Jak stracić punkty w wygranym meczu? Prezentuje ŁKS

fot. Marian Zubrzycki

Reklama
Czas 3 min czytania

ŁKS przez ponad godzinę grał w przewadze liczebnej i prowadził jedną bramką, a i tak udało mu się stracić punkty w meczu z mizernie się prezentującym GKS-em Jastrzębie. Cichym bohaterem meczu został Dawid Arndt – gdyby nie on, byłoby jeszcze gorzej.

Arndt wskoczył do składu w miejsce Arkadiusz Malarza. Dzięki temu łódzka drużyna rozpoczęła mecz bez młodzieżowca w polu. Pod nieobecność Malarza opaskę kapitańską założył jednak nie Adam Marciniak a Maksymilian Rozwandowicz.

Początkowe minuty spotkania były dosyć wyrównane i szarpane – ani jeden, ani drugi zespół nie potrafił utrzymać się dłużej przy piłce i narzucić rywalowi swojego stylu gry. Zwrot akcji nastąpił w 11. minucie. Arbiter najpierw podyktował rzut rożny dla ŁKS-u, a następnie, po towarzyszących jego wykonywaniu przepychankach w szesnastce wskazał na 11. metr od bramki. Antonio Dominguez zdążył już przyzwyczaić do tego, że w takich sytuacjach nie zawodzi. Tak było i tym razem – ŁKS prowadził 1:0.

Reklama

Zdobycie bramki wyraźnie dodało animuszu ełkaesiakom. Ich ataki stały się odważniejsze i bardziej zdecydowane. Już w kilka minut po trafieniu Domingueza łodzianie oddali kilka groźnych strzałów na bramkę Grzegorza Drazika. Goście nie radzili sobie z tak ofensywną grą rywali – musieli ratować się faulami i już w pierwszym kwadransie meczu obejrzeli trzy żółte kartki. Biorąc pod uwagę to, jak agresywnie grali piłkarze ze Śląska od pierwszych minut spotkania nie było zbyt dużym zaskoczeniem to, co zdarzyło się w 23. minucie – Michał Bojdys zdecydowanym wejściem zatrzymał Ricardinho, a arbiter pokazał mu drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę.

Po tej decyzji sędziego łodzianie nieco się rozluźnili i nie przyciskali już rywali tak mocno. Mecz stał się dosyć senny – ełkaesiacy utrzymywali się przy piłce i nie pozwalali gościom na zbyt wiele, ale długo nie stwarzali okazji na podwyższenie wyniku. Groźnie pod bramką GKS-u zrobiło się jeszcze w 41. minucie po tym, jak Pirulo i Ricardinho przeprowadzili bardzo obiecująco wyglądającą dwójkową kontrę. Drazik zachował jednak czujność i do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie.

Druga odsłona meczu nie przyniosła znaczącej zmiany obrazu gry – to ŁKS wciąż dyktował warunki, na których toczyła się rywalizacja, a piłka przez większość czasu znajdowała się na połowie jastrzębian. Były też groźne sytuacje. Najpierw, w 50. minucie Dominguez był bliski wpisania się po raz drugi na listę strzelców. Hiszpan oddał soczysty strzał zza pola karnego. Piłka zmierzała w róg bramki, ale została zatrzymana przez golkipera GKS-u.

Reklama

Gdy osiem minut później ełkaesiacy wyprowadzali kontrę, będąc nawet przez chwilę w przewadze pięciu na trzech wydawało się, że tym razem musi się udać. Nic z tego. Biało-czerwono-biali tak rozegrali piłkę, że sami utrudnili sobie zadanie, a protesty i reklamowanie arbitrowi zagrania ręką jednego z obrońców GKS-u okazały się bezskuteczne. Okazje zatem były, ale wciąż brakowało skutecznego wykończenia, które pozwoliłoby ełkaesiakom odetchnąć z ulgą i zyskać bufor bezpieczeństwa, a Ireneuszowi Mamrotowi – przeprowadzić zmiany.

Tak oto spokojnie – pod znakiem dominacji i niewykorzystanych okazji ŁKS-u – niespiesznie mijały kolejne minuty. Niespodziewane trzęsienie ziemi nadeszło w 84. minucie. Spokój ełkaesiaków oczekujących już powoli na koniec spotkania zmącił gwizdek arbitra. Mateusz Złotnicki podyktował rzut karny dla GKS-u, dopatrując się faulu Adama Marciniaka. Do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł Daniel Rumin. Dawid Arndt świetnie wyczuł jego intencje. Młody bramkarz rzucił się w prawo i, jak wówczas się wydawało, uratował łódzki klub przed kolejną stratą punktów, a swoich kolegów – przed poniesieniem zasłużonych konsekwencji własnej nieskuteczności.

Kolejny cios spadł na kibiców ŁKS-u pięć minut później. Sędzia odgwizdał… trzeci rzut karny w tym meczu – tym razem po faulu Macieja Dąbrowskiego. Rumin drugi raz się już nie pomylił. Arndt musiał ze spuszczoną głową wyciągać piłkę z siatki, a ŁKS na własne życzenie stracił punkty w wygranym, wydawałoby się meczu.

ŁKS – GKS Jastrzębie 1:1 (1:0)

1:0 – Dominguez 12., z karnego

1:1 – Rumin 90.+2, z karnego

ŁKS: Arndt – Wolski, Moros, Dąbrowski, Marciniak – Pirulo (77. Klimczak), Rozwandowicz (83. Srnić), Dominguez, Trąbka (65. Rygaard), Nawotka – Ricardinho (77. Sekulski)

GKS Jastrzębie: Drazik, Słodowy, Komor, Bojdys, Szcześniak, Kulawiak (80. Zalewski), Bielak, Jadach (46. Feruga), Zejdler (93. Bondarenko), Apolinarski (46. Niewiadomski), Rumin

Żółte kartki: Marciniak, Trąbka, Dominguez, Dąbrowski – Apolinarski, Komor, Bojdys
Czerwona kartka: Bojdys (23. minuta – dwie żółte).

Piłka nożna

ŁKS Łódź

Dodaj komentarz