, że gdy w 2004 roku klub praktycznie przestał istnieć, pieniądze na start dał wówczas Zbigniew Boniek, co było wielkim ryzykiem, bo nie wiadomo było, jak skończy się eksperyment. W 2021 roku podobnie zachował się Tomasz Stamirowski. Ze Zbigniewem Bońkiem łączy go to, że obaj są wielkimi kibicami Widzewa, dlatego też zaryzykowali.
NIE PRZYCHODZĘ DO WIDZEWA DLA PIENIĘDZY
Kibicem jest też Robert Dobrzycki, co odróżnia go od Sylwestra Cacka, i daje nadzieję, że kiedyś, po niepowodzeniach jakie zapewne będą, bo to tylko sport, nie znudzi się i nie zabierze zabawek, zostawiając klub samemu sobie. Nowy właściciel deklaruje, że przejął Widzew “z serca”, co – oprócz chęci wydania wielu milionów złotych – jest chyba największym powodem do optymizmu. Bez zaangażowania emocjonalnego nie da się zrobić w piłce wielkich wyników, a jeśli już, to rzadko. W ostatnich latach w Polsce mieliśmy wiele podobnych przykładów, gdy sponsorzy czy właściciele wycofywali się praktycznie z dnia na dzień.
Przed Robertem Dobrzyckim wielkie wyzwanie, bo nadzieje kibiców są ogromne, a zadanie trudne, bo sport tym się różni od biznesu, że ogromną rolę odgrywają w nim emocje i szczęście. – Dlatego celem jest zminimalizowanie ryzyka – twierdzi nowy właściciel Widzewa. Najprostszą metodą jest sprowadzenie wielu wartościowych graczy, co zapowiada nowy właściciel…