Kibice obu łódzkich klubów byli zniesmaczeni kiedy ujawniono ile ich ukochane drużyny wydały na prowizji dla pośredników transakcyjnych. Widzew w tym pierwszoligowym zestawieniu jest trzeci – zapłacił 359 787,11 zł. ŁKS nie szalał, na konta pośredników poszło 122 310,00 zł – to dziesięć razy mniej niż w poprzednim roku, ale wielu fanów i tak uważa, że to za dużo, o czym dało przeczytać się na forach dyskusyjnych i w mediach społecznościowych
Poprosiliśmy Adama Kaźmierczaka, wiceprezesa PZPN i prezesa ŁZPN o wyjaśnienie na czym polega cały proces wypłat dla pośredników.
“To relacja transakcyjna między pośrednikiem, a klubem. Ten problem nie dotyczy tylko polskich rozgrywek. FIFA nie do końca potrafi sobie z nim poradzić. Samo uwolnienie rynku menedżerów sprawiło, że oni nazwali się teraz pośrednikami transakcyjnymi i niewiele to dało. Pewne świadczenia finansowe zostały na tym samym, a niejednokrotnie wyższym poziomie. PZPN ze swojej strony ma tylko pieczę nad rejestracją tych pośredników i umów, które zawierają między zawodnikami. Związek w żaden sposób nie kontroluje wysokości prowizji pobieranych i wypłacanych w związku ze zmianą przynależności klubowej. Należy pamiętać, że kwoty, które się podaje dotyczą prowizji za transfery do klubu i z klubu. Biorąc pod uwagę nasze łódzkie kluby, wychodzących transferów, oprócz nie sprzedanego za krocie Guimy, nie kojarzę, aczkolwiek podejrzewam, że nawet przy rozwiązaniu kontraktu i zmiany przynależności klubowej pośrednik może pobrać pieniądze z tego tytułu. W pewnym momencie wszyscy zarzucali Wiśle Płock, że zapłacili krocie prowizji, po czym okazało się, że lwia część tej kwoty dotyczyła transferu wychodzącego Arkadiusza Recy.”