Marek Dziuba o ŁKS-ie: „Zapaliło się żółte światło”

Marek Dziuba Fot. lkslodz.pl

Reklama


Czas 4 min czytania

Jestem ełkaesiakiem, zawsze wspieram drużynę, ale na mecz z GKS Tychy nie dało się patrzeć. Nie przystoi przegrać w takim stylu – mówi Marek Dziuba, były piłkarz i trener ŁKS-u.

Zacznijmy od najtrudniejszego pytania: Co jest nie tak z ŁKS-em, że po serii jedenastu meczów bez porażki, od sześciu nie może wygrać?

– Najprostsza odpowiedź, byliśmy słabsi.

Reklama

Czyli co, trener jest za słaby żeby wprowadzić ŁKS do ekstraklasy?

– To co prezentujemy, jest nieadekwatne do miejsca, na którym się znajdujemy. W ośmiu meczach robimy dwa punkty. Jeżeli nie wyciąga się wniosków z tego, co było w ekstraklasie i po bardzo fajnym początku, gdzie apetyty wzrosły, byliśmy liderem, zaczyna się to, co w zeszłym sezonie. Popełniamy tak kardynale błędy w tyłach, nie mówię tylko o grze obrońców, to wyniki są takie, jak w dwóch ostatnich meczach. Nic nie idzie ku lepszemu. Jako kibic, zawodnik, trener życzę ŁKS-owi jak najlepiej, ale nie można powielać tych samych błędów. Ktoś powie: „ale z Legią powalczyliśmy”. No oczywiście, tylko trzeba wziąć pod uwagę, że ta Legia nie grała na 100 proc. Tam było widać chociaż zaangażowanie. Po meczu z Tychami… trzeba wziąć tę jedenastkę do jednego wora, kopnąć w tyłek i wyrzucić za płot. Tak grać nie można.

Zawodnikom nie chce się grać?

Reklama

– Jest prezes, jest dyrektor sportowy, jest trener i to do nich należy kierować to pytanie. Ja na przykład miałem Janka Sobocińskiego w reprezentacji Łodzi, znam go jako zawodnika. Chłopak, ma duży talent, ale ktoś nim musi pokierować. Na tak newralgicznej pozycji grają Sobociński i Rozwandowicz, dwóch młodych chłopaków. Jeżeli ktoś nimi nie pokieruje, nie pomoże im, to popełniają błąd za błędem. Nie ujmując nic Jasiowi, sporo groźnych sytuacji przeciwnik stwarza po jego błędach. Oczywiście nie on jeden jest winny. Tak jak mówiłem, te błędy wynikają ze złej gry w defensywnie całego zespołu.

A dwóch, trzech piłkarzy którzy teraz wyróżniają się w ŁKS?

– Po meczu z GKS Tychy pozytywnie mogę ocenić Malarza. Gdyby nie on, przegralibyśmy 0:6. Dzięki jego trzem znakomitym interwencjom, po pierwszej połowie schodziliśmy z boiska tylko z wynikiem 0:1.

A z piłkarzy ofensywnych?

– Tu mogę wbić szpilkę Pawłowi Golańskiemu, który komentował mecz. Ja też grałem poza krajem pięć lat i wiem, jak to jest być obcokrajowcem w szatni, jakie ma się obowiązki. Jeżeli Duńczyk narzeka na treningi, to po co my go kupujemy? Ja musiałem być 30 proc. lepszy od krajowego zawodnika, żeby grać. Kupujemy 31-letniego piłkarza, który musi coś wnieść. Jedną piłkę na mecz to i ja rzucę, a mam 65-lat. Żarty żartami, ale nie wiem na jakiej pozycji on ma grać? Ani z przodu, ani z tyłu nic nie pokazał.

Jakie są największe problemy w ŁKS?

– Nie będę oceniał poszczególnych zawodników. Po tych dwóch meczach ciężko kogoś wyróżnić. Początek nie może napawać nas optymistycznie. Dajmy jednak sobie na wstrzymanie i zobaczymy, co wydarzy się w meczu z Odrą Opole. Ciężko znaleźć jakieś pozytywy w tym wszystkim. Gramy u siebie, a ja nie widzę żadnego zaangażowania. Dwóm, trzem może się nie chcieć, ale nie całej drużynie. ŁKS był słaby jako całość.

Adam Marciniak uspokoi grę w obronie?

– Na pewno to jest wzmocnienie. To chłopak z charakterem, łodzianin Nieszczęśliwy wypadek sprawił, że teraz nie zagra. To duże osłabienie.

Nie widać też wychowanków, którzy pójdą drogą Pyrdoła czy Sobocińskiego. Trzeba to zaakceptować, bo ŁKS walczy o awans, czy powinni być wprowadzani do drużyny już teraz?

– Nie wiem jaką formę prezentują wychowankowie. Możemy gdybać, czemu został sprzedany Pyrdoł, czemu został sprzedany Ratajczyk? Szukamy nowych zawodników, a Piotrek Pyrdoł był jednym z najlepszych piłkarzy w tym zespole. Jako jeden z niewielu mógł zastąpić Ramireza i pomóc Pirulo. Szkoda. W pierwszej lidze był wyróżniającym się zawodnikiem, ŁKS wszedł do ekstraklasy, a on nie gra. Dobrym przykładem, jak to powinno wyglądać jest Lewandowski, który wiedział, że przejdzie do Bayernu, a strzelał dla Borussi.

Co czeka ŁKS w najbliższych kolejkach?

– Sytuacja daje do myślenia. Odra Opole ma swoje ambicje, a później derby. Miałem przyjemność grania w 24 po jednej i po drugiej stronie. Czasami zespół słabszy kadrowo nie odpuścił i wygrywał. Nie będzie lekko.

A pana najbardziej pamiętne derby?

– Jako trener wygrana na Widzewie 1:0, gdzie bramkę strzelił Danielewicz. Był też taki, po którym Widzew awansował do ekstraklasy, przegraliśmy 1:2, a Tadek Błachno strzelił bramkę. Dużo wspaniałych meczów po jednej i po drugiej stronie.

ŁKS awansuje w tym sezonie?

– Innej odpowiedzi niż tak, nie mam. Gdybyśmy nie wierzyli, to po co o tym ŁKS-ie rozmawiać? Wyobraźmy sobie, że ŁKS to samochód, który stoi na pasach. Na każdym skrzyżowaniu miał zielone jechał przed siebie, a teraz zapaliło się żółte światło. To musi dać zawodnikom do myślenia. Przecież ani Tomek Salski, ani sztab szkoleniowy, nie wyjdą i nie będą grali. Skład na papierze jest silny, ale trzeba to przełożyć na boisko. Miałem w juniorach Bartka Biela, polecałem go i do Widzewa, i do ŁKS. Było paru fajnych chłopaków, którzy grają do tej pory. Rybicki jest w Warcie Poznań. Biel pokazał swoim charakterem, gdzie jest on, a gdzie są nasi piłkarze. Ogrywał ich jak trampkarzy. Można mieć mniejsze umiejętności, ale trzeba mieć charakter. Ja też orłem nie byłem, ale jak czegoś nie mogłem to nadrabiałem zaangażowaniem. Nie można przejść koło meczu. Nie chodzi, o to, że teraz trener przeprasza. Jak pokłócę się z żoną to mogę ją przeprosić, ale szkoleniowiec przeprasza za czternastu zawodników? Coś nie tak jest…

ŁKS ma problem z młodzieżowcem. Z tych, którzy grali, widzi pan jakiegoś, który ma przed sobą świetlaną przyszłość?

– Poszedłem na Legię i patrzę w skład, a tam jakiś Janczukowicz. Myślę skąd oni go wzięli, z Białorusi? Potem dopiero sprawdziłem, że przyszedł z Olimpii Grudziądz. Tu potrzeba ludzi do grania. Powtarzam, zapaliła się żółtka lampka. Dzisiaj nie widać w tych młodych czegoś, co mieli Tomek Wieszczycki, Jacek Ziober, Marek Saganowski. Sagan miał 16 lat, wchodził i grał ze starymi ligowcami. Ktoś powie inna piłka, ale charakter ma się jeden.

Brakuje w ŁKS tego charakteru?

– Ja mogłem zagrać gorszy mecz, ale nikt nie mógł mi zarzucić, że się nie starałem. W meczu z Tychami brakowało ambicji. Dla mnie, tak jak mówiłem, największym pozytywem był Malarz, uchronił nas przed większym blamażem. Bramka na 0:1, wyrzut z autu, naszych siedmiu, ich trzech, Biel najmniejszy i się bawi z nimi. Oglądałem ten mecz w telewizji, po drugiej bramce poszedłem surówkę robić na obiad – niech to świadczy o poziomie widowiska. Jestem ełkaesiakiem, zawsze wspieram drużynę, ale nie dało się na to patrzeć. W takim stylu przegrać nie przystoi. Tychy też chcą walczyć o awans, a w sobotę ŁKS wywiesił białą flagę.

Wielu kibiców uważa, że Carlos Moros Gracia odmieni grę w obronie ŁKS-u. Rzeczywiście należy postawić na Hiszpana zamiast na Macieja Dąbrowskiego?

– Ciężko mi powiedzieć, od tego jest trener, który widzi jak piłkarze trenują codziennie. Ktoś powie, że Moros jest niepotrzebny, bo zaraz wróci Rozwandowicz. Teraz trzeba wystawić taką jedenastkę, która powalczy. Do tiki-taki trzeba mieć ludzi. Co z tego, że ŁKS w ekstraklasie pod względem posiadania piłki był jedną z najlepszych drużyn, że wymieniali po 700 podań? Liczy się wynik. Nie możemy pozwolić na taką grę, w następnych meczach, bo obudzimy się z ręką w nocniku.

Piłka nożna

ŁKS ŁódźMarek Dziuba

Reklama

Dodaj komentarz