Reklama
Reklama
Reklama

Dlaczego w Widzewie młodzi grają tak mało?

Czas 3 min czytania
Dlaczego w Widzewie młodzi grają tak mało?

Bartosz Guzdek był odkryciem jesieni nie tylko w Widzewie. Wiosną gra rzadko FOT. MARIAN ZUBRZYCKI

W meczu Widzewa z GKS-em Tychy w rolach głównych wystąpili młodzieżowcy, udowadniając, że warto im bardziej zaufać.

Reklama

Widzew zaczął rundę wiosenną od falstartu – to fakt, nie opinia. Szkoda, bo przy indolencji rywali mógłby dziś z dużym spokojem patrzeć na nich z góry. Nie patrzy, bo znów dała o sobie znać klątwa zimowych przygotowań. Podobnie było rok temu, dwa, trzy…

Nie wiem, co jest przyczyną powtarzających się problemów i nawet nie próbuję szukać odpowiedzi. Bo skoro przy czwartym trenerze sytuacja się powtarza (Enkeleida Dobiego nie liczę), to znaczy, że powód musi być naprawdę skomplikowany. Na pewno udział w tym mają trenerzy. Jeden dał drużynie tydzień wolnego tuż przed wznowieniem rozgrywek, inny nadmiernie zaufał współpracownikowi, kolejny – łagodnie mówiąc – nie przyłożył się do pracy. Zastrzegam, że to tylko moja opinia, a problem jest bardziej złożony.

Reklama

Transfer last minute ratuje Widzew

Przejdę jednak do teraźniejszości, bo to dziś jest najważniejsze. Zimą Widzew miał wszystko, by zrobić postęp: świetne warunki do treningów, transfery, profesjonalne wsparcie władz. I znów nie wyszło. Nie wiem, co drużyna robiła w Turcji, lecz na początku rundy wiosennej piłkarze sprawiali wrażenie, jakby trenowali za mało lub dużo za dużo (niepotrzebne skreślić). Gdyby nie niespodziewany transfer Bartłomieja Pawłowskiego, dziś byłaby tragedia. Odejmijmy bowiem trzy strzelone przez niego gole, a odpadną cztery punkty.

Inni nowi, podobno mozolnie wyskautowani (tak się dziś mówi), łagodnie mówiąc nie imponują. Nie są słabi, bo Hansen czy Kreuzriegler czasami nawet się wyróżniali, lecz wzmocnieniami nie są. Mam nadzieję, że jeszcze nie są.
Pogubił się też Janusz Niedźwiedź.

Nie świadczy dobrze o trenerze, gdy każdy mecz zespół wychodzi w innym składzie, a powodem nie są kontuzje i kartki.

Reklama

Widać, że szkoleniowiec Widzewa nie lubi stawiać na młodych. Odkryciem jesieni w lidze był Bartosz Guzdek, najskuteczniejszy zawodnik (6 goli). Do meczu z GKS-em Tychy w sumie zagrał wiosną 68 minut. Gdyby konkurencja w ataku była wielka, to rozumiałbym pomijanie 19-latka. Ale nie jest, a Guzdek został zamrożony na ławce rezerwowych. Kacper Karasek, który tak dobrze spisywał się jesienią, nie powąchał wiosną boiska i nawet w rezerwach nie ma pewnego miejsca.

Młodzi w rolach głównych

Młodzieżowcem nr 1 był Radosław Gołębiowski. Słusznie, bo w lidze był wyróżniającym się graczem, a występami w reprezentacji Polski pokazał, że jest w wysokiej formie. Dlaczego więc w niedzielę zabrakło go w wyjściowej jedenastce? Młodzieżowców było dwóch: Guzdek i Ernest Terpiłowski. Dlaczego nie mogło zagrać trzech, skoro Terpiłowski wyrównał, Gołębiowski po wejściu wypracował zwycięskiego gola, potwierdzając świetną dyspozycję?

Guzdek zmarnował fantastyczną okazję, co mnie akurat nie dziwi, bo jak ma być skuteczny i mieć pewność na boisku, gdy nie gra?

Reklama
Po tym faulu na Radosławie Gołębiowskim sam poszkodowany trafił w poprzeczkę, a Bartłomiej Pawłowski zdobył zwycięskiego gola
FOT. MARIAN ZUBRZYCKI

Widzew nie ma bardzo bogatego sponsora, który wraz ze wzrostem wydatków będzie dosypywał pieniądze do budżetu. Od dawna już słyszę, że sposobem na pozyskanie pieniędzy mają być transfery. Na razie jednak klub nie robi wiele, by rozwijać i promować najzdolniejszych młodych zawodników. A przy tym pomagać w osiąganiu lepszych wyników, co – jak widać było w niedzielę – potrafią młodzi. W spotkaniu z GKS-em Guzdek gola nie strzelił, lecz dochodził do dobrych sytuacji i stwarzał zagrożenie, Gołębiowski zaliczył asystę, a Terpiłowski zdobył bramkę. To pokazuje, że w Widzewie młody nie znaczy słabszy. Mam nadzieję, że w sztabie szkoleniowym już to wiedzą i i wyciągnęli wnioski.

Za dobry na rezerwy?

Na koniec rozważań o młodych piłkarzach kuriozalna sytuacja z rezerwowym bramkarzem. Niewiele brakowało, gdyby w jedenastce musiał wyjść Mateusz Ludwikowski (w ostatniej chwili udało się zatwierdzić Henricha Ravasa), który nie gra nigdzie, bo podobno polityka klubu jest taka, że jak ktoś już trafi do pierwszej drużyny, to w rezerwach jest dalszym wyborem. Zajmuję się Widzewem prawie 30 lat, lecz z czymś takim spotkałem się pierwszy raz. Ale Widzew, ten dzisiejszy, to podobno klub inny niż wszystkie, dlatego obowiązują tam wyjątkowe zwyczaje. Ważniejszy od Karaska jest na przykład Daniel Mąka… Nie jestem jedynym, który nie rozumie tego, bo pytałem o to kilku doświadczonych trenerów i za każdym razem słyszałem, że dla młodych równie ważna jak trening jest możliwość gry. W widzewskiej akademii panują jednak inne zwyczaje, więc może doczekamy się w Łodzi piłkarskiego przewrotu kopernikańskiego, który wszyscy zaczną naśladować. A może kupią licencję i wtedy klub zarobi. Oby…

Reklama

Piłka nożna

Bartosz GuzdekErnest TerpiłowskiMateusz LudwikowskiRadosław GołębiowskiWidzew Łódź

Dodaj komentarz

Reklama