Czy to on zastąpi Marcina Robaka?

Paweł Tomczyk Fot. Marian Zubrzycki

Reklama
Czas 3 min czytania

Paweł Tomczyk wrócił do pierwszego składu i… zmarnował dobre okazje. Są jednak tacy, którzy uważają, że jego czas w Widzewie właśnie nadchodzi.

Jego transfer zimą przyjęty został jako sukces Widzewa. Beniaminek Fortuna 1 Ligi pozyskiwał przecież piłkarza młodego i już ogranego, do tego byłego reprezentanta polskiej młodzieżówki i wychowanka dużego i uznanego w Polsce klubie. A na dokładkę, to przecież mistrz Polski z Piastem Gliwice. Gdy Widzew decydował się na transfer, prosił o opinię m.in. Czesława Michniewicza, który znał piłkarza m.in. z kadry do lat 21. Opinia oczywiście była pozytywna.

22-letni Tomczyk jako jeden z nielicznych przeniósł się do Widzewa na zasadzie transferu definitywnego. Naprawdę nie było się do czego przyczepić. W kadrze co prawda byli już Marcin Robak, Karol Czubak i Przemysław Kita, ale kibice zdawali sobie sprawę, że nowy napastnik może się przydać. Robak ma już swoje lata i jego forma po chorobie w okresie przygotowawczym, była niewiadomą. Jeszcze większe wątpliwości budził Kita, który przecież miał rok przerwy w grze spowodowaną ciężką kontuzją. Czubak też nie dawał żadnej gwarancji. A Tomczyk w sparingach grał dobrze i przede wszystkim strzelał gole. Był najskuteczniejszym piłkarzem w drużynie w zimowych grach kontrolnych.

Reklama

Dobry debiut, a potem zjazd

Debiut w lidze w Widzewie tylko rozbudził nadzieje trenerów i kibiców, bo Tomczyk wyszedł w pierwszym składzie obok Kity. Grał bardzo dobrze, wypracował rzut karny i pewnie go wykorzystał. A potem było już tylko gorzej. Zagrał jeszcze w pierwszym składzie, ale potem raz był w jedenastce, a innym razem wchodził z ławki. Do tej pory zaliczył 12 występów (476 minut), z czego połowę w pierwszym składzie. Bilans bramkowy – ledwie ten jeden gol z karnego. Trzeba też przypomnieć, że Tomczyk zmarnował dwa inne rzuty karne, a w meczu z Zagłębiem Sosnowiec został zmieniony już w 37 minucie. Trener Enkeleid Dobi nie doczekał nawet do przerwy.

Dla porównania, Robak wiosną wystąpił wiosną w 11 spotkaniach (429), z czego siedem w jedenastce i też zdobył tylko jedną bramkę z karnego. Bilans 22-latka z 38-latkiem jest więc niemal taki sam.

Reklama

Zerknęliśmy jeszcze do statystyk Tomczyka w oficjalnym serwisie Fortuna 1 Ligi. Oddał w tych meczach łącznie 18 strzałów, z czego 10 było celnych. Cztery uderzenie nie trafiły w bramkę, a cztery zostały zablokowane. Nie ma szału. „Najlepszy występ zaliczył w debiucie, potem już było gorzej. Do tej pory zdobył jednego gola z rzutu karnego, ale dwa kolejne zmarnował. Podobnie zresztą, jak kilka bardzo dobrych okazji. Ostatnio wchodzi już tylko na końcówki. Może teraz – wobec bardzo poważnej kontuzji Przemysława Kity – Tomczyk w końcu wystrzeli i spełni duże oczekiwania?” – pisaliśmy jeszcze w marcu w „Łódzkim sporcie” w podsumowaniu zimowych transferów Widzewa i ŁKS-u. Tomczyk, co znamienne, zajął w naszym rankingu ostatnie miejsce.

Motywacja i praca

We wtorek po wspomnianej już zmianie w Sosnowcu i trzech występach w końcówkach spotkań, 22-latek wrócił do jedenastki. Jak wiemy nieoficjalnie, trenerzy Widzewa w ostatnim czasie dużo pracowali z młodym zawodnikiem, m.in. motywowali go.

Jak ocenić jego występ w Bełchatowie? Z jednej strony jako napastnik zawiódł, bo zmarnował dwie okazje, chociaż przy tej pierwszej Tomczyk dzięki szybkiemu rajdowi sam ją sobie wypracował. Jego strzał obronił bramkarz, ale kąt, z jakiego uderzał piłkarz, był jednak ostry, a na dodatek dobitka udała się Mateuszowi Michalskiemu i padł gol. Tomczyk ma więc asystę.

Okazja z drugiej połowy była już znakomita i szczerze trzeba napisać, że widzewiak po prostu spartaczył. Tak mówi się o sytuacjach, w których napastnik przegrywa pojedynek sam na sam z bramkarzem. Z drugiej jednak strony, nie brakuje opinii, że w Bełchatowie to był inny Tomczyk, niż w poprzednich spotkaniach – bardziej aktywny, wybiegany, zaangażowany, absorbujący rywali i groźny dla nich. W końcu miał jakieś okazje. Być może w końcu zacznie więc strzelać. – Dzisiaj zabrakło mi gola, ale najważniejsze jest to, że drużyna wygrała. Jestem zmotywowany, by już w kolejnym spotkaniu piłka wpadła do bramki po moim strzale, więc się nie załamuję i będę dalej pracował – obiecuje Tomczyk. Jest wielce prawdopodobne, że przeciwko Miedzi Legnica w piątek, to właśnie on znów wyjdzie w pierwszym składzie, a nie Robak, który przecież zaczynał karierę w Miedzi.

Autor: Janek

Reklama

Piłka nożna

paweł tomczykWidzew Łódź

Dodaj komentarz