Jak wygląda piłkarska szatnia

Reklama
Czas 3 min czytania

Drużyna piłkarska… Co to za twór? Jak jest zbudowany? W jaki sposób funkcjonuje? Nie czuję się na siłach pisać rozprawy naukowej na tak skomplikowany temat, bo chcąc rzetelnie go przedstawić taka forma byłaby najodpowiedniejsza. Ostatnio dużo słów poświęciłem trenerom, więc muszę to dziś zrównoważyć i wnikliwiej spojrzeć w głąb szatni.

Drużyna, jak każda grupa ludzka, wykształca w sobie pewne archetypy postaci. Piłkarze przyjmują role, jak aktorzy w teatrze, biorą udział w wewnętrznym, szatniowym spektaklu, odgrywanym tylko na własny użytek.

Pierwszą grupę aktorów stanowi starszyzna. Najbardziej doświadczeni zawodnicy, przebywający najdłużej w klubie, w wieku piłkarsko zacnym, którym bliżej już do końca kariery niż do jej początku. Dzielą się na dwie podgrupy: grających- regularnie występujących w pierwszym składzie, którzy chcą o wszystkim decydować, we wszystko się wtrącają, pouczają a czasem pomiatają młodymi, i którzy uważają, że za zasługi powinno się im wybaczać większość błędów i otaczać czcią. Jeśli nie daj Bóg są w tej grupie reprezentanci kraju, wszystkie cechy opisane wyżej należy pomnożyć przez trzy. Druga podgrupa to starszyzna niegrająca, obrażona na cały świat, z muchami w nosie i fochem na twarzy, wkurzona na trenera, że ją lekceważy, wściekła na kolegów, którzy ją wygryźli ze składu. Beczka prochu z podpalonym lontem.

Reklama

Drugą, najliczniejszą grupę stanowią średniacy, czyli zawodnicy o dość krótkim stażu i średnim doświadczeniu, wykonujący zazwyczaj czarną robotę w meczu. Wbrew nazwie piłkarsko wcale nie są średni, ale to wytrzymali, solidni robotnicy, pracujący w dwójnasób za starych wirtuozów i młodzież. W szatni milczące, nie zabierające głosu typy, biorące prysznic w truchcie i będący już w drodze do domu, gdy kończący trening gwizdek cichnie.

Ostatnią większą grupę stanowi młodzież, w której też możemy wyróżnić dwa główne podtypy. Część z nich wpatrzona z zachwytem, jak w święty obraz, w starszyznę. Nosząca za nią piłki, pachołki, przebierająca nogami, by z radością dziękować za każdą minutę gry w meczu, wspaniałomyślnie im podarowaną. Reszta to ci krnąbrni, którzy uważają, że gra im się należy jak psu buda i za nikim, niczego nie będą nosić, a te stare zgredy powinny już dawno zrobić im miejsce, idąc na zasłużoną emeryturę. Na wszelką radę reagują wysypką.

Ale oprócz tych głównych podziałów, w drużynie pojawiają się także indywidualne role, soliści, bez których przedstawienie nie byłoby pełne.

Reklama

Mentor zawsze wywodzi się ze starszyzny. To najbardziej doświadczony, utytułowany, pewny siebie, jeden z najlepszych sportowo piłkarzy w drużynie, taki Marlon Brando z Ojca chrzestnego. Zazwyczaj nie mówi dużo, nie musi, wie, że to nie ma znaczenia, ale wszyscy i tak wyczekują jego opinii, nawet jeśli jej nie wygłasza. Jeśli jednocześnie za jego klasą sportową nadąża inteligencja, drużyna zyskuje. Jeśli jest inaczej, mentor-półgłówek (także cieszy się poważaniem, tu decydujące są jego umiejętności piłkarskie) wywiera katastrofalny wpływ na ekipę, a szczególnie na rozwijającą się młodzież.

Śmieszek to szatniowy błazen, którego główną rolą jest rozbawianie piłkarzy. Zawsze wesoły, robiący niewybredne figle, żartujący ze wszystkiego i wszystkich, czasem nawet igrający z trenerem-Zeusem, gdy czyni go obiektem swoich dowcipów. Lubiany przez wszystkich, zawsze i wszędzie, chyba że przestał być śmieszny i spoważniał jak Jim Carrey.
Czarna owca to typ nielubiany zawsze i wszędzie, nikt nie wie, dlaczego, za co i od kiedy? Wszystko co zrobi jest złe, niedobre, nawet wtedy, gdy dobrze gra w piłkę. Gdy zdobywa gole, jest nielubiany troszeczkę mniej.

Rezerwowy bramkarz to oddzielna kategoria. Nie mieści się w obowiązujących regułach i zasadach drużyny. Siedzi latami w tak zwanej przechowalni (jedynka gra, on zawsze na ławie).

Doznaje epilepsji za każdym razem, gdy maser z lekarzem wbiegają na boisko, by leczyć bramkarza. Gdy w panice wejdzie w mecz i o dziwo dobrze zagra, przez następny rok wspomina ten epizod jako wydarzenia światowej klasy.

Problemy w strukturze drużyny pojawiają się, gdy zawodnicy samowolnie usiłują zmienić swoje role, albo źle odczytują predyspozycje i aspirują do pozy, która ich przerasta. Wielokroć widziałem, gdy jeden ze średniaków usiłował za wszelką cenę zostać mentorem. Ukrywał swoją słabość piłkarską za walecznością, sztuczną pewnością siebie, którą pokazywał w szatni, a na boisku był trzęsącą się z nerwów galaretą. Taki szatniowy przywódca, a boiskowy elektryk usiłujący schować swoje porażenie nadmiernie agresywną kopaniną. Kiepska rola rodem z filmów klasy c, najczęściej doceniana przez brać kibicowską, zgodnie z zasadą nie umiesz grać, to przynajmniej kop. Najgorzej, gdy jesteś za wolny, nawet by sfaulować. Wtedy już nic nie obroni takiej aspiracji na mentora.

Trenerzy obejmując stanowisko też wybierają swoje role, postawy, które prezentują drużynie. Są szkoleniowcy tyrani, dyrektorzy, kumple, nawet popychadła, ale to znajomość struktury grupy ludzkiej jest podstawą kontrolowania drużyny. Umiejętne jej wykorzystanie, czasem delikatne, świadome jej zaburzenie bywa kluczem do mądrego zarządzania. Trener musi umieć odseparować się od sympatii i antypatii i chłodnym okiem spojrzeć na umiejętności czysto piłkarskie. Nie może pozwolić, by jego ocenę zaburzyły popisy aktorskie jego podopiecznych, chyba że przybrał w tej relacji rolę obserwatora spektaklu. Wtedy wystarczy tylko, jak widzowi przystało, bić brawo.

Piłka nożna

Dodaj komentarz